W sezonie 1973/74 gdańszczanie uplasowali się na czwartym miejscu, a w rozgrywkach 1974/75 byli już jednym z najlepszych zespołów w grupie północnej II ligi i liczyli się w walce o awans do ekstraklasy.

Po dwudziestu jeden kolejkach Biało -Zieloni zajmowali czwarte miejsce, ze stratą trzech punktów do prowadzącego Widzewa (tylko zwycięzca rozgrywek zapewniał sobie promocję). Kolejne spotkanie Lechia rozgrywała w Lublinie z Motorem, który był wiceliderem. Mecz miał więc kolosalne znaczenie w walce o ekstraklasę.

Relacja prasowa z meczu Motor Lublin-Lechia Gdańsk
Relacja prasowa z meczu Motor Lublin-Lechia Gdańsk

Pierwsze dwadzieścia minut jest dla Lechii fatalne i wydaje się, że w tym okresie mecz został już rozstrzygnięty. W 9. minucie Przybyła otrzymuje podanie, znajdując się, zdaniem gdańskich piłkarzy, na pozycji spalonej. Obrońcy Biało-Zielonych sygnalizują ten fakt arbitrowi, ale ten pozostaje niewzruszony, podobnie jak zawodnik Motoru, i gospodarze wychodzą na prowadzenie 1:0.

Wówczas rozpoczął się bardzo nerwowy okres gry (…). Koledzy podbiegli do uszczęśliwionego strzelca z gratulacjami. Lechiści także zgrupowali się w komplecie, lecz przy arbitrze głównym, by zmienił on swoją decyzję.
„Początek wspaniały, lecz koniec żałosny”, Przegląd Sportowy, 27.04.1975 roku

Kolejne minuty upływają na ostrej grze, zwłaszcza ze strony piłkarzy gości. W 17. minucie Przybyło ponownie znajduje się na pozycji spalonej, co sygnalizuje również sędzia boczny. Arbiter główny pozwala jednak grać dalej i robi się 2:0 dla Motoru.

Mogło jednak być jeszcze gorzej, bo w tym okresie bramkarz Lechii Krzysztof Słabik trzykrotnie staje oko w oko z zawodnikiem rywali. Na szczęście za każdym razem wychodzi obronną ręką z pojedynku. Później gra się wyrównuje, ale z obu stron jest bardzo chaotyczna. Ostatnie dziesięć minut to coraz większy napór Lechii. Wreszcie tuż przed gwizdkiem sędziego oznaczającym koniec pierwszej połowy, goście zdobywają gola. Po podaniu Marka Sęka na natychmiastowe uderzenie z siedemnastego metra decyduje się Zdzisław Puszkarz, a lecąca po ziemi piłka jest nie do zatrzymania dla bramkarza Motoru. Do przerwy więc 2:1 dla gospodarzy.

W drugiej połowie do walki z lublinianami stanęła zupełnie „inna” drużyna. To nie było już jedenastu rozgorączkowanych zawodników biegających po boisku, lecz kolektyw dążący do wyznaczonego celu
„Początek wspaniały, lecz koniec żałosny”, Przegląd Sportowy, 27.04.1975 roku
Relacja prasowa z meczu Motor Lublin-Lechia Gdańsk
Relacja prasowa z meczu Motor Lublin-Lechia Gdańsk

Lechiści rzucają się do szturmu, osiągając ogromną przewagę. Piłkarze Motoru długo skutecznie się bronią, ale z upływem czasu tracą coraz więcej sił. Wreszcie w 77. minucie Puszkarz ustawił się na linii pola karnego. Otrzymał górną piłkę od Głowni i silnym strzałem z woleja (tym razem lewą nogą) posłał piłkę obok zdezorientowanego bramkarza Motoru64. Remis nie zadowala gości, a dla gospodarzy, którzy prowadzili już 2:0, praktycznie jest porażką. Ostatnie minuty spotkania są więc bardzo pasjonujące, piłkarze obu drużyn dążą do zdobycia zwycięskiego gola.

26 kwietnia 1975 roku
Mecz II ligi
Motor Lublin – Lechia Gdańsk 2:3 (2:1)
Widzów: ok. 10 000 (w tym ok. 2 000 z Gdańska)
1:0 Przybyła (9’), 2:0 Przybyła (17’), 2:1 Puszkarz (45’), 2:2 Puszkarz (77’), 2:3 Matuszewski (86’)
Motor: Dziełakowski - Kamiński, Szych, Popowicz, Cholewa (46’Pulikowski), Mrozik, Przybyło (51’Ochodek), Ludyga, Weideman, Krawczyk, Przybyła
Lechia: Krzysztof Słabik - Janusz Makowski, Jerzy Górski, Edward Kołodziej, Zbigniew Żemojtel (16’ Marek Sęk), Józef Gładysz, Tadeusz Jahn, Zdzisław Puszkarz, Mirosław Głos (46’Krzysztof Matuszewski), Leonard Radowski, Andrzej Głownia; Trener: Wojciech Łazarek

W 86. minucie kibice Lechii (przyjechało ich do Lublina aż dwa tysiące) przeżyli ogromną radość. Dośrodkowanie Puszkarza trafia na głowę Krzysztofa Matuszewskiego, który ustala wynik na 3:2 dla Biało-Zielonych. Po tej przegranej piłkarze Motoru wypadli z wyścigu o ekstraklasę, a Lechia zakończyła go na drugiej pozycji ze stratą dwóch punktów do Widzewa.