4 marca na antenie kanału Sportowego w programie "Hejt Park" wystąpił Błażej Augustyn. Były piłkarz Biało-Zielonych podzielił się kilkoma spostrzeżeniami i anegdotami z czasów gry w Gdańsku. 

Jak wyglądała Lechia za czasów trenera Piotra Nowaka? - Nie chcę tutaj zabrnąć za daleko. Nie będę mówił, jaka to drużyna, no ale bywały momenty, że trener przychodził, łapał szklankę i mówił: „Oni? Ci frajerki, co do nas przyjeżdżają? Trzy zerko ich walimy i zmykamy na chatę”. No i z takiej nonszalancji wzięło się to, że my się chyba za bardzo rozluźnialiśmy, przegrywaliśmy z nimi czasami w ostatnich minutach i tak dalej. A jak wygrywaliśmy mecz, no to trener podjeżdżał sobie motorkiem dziesięć minut przed treningiem i jak go drugi trener pytał, co dziś robimy, to on na to „A co robiliśmy tydzień temu? Wygraliśmy? Wygraliśmy. No to robimy to samo.” Natomiast później, jak Piotr Nowak znalazł się w Jagielloni, to odsunął mnie tam do rezerw. Może nie własnymi ustami i czynami, ale z jego inicjatywy.

Na czym bazował trener Nowak, gdy był w Lechii? - Nie mam pojęcia. Są drużyny, które są dobrze przygotowane do sezonu i potrzebują luźnego trenera, który rozluźni atmosferę i da ten ogień, tak jak trener Nowak. Czasem potrzeba ostrzejszego trenera, który będzie  wymagał i zauważał każdy szczegół. Naprawdę nie ma na to recepty. Wciąż uważam, że muszą być zachowane i przestrzegane jakieś zasady - podkreślił. 

Jak wyglądała pierwsza noc po podpisaniu kontraktu z Lechią? - Podpisałem kontrakt i ruszyłem w miasto, jak to ja. Zresztą z tego słynąłem zawsze. Wybrałem się do Sopotu na balety, no i tego samego wieczora spotkałem Dyrektora Sportowego Janusza Melaniuka, który mnie klepnął w bark i zapytał: „Co ty tu robisz?”, a ja mówię: „No jak to co? Bawię się, tak?”. Ale na drugi dzień dostałem reprymendę. Trener Nowak mnie wezwał na dywanik i powiedział, że dopiero się pojawiłem, a już takie cyrki odstawiam. Nie byłbym sobą, gdybym tego samego dnia nie poszedł znowu w miasto, ale tym razem już byłem ostrożniejszy (śmiech).

"Herbata na treningu", o co chodziło? - No miałem takie spięcie, graliśmy małe gry. Nie będę mówił nazwiska chłopaka, ale miałem spięcie z pewnym gościem, który przedrzeźniał się w czasie gierki. Tam były pewnego rodzaju perturbacje, więc mówię do chłopaków: "dobra dajcie mi go, ja go kryję jeden na jeden". Leciałem ostro, ciąłem go równo z ziemią. To mu się nie spodobało i wyraził to wiele razy w nieodpowiedni sposób. Zwróciłem mu uwagę, że jeśli jeszcze raz tak zrobi, to po prostu dostanie w łeb przysłowiowo. Ostrzegałem go raz, drugi. To był okres zimowy, mieliśmy herbatę, to nie był wrzątek, ale była gorąca. Powiedziałem mu potem w przerwie: "Jeśli jeszcze raz otworzysz buzię, a nie chcesz żebym Cię uderzył, to ta herbata wyląduje na Twojej buzi". No i odezwał się, ja chlusnąłem w niego tą herbatą. Nic nie zrobił, jego koledzy wstawili się za nim. Nikt nie miał odwagi zrobić czegokolwiek więcej. 

Jaką ma opinię o Piotrze Stokowcu? - Nie podałbym temu człowiekowi ręki. Nie chcę otaczać się ludźmi fałszywymi, hipokrytami, bo to jest dla mnie totalny hipokryta. Uważa, że jest fajny, stanie, pogada. Tak samo, gdy był trenerem Zagłębia, pojechał po Puszczy Niepołomice, a potem zrobił u nich przemowę, wszedł im w dupę i udaje, że nic się nie stało. Ja taki nie jestem i z takimi ludźmi nie chcę mieć nic wspólnego. Ja mam takie wrażenie, że on w Lechii myślał, że on nas nauczył grać w piłkę. Tylko, że my już mieliśmy po 30 lat i byliśmy po swoich doświadczeniach, perypetiach. Gdzie ja grałem w takich meczach, które on ogląda tylko w telewizji. On nie nauczył nas grać w piłkę, on nas tylko dobrze przygotował do sezonu - chodziło o sezon 2018/19 (przyp red.) Bywały mecze, gdzie on nam mówił, że mamy grać defensywnie. A my wychodziliśmy, stawaliśmy w kółko i mówiliśmy sobie, że przecież nie będziemy z nimi stać z tyłu, tylko idziemy od razu na nich i atakujemy. Gdy przychodził do Lechii, to chciał cały czas grać ofensywnie, ale widział, że nam to nie idzie. Nagle w jakimś meczu, tak naturalnie się cofnęliśmy i wygraliśmy, więc stwierdził – to jest to, tak będziemy funkcjonować - mówi o postawie trenera Stokowca Augustyn

Z czego wynika ta krytyka od wielu piłkarzy w stronę Piotra Stokowca? - On, nie stawiał naszej strony, był człowiekiem zarządu. Na dobrą sprawę my powinniśmy byli zdobyć mistrzostwo  w tym pięknym sezonie, gdy prowadziliśmy dziewięcioma, bodajże punktami w grupie mistrzowskiej. Wtedy zaczęły się takie kłótnie o premie. Nie dochodziliśmy do porozumienia, a że on stawiał stronę zarządu, a my szliśmy w naszą stronę. Od tego zaczęła się ta seria, my przecież pd tej pory dostawaliśmy w łeb w każdym meczu. Ja mam wiele rozmów nagranych. Mógłbym je upowszechnić. Zresztą w mojej książce opisałem sytuację, gdy nam nie płacili i ja byłem jednym z tych, którzy złożyli pismo do sądu o wyegzekwowanie mojej pensji. Nie pytałem o nic, co mi się nie należy, tylko o to, co ktoś ze mną podpisał. Nie działałem przeciwko klubowi, ale ten człowiek - Piotr Stokowiec (przyp red.)uznał, że mnie odsunie od drużyny za to, że domagam się czegoś, co mi się należy. Stawiam się na treningach regularnie, kończę je tak samo. Dlaczego nie mogłem zapytać o swoje pieniądze? Ostatnie mecze w Lechii grałem w ciężka kontuzją. Chrząstka mi się odnowiła, musiałem powtórzyć operację. Odwlekałem to wszystko i grałem, bo Piotr prosił: "Dawaj jeszcze ten jeden mecz, jeszcze jeden". No i tak ciągnąłem i się załatwiłem, a na koniec dostałem "pstryczka" w nos. Za co ja mam być wdzięczny temu człowiekowi, za to, że osiągnęliśmy sukces? On był kapitanem tego statku, ale wykonawcami tego całego szumu byliśmy my - uznał Augustyn. 

Cały wywiad: 

źródło: Kanał Sportowy