Tomasz Kowalski, prezes Arena Gdańsk Operator, która zarządza Stadionem Energa Gdańsk, pije kawę z kubka z Elvisem, chciałby postrzelać z Dwaynem Johnsonem i przegapił najważniejszy moment meczu Polska-Niemcy, ale w najważniejszych momentach dla stadionu jest na posterunku.

Zmiana sponsora tytularnego stadionu to tylko zmiana nazwy i logotypów, czy w samym funkcjonowaniu obiektu też się coś zmienia?
Nowy partner – nowe zmiany. Grupa Energa ma nieco inne podejście do tego kontraktu niż nasz poprzedni partner – Polska Grupa Energetyczna. Energa miała o tyle łatwiej, że przez ostatnie lata mogła obserwować, jak wygląda rynek praw do nazwy w Polsce i co można osiągnąć, wchodząc w taki kontrakt. PGE było jedną z pierwszych marek, która korzystała z tego narzędzia marketingowego, teraz – z większym już doświadczeniem, rozpoczęli współpracę ze Stadionem Narodowym. W międzyczasie byliśmy też świadkami powstania Ergo Areny, Inea Stadionu, Tauron Areny i kilku kolejnych. Ale to nadal mało. Wedle nomenklatury międzynarodowej jesteśmy cały czas rynkiem wschodzącym, niedojrzałym w zakresie stosowania naming rights. Większość ludzi myśli, że prawo do nazwy to montaż logotypu na fasadzie, powieszenie flag, reklam. A to jest dużo więcej. Prawo do nazwy to prawo do budowania relacji i pracy nad tym, aby miejsce budziło wśród odwiedzających pozytywne emocje. Jednym z fantastycznych projektów wykorzystania praw do nazwy jest Tele2 Arena w Sztokholmie, notabene jeden z fajniejszych stadionów w Europie. Kiedy Tele2 wchodziło w tę współpracę zależało im, żeby zapewnić wszystkim klientom na stadionie wysokiej jakości bezpłatne Wi-Fi. W tym momencie poza płatnością dla Stockholm Globe Arena, która zarządza obiektem, Tele2 zainwestowało w infrastrukturę, co było już poza kontraktem. Dodatkowo wyposażyli stadion w wiele monitorów, prezentujących wartości samej spółki. To nie jest tylko i wyłącznie reklama. Najważniejsze dla zarządzających takim obiektem jak nasz i marek, które się decydują na współpracę w zakresie zakupu prawa do nazwy, jest to, by w pewnym momencie ludzie zrozumieli, czym jest ta marka, jakie wartości wyznaje i aby nasz gość chciał zostać klientem tej marki.
Czy wspólnie z Energą macie już jakieś konkretne projekty działań na stadionie?
Przeprowadziliśmy audyt działań, które podejmujemy jako stadion. Z roku na rok wydarzeń organizowanych na stadionie – od koncertów po konferencje i spotkania firmowe – jest coraz więcej. Razem z naszym partnerem chcemy, żeby było ich jeszcze więcej! W ten sposób motywujemy się wzajemnie do jeszcze większej aktywności. W pewnym momencie przy stole negocjacyjnym musieliśmy jednak dojść do konsensusu, bo każdy obiekt ma swoją „wyporność”. To, że w zeszłym roku zorganizowaliśmy 126 imprez korporacyjnych, czyli konferencji, szkoleń, teambuildingów, to nie znaczy, że w tym roku jesteśmy w stanie zrobić ich 150. Mój zespół jest w stanie to zrobić, lokalowo też damy radę. Nie znaczy to jednak, że rynek trójmiejski taką ilość wydarzeń przyjmie. W tej chwili mamy wielu klientów instytucjonalnych z Polski i zagranicy. Dążymy do tego, aby dywersyfikować odwiedzających Stadion geograficznie. Cały zespół na to pracuje, są efekty. Jednocześnie jesteśmy uzależnieni od kalendarza Ekstraklasy, co nie pozwala nam z dużym wyprzedzeniem zaplanować dużych kongresów czy konferencji, bo nie możemy zagwarantować terminu. Podobnie jest np. ze ślubami czy weselami na stadionie. Jeśli ktoś chciałby zorganizować na stadionie taką uroczystość, musi celować albo w wakacje, czyli poza terminarzem meczów, albo decydować się trzy tygodnie przed ślubem. Nie wiem, czy każda para by tak chciała (śmiech). Z drugiej strony stadion to bardzo popularne miejsce sesji ślubnych – ustalenie terminu jest łatwiejsze. Za każdym razem to wielka moc wrażeń.

Tu przeczytasz cały wywiad

źródło: anywhere.pl