Biało-zieloni pierwszy raz w tym sezonie zagrali bardzo dobre spotkanie i w pełni zasłużenie pokonali Stal Mielec 4:2. Dwie bramki zdobył świętujący 36. urodziny Flavio Paixao.

Pewnie doskonale znacie gry typu FIFA czy Football Manager i mecze, w których oddajecie kilkadziesiąt strzałów na bramkę, przeciwnik odgryzie się raz dwa po kontrze lub stałym fragmencie i mimo gigantycznej przewagi na tablicy wyników jest remis.

Sobotni mecz ze Stalą Mielec właśnie tak wyglądał, zwłaszcza w pierwszych 45 minutach. Lechia miała olbrzymią przewagę (w posiadaniu piłki, w strzałach, w tzw. kulturze gry), natomiast Stal ograniczyła się do stania na własnej połowie. Zawodnicy gości czasem pobiegali, poprzeszkadzali, ale nie widać po nich było większej chęci do gry w piłkę. Cóż jednak z tego, skoro dwa rzuty rożne przyniosły im dwa gole. Najpierw Krystian Getinger zaskoczył Dusana Kuciaka strzałem bez przyjęcia zza pola karnego, a tuż przed przerwą na bliższym słupku urwał się Mateusz Mak (dodajmy - 178 cm wzrostu), dając przyjezdnym nieoczekiwane prowadzenie.

19.09.2020 GDANSKPKO EKSTRAKLASA , PILKA NOZNA SEZON 2020/2021,MECZ LECHIA GDANSK-PGE FKS STAL MIELECFOT.ANNA LANGOWSKA / LECHIA.NET

Na szczęście biało-zieloni nie schodzili do szatni przegrywając, ponieważ kilkadziesiąt sekund po trafieniu na 1:2 do wyrównania doprowadził Conrado. Na samym początku spotkania bramkę zdobył natomiast obchodzący 36. urodziny Flavio Paixao, wykorzystując asystę przewrotką (!) Michała Nalepy. 

Gdańszczanie grali z polotem, momentami nawet z odrobiną finezji, natomiast zawodziła skuteczność. Tak szczerze mówiąc już po kwadransie powinno być 2:0, ale fantastycznej kontry nie potrafił zakończyć golem Omran Haydary.

Tego dnia bramki strzeliło wielu zawodników, natomiast pierwszoplanowym aktorem, niekwestionowaną gwiazdą meczu Lechii ze Stalą był Kenny Saief. Brał udział praktycznie w każdej akcji, robił niesamowitą różnicę. Dał jakość, której do tej pory brakowało w środku pola. W zasadzie w ciemno można było zakładać, że każde jego zagranie będzie udane, co do milimetra. Widać, że inteligencją i boiskowym zachowaniem przewyższa zdecydowaną większość zawodników w lidze. Przyjemnie się patrzyło na Amerykanina. Powinien ten mecz kończyć z asystą, ale pozbawił go jej Haydary.

Reprezentant Afganistanu zrehabilitował się jednak w drugiej połowie, gdy wywalczył rzut karny. Akcję zaczął oczywiście Saief, następnie Haydary dynamicznie wpadł w pole karne i został wycięty przez rywala. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Flavio i nie dał żadnych szans bramkarzowi. 

Lechia dowiozła to zwycięstwo, a w samej końcówce dołożyła jeszcze jednego gola - tym razem świetne dośrodkowanie Rafała Pietrzaka z rzutu rożnego wykorzystał Michał Nalepa. No ale przecież ten mecz można było "zamknąć" dużo wcześniej. Już nie wspominamy o sytuacjach z pierwszej połowy. Po przerwie Łukasz Zwoliński trafił w poprzeczkę, Conrado miał piłkę na piątym metrze, ale zamiast ładować ile sił w nodze, postanowił przyjmować piłkę. A to tylko dwie sytuacje z brzegu. Moglibyśmy wymienić jeszcze parę. Tym niemniej, wygrana jest w pełni zasłużona. Stal przyjechała po jak najniższy wymiar kary.

Lechia wreszcie zagrała na miarę oczekiwań. Zdobyła nie tylko trzy punkty, ale też pokazała ładny dla oka futbol. Rywal był bezradny.

Lechia Gdańsk - Stal Mielec 4:2 (2:2)
Bramki: Flavio Paixao (5., 73. - karny), Conrado (45.), Nalepa (88.) - Getinger (23.), Mak (44.)

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa Ż, Kopacz, Pietrzak - Haydary (90. Mihalik), Makowski, Kubicki, Saief Ż (75. Zwoliński), Conrado Ż (82. Egy MV) - Flavio Paixao (90. Gajos).

Stal: Strączek - Flis Ż, Kościelny, Żyro, Getinger Ż (63. Pawłowski) - Mak, Matras, Tomasiewicz (77. Dadok), Domański (77. Stasik), Prokić (46. Sus) - Zjawiński (46. Tomczyk). 

 

źródło: własne