Grał w Ekstraklasie jako zawodnik, teraz wraca do niej jako szkoleniowiec.

Przed trenerskim debiutem w najwyższej klasie rozgrywkowej, piątkowym meczem przeciwko Lechii Gdańsk, czyli klubowi, w którym się wychował – serwis futbolfejs.pl rozmawiał z Marcinem Kaczmarkiem, szkoleniowcem beniaminka z Płocka.

FUTBOLFEJS.PL: Powiedział pan niedawno w wywiadzie: „Awanse są najważniejsze, ale nie zapominam o sezonach, w których moje drużyny jako beniaminkowie się utrzymywały”.  Utrzymanie Wisły to pana cel na debiutancki sezon w Ekstraklasie?
MARCIN KACZMAREK: Podstawowym celem dla każdego beniaminka jest to, by jak najdłużej grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dla nas ten rok również będzie szalenie istotny. Ale to wszystko będzie się krystalizować po drodze, sezon jest bardzo długi. Na pewno będziemy chcieli zaznaczyć swoją obecność w tej lidze, godnie się zaprezentować.

Czasu na przygotowanie do sezonu nie było za mało?
Było mało, zarówno patrząc przez pryzmat sportowy, jak i organizacyjny. Te przygotowania wciąż trwają na stadionie. Nie jest to sytuacja komfortowa, ale innego wyjścia nie było. Mieliśmy dobry obóz w Grodzisku Wielkopolskim, dołączyło do nas kilku zawodników, każdy na innym etapie przygotowań. Niektórzy grali regularnie na poziomie ekstraklasy, inni, jak Dominik Furman, dość długo nie grali w ogóle. Mamy jeszcze zawodników, których zakontraktowaliśmy, ale nie są zgłoszeni do rozgrywek.  Czas nie jest z gumy. Wyzwanie jest więc spore, ale patrzę na to optymistycznie. Zachowaliśmy trzon drużyny, która wywalczył awans i myślę, że to też będzie naszym atutem.

Profil Marcina Kaczmarka

Ten sezon będzie największym wyzwanie w pana karierze trenerskiej?
Przeszłość miło się wspomina, ale liczy się to, co przed nami. Każde moje dotychczasowe wyzwanie było inne i miało swoją wagę. Nie byłoby wyzwania w postaci sezonu w Ekstraklasie, gdyby nie awans i tak dalej. Na pewno każdy chce grać w najwyższej lidze, ale ja bardziej patrzę na to przez pryzmat klubu, który przez 10 lat bił się o powrót do Ekstraklasy, cztery ostatnie lata pod moją wodzą. Żeby Wisła mogła się teraz rozwijać, musi w tej Ekstraklasie grać dłużej niż rok.

Co pan pomyślał, gdy zobaczył ligowy kalendarz: na dzień dobry mecz z Lechią Gdańsk, klubem, który jest bliski pana sercu?
Nie jest tajemnicą, że jestem wychowankiem Lechii, że związany byłem z tym klubem przez większość piłkarskiego życia. Mam do niego spory sentyment, los płata czasem takie figle. Dla mnie w tym momencie istotne nie jest to, że to jest Lechia, myślę o tym, jaki to jest zespół. A zagramy z drużyną, która wyraźnie aspiruje do mistrzostwa Polski i pod tym kątem będę przygotowywał swój zespół. Terminarz nas nie rozpieszcza, bo kolejny mecz gramy na wyjeździe z wicemistrzem Polski Piastem Gliwice, później z mistrzem Legią. Można powiedzieć, że mamy wejście smoka.

Tutaj przeczytasz cały wywiad

źródło: futbolfejs.pl