Andrzej Juskowiak nieoczekiwanie został dyrektorem sportowym Lechii Gdańsk.

Szybko jednak udało mu się dopiąć kilka transferów do Klubu. Jaką ma wizję Lechii i pracy w nowej roli? Na czym ma polegać ewentualna współpraca Lechii z Benficą Lizbona? Co jest ważne w pracy trenera? O tym wszystkim Ekstraklasa.org rozmawia z Andrzejem Juskowiakiem.

Trener napastników, komentator, ekspert, teraz dyrektor sportowy. Nie narzeka pan na nudę po zakończeniu kariery piłkarskiej.

Zdecydowanie, jedyne na co narzekam to brak czasu - mówi Andrzej Juskowiak. - Kiedy grasz w piłkę, jesteś w rytmie meczów, przygotowań, zgrupowań to ciężko sobie wyobrazić co będziesz robił po zakończeniu kariery. Ba, często jest to niemożliwe. Nie wszystkim piłkarzom łatwo przychodzi odnalezienie się w życiu po karierze, ja miałem jednak to szczęście, że wszystko przebiegło płynnie. I faktycznie kilka rzeczy już po zakończeniu profesjonalnego grania w piłkę robiłem, ale to chyba dobrze.

Jedni powiedzą, że dobrze, drudzy, że jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Zna pan to powiedzenie?

Znam, tyle że w moim przypadku nie polega na prawdzie. Cały czas zajmuję się piłką, gdybym poszedł sprzedawać ubezpieczenia, pewnie byłoby mi trudniej, potrzebowałbym czasu, żeby się wdrożyć i faktycznie ktoś mógłby tak powiedzieć. Tymczasem związałem się z piłką, tyle że poznaję ją z innych stron. Byłem trenerem napastników, skończyłem kurs UEFA A, obroniłem pracę i dzisiaj wiem, jaki trening jest potrzebny zawodnikom, ile powinni odpoczywać i tak dalej. Mogę to wykorzystać w pracy dyrektora sportowego? Mogę. Z kolei pracując w mediach nauczyłem się je rozumieć, wiem jakich informacji oczekują dziennikarze, wiem jak im je podać. Na początku niespecjalnie radziłem sobie w komentowaniu meczów, ale pracowałem nad sobą, nauczyłem się przekształcać myśli w słowa w czasie realnym, a to wcale nie jest takie proste. To też mogę wykorzystać pracując w Lechii. Nie jestem alfą i omegą, niemniej uważam, że wszechstronność nie jest wadą. To atut. Jestem przygotowany do roli dyrektora sportowego z każdej strony.

Dlaczego Lechia zdecydowała się postawić akurat na pana?

Nie wiem, to pytanie nie do mnie. Nowym właścicielem klubu jest konsorcjum portugalsko-niemiecko-szwajcarskie, a ja akurat mówię po portugalsku i niemiecku, więc pewnie był to jakiś atut. W Polsce jestem już od kilku lat, mam rozeznanie jeśli chodzi o rynek piłkarzy i to również przemawiało na moją korzyść. Dostałem propozycję i ją przyjąłem, także dlatego, że mogę dużo dla Lechii zrobić.

Jaka jest pana wizja kogoś takiego jak dyrektor sportowy?

Chcę być blisko drużyny, w miarę możliwości oglądam treningi pierwszej drużyny, a także rezerw. Po to, aby mieć pełne rozeznanie gdzie zespół ma największe braki i móc przedstawić trenerowi kandydatury zawodników, którzy mogą wzmocnić Lechię. Wychodzę z założenia, że jeśli chcesz mieć silny zespół, musisz stworzyć w nim konkurencję, a mam wrażenie, iż właśnie tego często brakuje naszym klubom. A przy okazji trener będzie miał większy komfort pracy, bo wybór będzie zdecydowanie szerszy. Dortmund przez długi czas miał szczęście, bo wielu zawodników omijały kontuzje, ale w tym sezonie pojawiły się urazy, transfery i już tak to dobrze nie wygląda. Gra bez długiej i przy tym silnej, gwarantującej jakość ławki to taktyka na krótką metę. Tyle że Lechia potrzebuje czasu na zbudowanie takiej kadry. I pieniędzy.

I jeszcze chyba dobrych zawodników...

Dlatego chcemy stworzyć profil zawodnika na każdą pozycję. Określimy w nim punkty, które zawsze będą musiały się zgadzać. Kandydat do gry w Lechii będzie dokładnie oceniany i dopiero na podstawie wyniku będziemy decydować o rozpoczynaniu negocjacji. Tyle że zainteresowani jesteśmy zawodnikami, który pomogą nam nie tylko w Ekstraklasie, ale także w Europie. Bo zespół na puchary trzeba budować wcześniej, a nie w okienku przed startem w Europie.

To jaki wpływ na transfery będzie miał trener?

Duży, bo to szkoleniowiec nakreśla zapotrzebowanie na zawodników na poszczególne pozycje. Ja mam ich znaleźć i przedstawić trenerowi. Jeśli on powie, że ok, to zaczynam działać. Zresztą tak właśnie było w trakcie zimowego okna transferowego. Potrzebowaliśmy większej ilości zawodników grających lewą nogą, bo w kadrze był właściwie tylko Piotrek Grzelczak. Adam Pazio, który może zagrać na lewej stronie defensywy jest jednak piłkarzem prawonożnym i stąd też transfer Lekovicia. Brakowało właśnie konkurencji, teraz ten problem jest już rozwiązany. Szukaliśmy też zawodnika, który będzie pełnił rolę typowej dziesiątki i też lewonożnego. Ale jak mówię: o charakterystyce dziesiątki, a nie że może grać pod napastnikiem i jeszcze gdzieś indziej. Chodziło o piłkarza już ogranego, ale też nie wiekowego, kogoś kto potrafi uspokoić grę, wziąć ją na siebie. Najlepszą opcją finansową i sportową był Vranjes. Trenerowi ten pomysł również się spodobał.

