Totolotek Bukmacher

Raport meczowy: Lechia Gdańsk - Polanka Rokocin | Kolejka 6 | 2002/03 Liga Okręg. - Gr. Gdańsk II
2002/03 Liga Okręg. - Gr. Gdańsk II2002/03 Liga Okręg. - Gr. Gdańsk II

Lechia Gdańsk vs Polanka Rokocin
3 3

Więcej info

Data meczu: sobota, 14 wrzesień 2002
Godz. meczu: 18:00 h
Stadion: Stadion MOSIR w Gdańsku
Sędzia: Jarosław Gryckiewicz
 
Widzów : 700

Skład wyjściowy

Bramkarz
Obrońca
Pomocnik
Napastnik

Pierwszy trener

Zmiany

    Oś czasu

    Min. zmiany 50 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Marek Wasicki <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Łukasz CiuciasMin. zmiany 80 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Michał Giliga <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Mariusz BlochMin. zmiany 80 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Marcin Waniuga <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Przemysław UrbańskiGOL Min. 89 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/stolc_bartlomiej.jpg' height='40' width='40' /><br />Bartłomiej StolcGOL Min. 41 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/wilk_krzysztof.jpg' height='40' width='40' /><br />Krzysztof WilkGOL Min. 12 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/stolc_bartlomiej.jpg' height='40' width='40' /><br />Bartłomiej Stolc

    Wydarzenia


     Podsumowanie

    Bramki (Polanka):

    Siora 54’karny, Kuczma 60‘, Rutkowski 74’

    Relacja (Lechia.gda.pl):

    Smucić się, czy raczej cieszyć? Suchy wynik mówi niewiele. Cieszyć - gdyż Lechia grała przecież z jedną z najsilniejszych drużyn, w dodatku była o zaledwie krok od porażki. Smucić - gdyż prowadziła już 2:0 i straciła na własnym boisku dwa kolejne cenne punkty. Ostrzegaliśmy przed ofensywną mocą Polanki, która dzisiaj także dała o sobie znać. W piłkarzach obu drużyn na pewno pozostał ogrom niedosytu, ale pocieszające jest, że przynajmniej zaprezentowali oni licznie zgromadzonym kibicom interesujący i dramatyczny spektakl.

    Wystawiona jedenastka - identyczna jak w poprzednich meczach. Trener Tadeusz Małolepszy najwyraźniej postanowił nie zmieniać zwycięskiego składu, choć mógł skorzystać na przykład z Marka Wasickiego. Obecny na meczu Michał Globisz nie był jednak zbyt mocno zdziwiony, że jedyny reprezentant Polski w barwach Lechii siada na ławce podczas meczu piątoligowego. Może dlatego, że nie jest ostatnio zadowolony z powoływanych napastników i szuka na ich miejsce nowych... Mecz rozpoczął się od przewagi Lechii. Na strzały Krzysztofa Wilka i Bartłomieja Stolca odpowiedział Sławomir Manuszewski, lecz Mateusz Bąk bardzo dobrze obronił. Pierwsza bramka padła jednak już w 12 minucie. Jakub Wiszniewski wypuścił prostopadłą piłkę do Wilka, który w polu karnym doskonale dograł ją do biegnącego równolegle Stolca. Silne uderzenie bez namysłu i 1:0. Dało to mocno do myślenia gościom, do tej pory raczej mało przekonującym. A zwłaszcza ich liderom. Bartłomiej Dzwonkowski ruszył z głębi pola i dziecinnie łatwo przeszedł ustawionych w linii obrońców Lechii. W sytuacji sam na sam z Bąkiem zbyt daleko jednak wypuścił sobie piłkę i szansa przepadła. Chwilę potem groźnie uderzali Manuszewski i ponownie Dzwonkowski, ale nasz bramkarz bronił dziś bez zarzutu. Wymiana ciosów trwała w najlepsze. Raz robiło się gorąco pod bramką Polanki, głównie za sprawą rozgrywającego dziś (wreszcie!) bardzo dobry mecz Przemka Urbańskiego, innym razem pod bramką Lechii, co ułatwiał zwłaszcza wolny prawy korytarz, dostępny z powodu nie nadążania za grą Łukasza Ciuciasa. W 41 minucie Urbański wszedł po skosie w pole karne, dograł do wbiegającego na 13. metr Wilka, a ten delikatnym uderzeniem od słupka pokonał Mariusza Kolaskę. Wielu w tym momencie westchnęło - "No i po meczu", w tym niżej podpisany. Futbol jest jednak nieobliczalny.

