Tomasz Makowski i długo, długo nic. Próżno szukać innego młodzieżowego zawodnika, który odgrywałby w tym sezonie znaczącą rolę w pierwszym zespole Lechii. Pozostali w zasadzie nie dostali poważnej szansy, a dodatkowo w ostatnich tygodniach nie mogą nawet liczyć na grę w rezerwach czy Centralnej Lidze Juniorów.

Weźmy pod lupę takich zawodników jak Mateusz Sopoćko, Rafał Kobryń, Kacper Urbański, Mateusz Żukowski czy Jakub Kałuziński. Wszyscy regularnie trenują z pierwszą drużyną Lechii, ale można by powiedzieć, że na tym kończy się ich przynależność do "jedynki". Od czasu do czasu ktoś z nich wejdzie z ławki, natomiast są to mało znaczące epizody.

Spójrzmy na czas gry tych piłkarzy. Najwięcej grał Sopoćko, ale czy 184 minut kogoś rzuca na kolana? No raczej nie. Drugi w kolejce jest Kałuziński (76 minut), potem Kobryń (56), Żukowski (47) i na samym końcu Urbański (zaledwie 10 minut). Przyznacie, dość mało. A przecież przed sezonem taki Sopoćko miał być solidnym wzmocnieniem pierwszej drużyny biało-zielonych.

Co gorsze, pozostają im wyłącznie treningi, ponieważ od paru dobrych tygodni nikt z pierwszego zespołu nie schodzi do rezerw, by utrzymać rytm meczowy. W Lechii tłumaczą się, że jest to dmuchanie na zimne przed ewentualnym zakażeniem koronawirusem. Nie chcą ryzykować. Jest w tym sens, natomiast nie wszyscy mają taką samą optykę. Taka Pogoń Szczecin w sobotę grała z Legią Warszawa i nie było problemu, żeby dzień później paru zawodników wystąpiło w drugim zespole. 

Dochodzi do absurdalnej sytuacji. Wyobraźcie sobie, że w sobotę swój mecz rozgrywała drużyna Lechii w Centralnej Lidze Juniorów. Nie w Gdańsku, lecz w Białymstoku. Po emocjonującym spotkaniu biało-zieloni wygrali 5:4. Potem podróż powrotna do Gdańska. Parę ładnych godzin w autokarze. Odpoczynek? Wolna niedziela? Nie dla wszystkich. Dnia następnego czterech zawodników gra w rezerwach przeciwko Arce. Trochę to dziwne, oczywiście mając na uwadze całą sytuację z COVID-em.

Ci piłkarze z pierwszego zespołu sami chcą pograć. Wyrażają chęć zejścia do rezerw, ale nie dostają na to zgody. 

Dlatego później nie dziwmy się, że któryś z nich dostanie szansę w pierwszym zespole, np. w spotkaniu z Olimpią Grudziądz w Pucharze Polski (jest wymóg dwóch młodzieżowców w składzie).i sobie nie poradzi. Nie jesteś ograny, więc siłą rzeczy grasz słabiej, poniżej swojego potencjału. 

Nie jest to łatwy temat. Staramy się zrozumieć każdą ze stron. Sztab szkoleniowy pierwszego zespołu nie może sobie pozwolić na to, żeby jeden z młodych piłkarzy zaraził się podczas zejścia do rezerw. Rozumiemy też jednak zdenerwowanie tych młodych zawodników, którzy sporadycznie występują w meczach o stawkę. Nawet najlepszy trening nigdy nie zastąpi rywalizacji o punkty.

Zobacz również: Aplikacje bukmacherskie - jak korzystać z nich bezpiecznie?