Raport meczowy: Lechia Gdańsk - Unia Tczew | VII runda | 2001/02 Okręg. PP
2001/02 Okręg. PP2001/02 Okręg. PP

Lechia Gdańsk vs Unia Tczew
2 5

Więcej info

Data meczu: środa, 10 kwiecień 2002
Godz. meczu: 18:30 h
Stadion: Stadion MOSIR w Gdańsku
Sędzia: Przemysław Łagosz
 
Widzów : 600

Skład wyjściowy

Bramkarz
Obrońca
Pomocnik
Napastnik

Pierwszy trener

Zmiany

    Oś czasu

    Min. zmiany 70 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Radosław Woszczyna <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Łukasz CiuciasMin. zmiany 83 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Lech Kaniszewski <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Krzysztof WilkGOL Min. 57 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/stolc_bartlomiej.jpg' height='40' width='40' /><br />Bartłomiej StolcGOL Min. 38 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/paulewicz_lukasz.jpg' height='40' width='40' /><br />Łukasz Paulewicz

    Wydarzenia


     Podsumowanie

    Bramki ():

    Cieśliński 13’, 35’, Szutowicz 29’, Twardowski 85’, Matuszewski 87’

    Skład (Unia):

    Opuszewicz – Gąsiorowski, Chrzonowski, Piotrowski, Twardowski, Dzwonkowski, (88’Gębarowski), Widzicki, Wicek, Cieśliński (66’Wroński), Szutowicz, Matuszewski

    Relacja (Lechia.gda.pl):

    Pucharowe spotkanie z Unią Tczew miało być ostatecznym meczem prawdy dla Lechii Gdańsk. Miało się wyjaśnić, jaka jest realna wartość naszej młodej drużyny, która w grach oficjalnych dotąd mierzyła się wyłącznie z zespołami co najwyżej piątoligowymi. Teraz przyszła kolej na czołowy klub czwartej ligi, a już za kilka miesięcy być może nawet trzeciej - Unię Tczew.

    Lechia zagrała osłabiona brakiem dwóch podstawowych graczy. Jakub Wiszniewski i Marek Wasicki są kontuzjowani, więc nie mogli wystąpić. Pierwszego w pomocy całkiem udanie zastąpił Łukasz Ciucias, drugiego w ataku, bez rewelacji, Krzysztof Wilk. Lechiści wyciągnęli wnioski z lutowego sparingu z Unią i od samego początku zagrali agresywnie, bez strachu przed teoretycznie silniejszym rywalem. Pierwsi stworzyli groźniejsze sytuacje, z lewej strony pola karnego ładnie szarpał Paulewicz. To jednak unici objęli prowadzenie, w dodatku już w 13 minucie. Wychowanek Lechii, Jarosław Cieśliński, precyzyjnie uderzył w długi róg zza pola karnego, a Mateusz Bąk, mimo interwencji, nie był w stanie dosięgnąć tego strzału. Biało-zieloni próbowali doprowadzić do wyrównania, tymczasem niemiłą niespodziankę sprawił im powracający do gry po chorobie bramkarz Bąk. Kolejny unita-lechista, Marek Szutowicz, w 29 minucie pognał prawą stroną boiska i mimo asysty Słabkowskiego uderzył, a golkiper Lechii wpuścił ten strzał pod pachą. Drugi już stracony gol trochę podciął skrzydła lechistom, którzy w tym momencie znaleźli się w dość trudnej sytuacji. Mimo że jednak to gospodarze posiadali cały czas optyczną przewagę, to w 35 minucie swojego drugiego gola, a trzeciego dla Unii, silnym uderzeniem z kilku metrów strzelił Jarek Cieśliński. W tym momencie nawet najwięksi optymiści zwątpili w możliwość wyeliminowania z rozgrywek Unii. Ale starania biało-zielonych jeszcze przed przerwą przyniosły skutek. W 38 minucie Łukasz Paulewicz mocno strzelił z 20 metrów i bramkarz Unii, Opuszewicz, był bez szans. Nadzieje odżyły! Do 45 minuty wynik 3:1 dla Unii nie uległ już zmianie.

    W drugiej połowie dość niemrawo (aczkolwiek wyjątkowo skutecznie) grająca do tej pory Unia poczynała już sobie lepiej, lecz to lechiści wciąż nadawali ton grze. Dążyli do zdobycia dwóch bramek i w końcu pomógł im w tym pewien przypadek. W 57 minucie trybuny doznały wielkiej radości, gdy Bartłomiej Stolc otrzymał piłkę przed polem karnym i dość szybko postanowił uderzyć. Strzał był lekko niecelny, jednak futbolówka odbiła się od nogi jednego z obrońców Unii i zmieniła tor lotu na tyle, że wpadła idealnie przy słupku bramki tczewian, blisko okienka. W tym momencie Lechii brakowało już tylko jednego trafienia, żeby doprowadzić do wyrównania i tym samym ewentualnej dogrywki. Niewątpliwie było ku temu kilka okazji, dobre akcje przeprowadzali szczególnie Urbański, Paulewicz i Waniuga, brakowało jednak tego ostatniego uderzenia. Ale i Unia nie pozostawała w tym okresie bierna i próbowała powiększyć swoją jednobramkową zaledwie przewagę, głównie za pomocą groźnych kontrataków. Udało jej się to dopiero na 5 minut przed końcem. Po błędzie Paulewicza w środku pola unici przeprowadzili akcję, w której kapitan Nikodem Twardowski uzyskał czwartą bramkę do Unii. Piłkarze Lechii w tym momencie zwątpili już w korzystne zakończenie spotkania i w niespełna 2 minuty później Sławomir Manuszewski po rzucie rożnym głową po raz piąty pokonał bramkarza Lechii. Wynik 5:2 całkowicie satysfakcjonował unitów, natomiast Lechia zdała już sobie sprawę, że trzech straconych bramek w tak krótkim czasie nie jest w stanie odrobić. Unia Tczew wygrała z Lechią Gdańsk 5:2.

    Spotkanie było na pewno atrakcyjne dla kibiców, trzymało w napięciu do ostatnich minut gry. Lechia zaprezentowała się dużo lepiej, niż wskazywałby na to wynik. Grała naprawdę ładnie i napędziła sporo strachu wyżej notowanemu rywalowi. Dopiero ostatnie minuty gry okazały się rozstrzygające dla losów spotkania, wcześniej wszystko mogło się zdarzyć. W pierwszej połowie to Lechia miała wyraźną przewagę, ale Unia wykazała niebywałą skuteczność, wykorzystując praktycznie wszystkie swoje groźne sytuacje podbramkowe. Gdyby lechiści nie zagrani osłabieni, mogli pokusić się o awans. Jednak nawet mimo porażki nie mogą się wstydzić swojej postawy, która była dziś ambitna i waleczna. Mecz obejrzało ok. 600 kibiców. Mało sympatyczne było jednak wyzywanie, czy obrzucanie różnymi przedmiotami tych piłkarzy Unii, którzy na Lechii spędzili przecież pół swego życia. Zwłaszcza Szutowicza, czy Cieślińskiego, który doznał w drugiej połowie kontuzji, a żegnany był stekiem wyzwisk. Mimo że obaj strzelili nam dziś łącznie trzy gole, na pewno nie zasłużyli na takie potraktowanie ze strony kibiców. Za jakiś czas mogą zasilić Lechię i co wtedy? Ogólnie doping był jednak przyzwoity, zwłaszcza jak na mecz u siebie.