    Na drugą połowę obie drużyny wybiegły całkowicie odmienione. Rokocinianie ze świadomością, że nie mają nic do stracenia, gdańszczanie z kolei z przeświadczeniem o swoim pewnym już przecież zwycięstwie. I srogo się to zemściło! Już w 9 minucie po przerwie Mateusz Bąk podciął w polu karnym Krzysztofa Rutkowskiego i arbiter podyktował rzut karny. Golkiper wyczuł intencje Jerzego Siory, lecz jedenastka została wykonana na tyle pewnie i precyzyjnie, że wynik brzmiał już tylko 2:1. Większym zmartwieniem od przerwania 350-minutowej passy bez utraty gola było to, iż Polanka całkowicie zdominowała sytuację na boisku. Lechia, ku przerażeniu i niedowierzaniu kibiców, była całkowicie bezradna! Nie radził sobie brzydko sfaulowany na początku drugiej połowy Paweł Staruszkiewicz, którego stroną goście łatwo inicjowali groźne ataki. W 60 minucie właśnie lewostronną szarżą popisał się Bartosz Kuczma, doszedł pod samą bramkę i, nie bez winy Bąka, uderzeniem w długi róg wyrównał stan meczu. Biało-zieloni próbowali otrząsnąć się z szoku - strzał Wilka wybił spod samej poprzeczki Kolaska. Ale było to niczym, wobec szturmu gości. W 74 minucie Robert Kotlewski w idealnej sytuacji trafił w poprzeczkę bramki Bąka, ale parędziesiąt sekund później jego partner, Rutkowski, był już bezbłędny, wykorzystując w polu karnym podanie Tomasza Manuszewskiego. Od stanu 2:0 do 2:3, czy ktokolwiek się tego spodziewał? Postawa biało-zielonych była na tyle rozczarowująca, że powoli znikały nadzieje nawet na jeden punkt. Nie dawały ich także zastosowane przez Małolepszego zmiany. Staruszkiewicz pozostawał na boisku, podczas gdy zszedł świetnie dziś dysponowany Urbański. Mogło dziwić, że mimo doraźnej potrzeby zdobywania bramek, Lechia wciąż grała jednym tylko napastnikiem. Wasicki wystąpił na lewej pomocy, na której to pozycji nie sprawdzał się prawie nigdy w przeszłości. Był bezbarwny, jak nikt inny. Gdyby piłkarz Polanki wykorzystał prezent od Bąka i trafił z 30 metrów do pustej bramki, byłoby już po meczu. Tymczasem w przedostatniej minucie Krzysztof Bartoszuk zapędził się do ofensywy, z lewego skrzydła głęboko dośrodkował, a Stolc spod samej bramki ulokował piłkę w siatce. Udało się, 3:3! 2 minuty później mogło to zostać zmarnowane, jeśli tylko Rutkowski (im bliżej końca, tym łatwiej uwalniał się od mającego go kryć Michała Kiszkiela) wykorzystałby idealną wręcz sytuację jeden na jeden z bramkarzem. Dobrze broniący dziś Bąk zachował się świetnie w tej beznadziejnej chwili. Sekundy potem zabrzmiał ostatni gwizdek. 3:3.

    Mimo wiszących na niebie deszczowych chmur, na stadion wybrało się ok. 700 kibiców. To jak na razie rekordowa frekwencja w bieżącym sezonie. Na płocie zawieszono sporo flag, lecz wszystko to nie przełożyło się na jakość dopingu, który zabrzmiał tylko i wyłącznie w ostatnich 5 minutach, gdy Lechia desperacko walczyła o zdobycie wyrównującej bramki. Poziom meczu i jego przebieg na pewno nie mogły rozczarować, żal jedynie straconych punktów, w dodatku raz kolejny przy Traugutta, gdzie wpadki nie powinny się zdarzać.