Wszystkie autorytety trenerskie są obalane. Ważniejsze jest to, co powie aktor, czy piosenkarz na temat reformy, niż trener.

Ja uważam, że ta reforma nie ma nic wspólnego z poprawą poziomu, czy wzrostem frekwencji, ale my jesteśmy od trenowania - mówi Polsatsport.pl Michał Probierz, trener Lechii Gdańsk.

Łukasz Majchrzyk: Panie Trenerze, to była szalona runda w wykonaniu Lechii Gdańsk: zaczęliście fantastycznie, potem było dużo gorzej, na koniec znowu całkiem nieźle.
Michał Probierz: Zgadza się, to były upadki i wzloty. Zaczęło się bardzo dobrze, potem zatraciliśmy trochę swój poziom, przyszedł impas. Ważne, że byliśmy bardzo dobrze przygotowani do całego sezonu i, że wszyscy zawodnicy wytrzymali, chociaż punktów powinniśmy mieć więcej.

Was akurat kontuzje ominęły. Mówi Pan, że to zasługa dobrego przygotowania do sezonu?
Nie mnie do końca to oceniać, pan teraz ocenia. Wytrzymaliśmy do końca sezonu, mieliśmy problemy z kartkami, ale to wszyscy mieli i to nieuniknione. Były jakieś drobne urazy, które eliminowały mi zawodników, ale to nieuniknione. Nie mamy tak silnej kadry, jak miewają zespoły za granicą. W polskiej lidze też było wiele takich, które miały dłuższą ławkę niż my i to widać było w niektórych meczach. To było też istotne, że ci młodzi zawodnicy, których mam w drużynie nigdy nie grali tylu meczów, ile w tym sezonie: 21 spotkań ligowych, dwa pucharowe i jeszcze dla niektórych spotkania w reprezentacji. Oni chyba przez całe życie nie mieli jeszcze takiego natłoku poważnych meczów, jak teraz, w jednej rundzie.

Pojawiły się opinie, że na początku niósł was efekt Barcelony, z którą osiągnęliście nie ma co ukrywać, bardzo dobry wynik. Pan w szatni czuł ten entuzjazm?
Akurat my, przed Barceloną, też graliśmy już dobrze, z Podbeskidziem Bielsko-Biała, z Ruchem Chorzów. Dopiero potem przyszedł mecz z Barceloną i na pewno nam pomógł. Wielu z moich piłkarzy już pewnie nie będzie miało okazji z taką drużyną zagrać, chociaż wierzę, że jest kilku takich, którzy będą regularnie z nimi grali.

Ma Pan bardzo młodą drużynę. Widzi Pan takie postaci, które mogą wypłynąć na szersze wody, nawet do reprezentacji Polski?
Wydaje mi się, że nawet najmłodszą drużynę ze wszystkich mam i najbardziej perspektywiczną. Jeżeli mamy reprezentantów do lat 21, którzy grają regularnie i reprezentantów U18, a doszło jeszcze kilku nowych kadrowiczów do tego grona, to wierzę, że spokojnie możemy rywalizować z najlepszymi.

Bez Daisuke Matsui byłoby jednak dużo trudniej. To jest zawodnik, który robi różnicę, zwłaszcza w polskiej ekstraklasie?
W wielu meczach był wiodącą postacią i tego mu nie można zabrać. Miał też jednak mecze słabsze i musieliśmy radzić sobie bez niego. Najważniejsze, że nauczyli się ci zawodnicy od niego wiele.

To był też profesjonalista w każdym calu? Bo do gwiazdy Legii, Danijela Ljuboi, były zarzuty, że to zbyt ekspresyjna osoba i nie zawsze zawodowiec, a jak to jest u Matsuiego?
Nie wiem, o Ljuboi nie mogę mówić, bo z nim nie balowałem. Z Datsuke z resztą, też nie. Podejście do profesjonalizmu się zdecydowanie zmienia. Widać, że wszyscy się starają bardzo.

U Pana też się uczy drużyna, bo ucieka Pan od wyróżniania Matsuiego.
Zawsze liczy się drużyna. Nie jest to tenis, w którym gra jedna osoba. Zawsze gra drużyna. I nie chodzi o to, żeby mieć dobrego pierwszego, tylko tego ostatniego w kadrze też. Bo jak on będzie dobry, to cały zespół będzie dobry.

Ważne, chyba też, że uniknęliście kłopotów z bramkarzami. W zeszłym sezonie to było to, co też zabijało Lechię.
Rzeczywiście, nasi bramkarze prezentowali się całkiem nieźle w tej rundzie. Można określić to bardzo pozytywnie.

A jak Paweł Buzała? W pewnym momencie, kiedy były problemy z napastnikami w kadrze, pojawiło się jego nazwisko, jako jednego z tych, którzy mogliby dostać powołanie.
Z nim jest złożony problem. Rozpoczął sezon bardzo dobrze i wszedł w niego bombowo. Potem miał swoje problemy i na koniec nie wytrzymał tego całego zamieszania, które pojawiło się wokół jego osoby. Miejmy nadzieję, że to będzie nauka dla niego, że do pewnych rzeczy trzeba spokojnie podchodzić.

A jak ocenia Pan nowy system rozgrywek? To było zbyt duże obciążenie, zbyt duży przeskok między lekkim spokojem, a tym kołowrotkiem kolejek ligowych?
U nas jest tak, że generalnie kiedy trenerów się pyta, to i tak się potem ich nie słucha. Wszystkie autorytety trenerskie są obalane. Ważniejsze jest to, co powie aktor, czy piosenkarz na temat reformy, niż trener. Ja uważam, że ta reforma nie ma nic wspólnego z poprawą poziomu, czy wzrostem frekwencji, ale my jesteśmy od trenowania.

Jasny podział, co góra wymyśli, to ekstraklasa musi przyjąć.
Może nie ekstraklasa, ale my jako trenerzy. Pytano nas o reformę, wszyscy trenerzy mówili, żeby powiększyć ekstraklasę i w ten sposób zwiększyć liczbę meczów, to zrobili reformę w drugą stronę. Zazwyczaj tak jest.

Może była obawa, że w Polsce nie ma tak wielu dobrych drużyn, żeby poradziły sobie w ekstraklasie?
To jest jedyna droga, żeby systematycznie poprawiać poziom, wprowadzać młodych zawodników. W wielu ligach jest wiele meczów o nic, ale wtedy właśnie można młodych wprowadzać. Dzisiaj, po podziale punktów, nie wierzę, że młodzi nagle, w drugiej grupie, tej spadkowej będą grali, bo tam będzie wojna. Trzeba też pomyśleć o tym, że cały sezon się powinien liczyć, a nagle może być tak, że ktoś dostanie trzy czerwone kartki, będzie miał cztery kontuzje w drużynie i spadnie z ligi. Do kogo będzie miał pretensje? Sezon jest cały i to się powinno liczyć.

Pan będzie konsekwentnie stawiał na młodzież? Innego wyboru chyba Pan nie ma?
Wybór zawsze jest, ale w ten sposób chcemy pracować i w tym kierunku chcemy iść. Chcemy zrobić tak, żeby wszystko było dobrze.

Źródło: polsatsport.pl