Media donoszą! Po sezonie znów będzie rewolucja w składzie Lechii. Pytanie tylko, czy będzie to rewolucja taka, jak przed jesienią, czy taka, jak przed wiosną? Obserwując, w jaki sposób klub poczyna sobie z Piotrkiem Grzelczakiem, mam zdecydowanie czarne myśli.

Wszyscy pamiętamy, jak to było. Nowy zaciąg miał gwarantować sukcesy. Problem w tym, że nie zagwarantował. Oczywiście, pojawili się w klubie zawodnicy, którzy wnieśli nową jakość: Borysiuk, Colak czy nawet Łukasik. Niestety, większość nowych nie nadawała się do gry w piłkę w Ekstraklasie. Efekt tego jest taki, że pomimo sprowadzenia trzech lewoskrzydłowych i tak najwięcej goli na tej pozycji strzela Grzelczak. I całe szczęście, że on jeszcze z nami jest. Bo gdyby nie to, moglibyśmy zapomnieć o ósemce. To on nie zawodził, gdy Nazario irytował bezsensownym dryblingiem, on ciągnął robotę, gdy Pawłowskiemu nie chciało się biegać. I oczywiście wtedy, kiedy Malbasić nabawił się wiecznej kontuzji. A za miesiąc Piotrka w klubie może już nie być. Co wtedy?


Potem było jesienne uzupełnienie składu. Przyszli Mila, Wojtkowiak i Wawrzyniak. Drużyna zaczęła grać. Okazuje się bowiem, że mamy niezłe klocki, należy je tylko umiejętnie poukładać. I miałem nadzieję, że to w końcu da włodarzom naszego klubu do myślenia. Korekt należy dokonywać tylko tam, gdzie jest problem. Czy zatem mamy problem z Piotrkiem Grzelczakiem?


Mr Wolej dał się we znaki każdej drużynie w naszej lidze, a i „słynna Barcelona naszej Lechii nie pokonała” między innymi dzięki niemu. W zeszłym sezonie strzelił w lidze 7 goli i dołożył 6 asyst. Jeśli ktoś się jeszcze zastanawia, jakim cudem Lechia zajęła na koniec sezonu 4 miejsce, to właśnie zyskał odpowiedź. W tym sezonie liczby są wprawdzie mniej imponujące – 3 gole i 1 asysta, ale umówmy się, Piotrek od początku został zepchnięty do pozycji rezerwowego i grał jak dotąd dwa razy mniej, niż zeszłego roku. Niemniej awans Lechii do ósemki to również jego bezpośrednia zasługa. Wywalczył dla nas przynajmniej 4 punkty. Zapewnił nam remis z Bełchatowem i cenne zwycięstwo z Wisłą. Z kolei przeciwko Cracovii jako jedyny walczył o zwycięstwo, kończąc mecz z bramką i asystą.


Piotrek się nie obraża, kiedy go sadzają na ławce. Nie obraził się, kiedy go odesłano do Warszawy. Nie obrażał się, kiedy kibice go wyśmiewali, że nie strzela. On na wszystko ma jedną odpowiedź: Walka. Rozmawiałem z nim ostatnio. Powiedział mi, że się nie poddaje. Ale prawda jest taka, że za miesiąc wygaśnie jego kontrakt, a Lechia nie wykonuje żadnych ruchów.


Według mnie, Piotrek jest najmłodszym Lechistą. Tak, dobrze napisałem. Lechistą o najkrótszym stażu. Wszyscy wiedzą, że wywodzi się z Widzewa. Ale dziś ma w Gdańsku dwa domy. Lechię i mieszkanie, które kupił, by związać się z miastem. Zresztą, czy można się temu dziwić? Kto przy zdrowych zmysłach chciałby wyjeżdżać z Gdańska?


Czy stać nas na stratę Grzelczaka? Nie sądzę. Piotrek gwarantuje pewien poziom i znalezienie dla niego następcy nie jest wcale proste. Nowa Lechia ma być połączeniem rutyny ze świeżością. Jestem jak najbardziej za tym, by dołączali nowi zawodnicy. Ale nie wolno nam się pozbywać tych, którzy nadają tej drużynie charakter. Dlatego ja osobiście stanowczo żądam od klubu, by podpisał nowy kontrakt z Piotrkiem. Wiadomo - na nim nie da się już zarobić, ale umówmy się, na najdroższym i najlepiej w Lechii opłacanym Mili też się nie da. Oni nie temu mają służyć. Oni mają dzierżyć szatnię w ręce i pilnować, by młodzi pamiętali, gdzie grają, zanim jeszcze się wypromują i wyjadą na zachód.


Właśnie dlatego piłkarze tacy, jak Wiśniewski, Bąk czy Grzelczak, który przecież jest już z nami 5 lat, są w klubie po prostu niezbędni.


Kibiców Piotrka i ludzi, którym nie jest obojętny los Lechii zachęcam do udziału w akcji facebookowego profilu Lechia True Story. LTS wraz z kibicami wywierali ostatnio nacisk na zarząd, by przedłużył kontrakt z Mateuszem Bąkiem. Skutecznie. Teraz czas na Piotrka.


lts182