A nie szukaliście wśród Polaków?

Szukaliśmy, ale od kwot dyktowanych przez polskie kluby można było się przewrócić. Czasem odnoszę wrażenie, że niektóre kluby jednym transferem chcą od razu załatać całe dziury budżetowe... Wracając jednak do trenera. Ja chcę, aby między nami była dyskusja, nawet kłótnia, ale mimo wszystko na bazie współpracy. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że trener dowiaduje się o transferze z konferencji prasowej, albo o tym, że straci jakiegoś zawodnika z gazet. Jak przychodzi do klubu oferta na piłkarza, moim obowiązkiem jest poinformowanie o tym szkoleniowca. Musimy wiedzieć na czym stoimy.

Chcecie iść dalej drogą stawiania na młodych Polaków? Kilku ciekawych zawodników Lechii pokazało się w tym sezonie.

Przede wszystkim musimy pamiętać, że aby ten zespół sięgał po tytuły, musi być dobrze zbilansowany. W Ekstraklasie nie da się wystawić zespołu złożonego z samych dwudziestolatków, bo to jest za wysoki poziom. U młodego piłkarza wahania formy są czymś naturalnym, poza tym młody piłkarz musi sie przecież od kogoś uczyć. Także młodość tak, ale z rozsądkiem. To trener musi zdecydować, czy dany zawodnik jest już gotowy do gry w Ekstraklasie. Lechia dba, żeby ta świeża krew była dostarczana do pierwszego zespołu, między innymi po to został wprowadzony projekt z Lotosem.

A co z własną siecią skautingową?

Myślimy o tym, ale ja skłaniam się jednak ku opcji szukania talentów w promieniu dwustu kilometrów od Gdańska, a nie w całej Polsce. A do tego dzięki faktowi, że współwłaścicielem Lechii jest fundusz portugalski prowadzimy rozmowy z Benficą Lizbona na temat wykorzystania ich zasobów, ich wiedzy. Portugalczycy mają potężną bazę dotycząca zawodników z Europy czy z Ameryki Południowej. Chcielibyśmy z niej skorzystać.

Pomijając już finansowe możliwości Lechii i Benfiki mam rozumieć, że Portugalczycy nie wezmą jakiegoś zawodnika do siebie, tylko pozwolą na to Lechii?

Nie o to chodzi. W bazie klubu z Lizbony jest masa zawodników, nie tylko ci którymi Benfica jest zainteresowana. I dzięki wykorzystaniu tych informacji możemy znacznie ograniczyć ryzyko przy sprowadzaniu danego piłkarza. Wyobrażam sobie też sytuację, że Benfica chce ograć młodego, zdolnego zawodnika i wypożycza go do nas - my płacimy mu część kontraktu, a resztę Portugalczycy. Rozmowy odnośnie współpracy z Benficą trwają.

Jakie cele sportowe stawiane są przed Lechią?

Jeśli chodzi o szerszy plan, więcej do powiedzenia będę miał w połowie marca, bo wtedy mamy zaplanowane duże spotkanie z nowymi właścicielami klubu. Wtedy dowiemy się jakie są plany dla Lechii, jakimi pieniędzmi klub będzie dysponował. A co do tego sezonu, na pewno chcemy być w pierwszej ósemce i najdalej jak to możliwe dojść w Pucharze Polski. Pracujemy spokojnie, rozwiązujemy problemy.

Na przykład?

Na przykład rozwiązaliśmy polubownie kontrakty z Mateuszem Machajem i Sebastianem Małkowskim. Uznaliśmy, że nie ma sensu szukać dla nich opcji wypożyczenia, tylko lepiej będzie dla wszystkich jeśli się definitywnie rozstaniemy. O, to też jest ważne w pracy dyrektora sportowego. Załatwiać trudne tematy bezkonfliktowo. Dopóki piłkarz gra, nie ma problemu, schody zaczynają się kiedy sytuacja się zmienia i klub nie jest zainteresowany dalszą współpracą, bo trzeba się wtedy spotkać i wypracować consensus. Na razie mi się to udaje.

To na koniec proszę powiedzieć czy jest pan zwolennikiem długofalowej pracy trenera z zespołem, czy może w Lechii szkoleniowcy będą się często zmieniać?

Oczywiście, że chciałbym, aby szkoleniowiec prowadził zespół jak najdłużej, ale to jest proste tylko jak się pisze o tym w gazetach. Wszystko zależy od okoliczności. Czy trener promuje młodzież, czy w walce o konkretny cel wprowadzanie młodych zawodników mogło pokrzyżować mu szyki, jaką ma wizję, czy wydobywa z poszczególnych zawodników i całego zespołu maksa - tych pytań przy ocenia pracy trenera jest cała masa. O pracy szkoleniowca sam wynik nie może przesądzać.

Źródło: Przemysław Pawlak / Ekstraklasa.org