Colors: Orange Color

Poniżej prezentujemy wywiad z Pawłem Brożkiem, przeprowadzony w kontekście sobotniego pojedynku.
Bartosz Karcz: - Wygraliście wysoko, ale dla Pana mecz nie zaczął się dobrze. Dostał Pan mocno w plecy i wydawało się nawet przez moment, że konieczna będzie zmiana. Paweł Brożek: - Rzeczywiście, dostałem bardzo mocno w nerki. Jeszcze w trakcie meczu wziąłem tabletki przeciwbólowe. Na szczęście ból nie był tak duży, żebym nie mógł grać, ale pewnie w poniedziałek rano będzie gorzej.
{begam}pub-6500481139110168/8441006088{/begam}
Mecz zaczął się słabo nie tylko dla Pana. Do momentu strzelenia bramki nie bardzo mieliście pomysł na grę. - Nie wiedzieliśmy, jak sforsować drugą linię ŁKS-u. Za dużo było długich podań, a mnie z Piotrkiem Ćwielongiem ciężko było walczyć w powietrzu z tak dobrze zbudowanymi obrońcami jak Adamski czy Hajto. Bramka Patryka dała nam wreszcie trochę spokoju i od tego momentu graliśmy już swoją piłkę. W drugiej połowie kontrowaliście ŁKS niemiłosiernie. - Tak mieliśmy grać od początku. Mieliśmy długo utrzymywać się przy piłce. Przeciwnik miał poczuć, że niewiele będzie z nami w stanie zrobić. Dobrze, że tak się to wszystko skończyło, bo dawno nie wygraliśmy na wyjeździe tak wysoko. Strzelił Pan dwie bramki, ale była też szansa na hat-tricka. W sytuacji sam na sam Wyparło obronił jednak pański strzał. - Chciałem podciąć piłkę wyżej, ale Bodzio dobrze się zachował i obronił. Z drugiej strony strzeliłem dwie bramki, zaliczyłem asystę, więc jeśli oceniać mnie indywidualnie, to chyba był to niezły wynik. Myśli Pan, że to wasze wysokie zwycięstwo to był sygnał dla piłkarzy Lecha i Legii w stylu nie macie szans koledzy? - Przede wszystkim bardzo cieszymy się ze zwycięstwa nad ŁKS-em. Tytułu jednak jeszcze nie mamy, więc spokojnie. Teraz jedziemy do Gdańska i jeśli tam wygramy, to... będziemy mistrzami Polski. Nie boi się Pan, że tak wysokie zwycięstwo uśpi waszą czujność przed meczem z Lechią? - Nie ma takiej możliwości. Powtarzam, wiemy o co gramy. Już my dopilnujemy się w szatni, żeby nikt nie pomyślał o samozadowoleniu. Pojedziemy do Gdańska pewni siebie, ale też z szacunkiem dla przeciwnika. Po meczu z ŁKS-em cieszyliście się ogromnie. Wasze śpiewy w szatni było słychać w całym budynku. Czy to znaczy, że czujecie już, że tytuł jest na wyciągnięcie ręki? - Powiem tak, na razie cieszyliśmy się z tej wygranej, a jeśli będziemy mogli cieszyć się również z mistrzostwa, to ta radość będzie dużo większa niż rok temu. Wyprzedził Pan w klasyfikacji strzelców Chinyamę. To taki pański bonus po tym meczu? - Oczywiście wiedziałem, że Chinyama nie grał. Chciałem go przynajmniej dogonić. Proszę mi jednak wierzyć, że gdybym nic nie strzelił, a mecz byłby wygrany, to moja radość byłaby taka sama.
Źródło: Gazeta Krakowska