Nie chce wam się czasem iść na mecz? Macie karnet, ale coraz zimniejsza aura i słabe wyniki waszej drużyny zniechęcają do wybrania się na stadion, a już tym bardziej na wyjazd?

Poznajcie więc fanów z Klubu Kibiców Niepełnosprawnych z Wrocławia, którzy w tym roku 14 razy stawiali się na obcych arenach, aby wspierać swój zespół. Co z tego, że poruszają się na wózkach, dla nich nie ma barier…

Są tylko kolejne projekty do wykonania, poprzeczka idzie coraz wyżej. KKN to nie tylko wyjazdy, ale i szeroka aktywizacja niepełnosprawnych. O początkach, obecnych działaniach, problemach czy w końcu samych wyjazdach, serwis Ekstraklasa.net rozmawiał z prezesem Stowarzyszenia, Pawłem Parusem.

Historia Waszego Stowarzyszenia sięga już pięciu lat. Opowiedz, jakie były jego początki, jak to się zaczęło? 
Nasza organizacja powstała w 2008 roku przy Śląsku Wrocław, który wchodząc do ekstraklasy zakładał różnego rodzaju podmioty mające m. in. wspierać marketingowo klub, dodawać mu nieco dobrego PR. Jednym z nich był właśnie Klub Kibiców Niepełnosprawnych. Jak to było? Wcześniej też kilka osób niepełnosprawnych chodzących na stadion, w tym ja, podejmowało temat warunków oglądania przez nas meczów, jak to się ma odbywać, wówczas było to trochę bowiem na zasadzie wolnej amerykanki. W ten sposób doszło do spotkania z marketingowcami Śląska, na którym podjęliśmy decyzję powołaniu Klubu Kibica, a ja wziąłem na siebie sporo spraw organizacyjnych. Oficjalnie działalność rozpoczęliśmy na konferencji prasowej, staraliśmy się też przez media informować kibiców o naszym istnieniu, zachęcając zainteresowanych do przychodzenia na Oporowską. KKN dość szybko ewoluował, z 5-10 osób tworzących go na początku po pół roku zrobiło się pół setki, a po roku było już nas ponad 100, więc naprawdę pod tym względem szybko się rozwijaliśmy. Na pewno pomogła też poczta pantoflowa i przekazywane nią pozytywne rekomendacje.

Po dwóch latach bycia Klubem Kibica przy Śląsku nadszedł czas na samodzielność, na stosowne sformalizowanie organizacji pod względem prawnym. Wymuszały to choćby nasze plany starania się o dofinansowania różnych projektów ze środków samorządowych czy unijnych. Ostatecznie po trzech latach współpracy ściśle w strukturach Śląska, KKN stanął na własne nogi, zyskał statut prawny, Jesteśmy stowarzyszeniem.

No właśnie, sami jesteście sobie sterem i okrętem. Jak wygląda Wasze Stowarzyszenie dziś organizacyjnie, od środka? 
Trzon KKN stanowi trzyosobowy zarząd, przy czym wszyscy jego członkowie są na wózkach. To ważne, zwłaszcza gdy organizujemy jakieś kampanie informacyjne czy projekty o niepełnosprawności, wówczas osoby na wózkach są zdecydowanie bardziej przekonujące od ludzi mówiących o niepełnosprawności nie doświadczywszy jej.

Z Michałem Fitasem zajmujemy się bieżącymi sprawami, realizujemy bardzo wiele projektów, poza tym mamy też ekipę wolontariatu, do której zgłaszają się osoby chętne do pomocy. Jako Stowarzyszenie posiadamy również komisję rewizyjną i dwa główne kanały komunikacji, czyli stronę internetową oraz fanpage na Facebooku, prowadzony przez Anie Wargocka. Do tego prowadzimy newslettera, dzięki któremu informujemy w szybki sposób kilkaset osób o naszych bieżących działaniach. Organizacyjnie nie mamy więc jakichś struktur pt. działy, lecz pracujemy bardzo rzeczowo w kilkuosobowym gronie, a kolejne kilkanaście, kilkadziesiąt osób wspiera nasze działania.

Jednym z głównych Waszych działań są wyjazdy za Śląskiem na inne stadiony… 
Korzystamy z przystosowanych do naszych potrzeb busów, z rampami najazdowymi czy windą, w każdym jest dziewięć miejsc łącznie z kierowcom. To właśnie wyjazdy były od początku jednym z najważniejszych czynników naszego sukcesu, pokazaliśmy w ten sposób ludziom, że nawet w głębokiej niepełnosprawności jak moja, możemy normalnie podróżować i oglądać mecze. Teraz mamy już nawet własny bus, zakupiony w ramach realizowanego w tym roku projektu „Ponad barierami”. Jako, że zwykle jeździmy w ok. 30 osób, korzystamy naszego pojazdu, od zaprzyjaźnionego kolegi a trzeci wynajmujemy. Gdy wyjazdy nie są w ramach projektu (bez dofinansowania – przyp. red) to jest nas trochę mniej, ale to zależy też od odległości, teraz np. w Białymstoku byliśmy w 18 osób. Czasami też sami prywatnie organizujemy różnego rodzaju wypady na mecze, właśnie w ten sposób wybraliśmy się na spotkaniach w Cottbus i Dreźnie. Właściwie to trochę na spontanie.

Tutaj przeczytacie cały wywiad

Źródło: ekstraklasa.net