Biało-zielonym nie udało się podtrzymać zwycięskiej serii i po dość nijakim meczu przegrali na wyjeździe z Piastem Gliwice 0:2. Co prawda gdańszczanie mieli optyczną przewagę, utrzymywali się dłużej przy piłce, ale to gospodarze byli bardziej konkretni. Dwie akcje, dwa gole i trzy punkty zostają w Gliwicach.

Co może smucić, to fakt, że Piast wcale nie grał rewelacyjnie. Na pewno zadanie ułatwiła gospodarzom szybko (już w trzeciej minucie) zdobyta bramka. Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo padła ona z rzutu karnego - dość kontrowersyjnego. Bartosz Kopacz przyznał w przerwie, że był kontakt z przeciwnikiem, ale zawodnik Piasta dodał bardzo dużo od siebie. Nie jesteśmy pewni czy rzeczywiście w tej sytuacji należała się "jedenastka". Zlatan Alomerović niestety nie zdołał przechytrzyć Jakuba Świerczoka i gliwiczanie wyszli na prowadzenie. 

Lechii grało się bardzo trudno. To znaczy, ekipa Piotra Stokowca zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy piłce, ale - powiedzmy sobie szczerze - kompletnie nic z tego nie wynikało. Największe zagrożenie pod bramką Piasta brało się ze strzałów z dystansu. Dwukrotnie próbował Jakub Kałuziński, jednak w obu przypadkach skutecznie interweniował Frantisek Plach. Bliski szczęścia był też Kenny Saief, natomiast trafił jedynie w poprzeczkę. To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o ofensywne poczynania Lechii w pierwszej połowie. Oglądaliśmy jeszcze parę dośrodkowań z bocznych sektorów, ale przez wrodzoną grzeczność przemilczymy te zagrania.

Piast oddał Lechii piłkę i ta musiała się męczyć. No a skoro jedni nie potrafili nic wskórać, to Waldemar Fornalik i jego zawodnicy pomyśleli sobie, że może warto podwyższyć prowadzenie. Nie popisał się Rafał Pietrzak, który został zniszczony w pojedynku powietrznym przez Jakuba Czerwińskiego. Celny strzał głową, Alomerović bezradny i 2:0. Gospodarze w pierwszej połowie stworzyli dwie sytuacje. Obie wykorzystali. Byli zabójczo skuteczni.

201123 PIALGD 4

fot. piast-gliwice.eu

Wprawdzie Lechia przyzwyczaiła w ostatnim czasie swoich kibiców, że lubi odrabiać straty. Tak było w Lubinie, w Krakowie, u siebie ze Śląskiem. Wtedy jednak trzeba było odrobić tylko jednego gola. W Gliwicach poprzeczka była podniesiona znacznie wyżej. Przede wszystkim dlatego, że Piast nie popełniał błędów w defensywie. A Lechia, podobnie jak przed przerwą, biła głową w mur. Dosłownie i w przenośni.

Lechia grała za wolno, nie było elementu zaskoczenia. A kiedy z boiska zszedł Kenny Saief, to już zupełnie nic się nie działo. Mnożyły się też dośrodkowania, z którymi bez większych problemów radzili sobie gospodarze. I to dotyczy wrzutek z gry, jak i ze stałych fragmentów. Gospodarze, którzy w drugiej połowie kompletnie nie byli zainteresowani strzelaniem kolejnych bramek. Autobus na własnej połowie, bardzo defensywne nastawienie i ewentualnie kontrataki, jeśli nadarzy się okazja. No ale mogli sobie na to pozwolić, bo wcześniej wypracowali sobie solidną zaliczkę.

Porażka w Gliwicach jest zimnym prysznicem dla Lechii. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale być może taki kubeł zimnej wody się przyda. Otrzymaliśmy natomiast odpowiedź na pytanie czy w Lechii jest życie bez Michała Nalepy. Otóż kategorycznie nie.

Piast Gliwice - Lechia Gdańsk 2:0 (2:0)
Bramki: Świerczok (3. - karny), Czerwiński (32.)

Piast: Plach - Konczkowski, Malarczyk, Czerwiński Ż, Holubek - Badia (70. Jodłowiec), Sokołowski, Chrapek Ż, Milewski - Steczyk, Świerczok (60. Tiago Alves).

Lechia: Alomerović Ż - Fila (84. Egy MV), Tobers, Kopacz, Pietrzak - Haydary Ż (46. Zwoliński), Kubicki, Kałuziński (64. Gajos), Saief (74. Mihalik), Conrado (63. Żukowski Ż) - Flavio Paixao.

źródło: własne