Przez 14 ligowych spotkań trwało w Lechii poszukiwanie partnera dla Rafała Janickiego w środku obrony - czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Uśmiech losu

Dźwigała w Łęcznej zagrał z konieczności. Bo gdyby nie przymusowa pauza za żółte kartki Janickiego, która zbiegła się z kontuzją Tiago Valente, jedyne na co mógłby liczyć były piłkarz Jagiellonii to miejsce na ławce rezerwowych biało-zielonych.

- Ja, oczywiście, nie życzę źle kolegom z drużyny, ale czasem jest tak, że nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego. Dlatego liczę, że przeciwko Górnikowi wykorzystam szansę i przy ustalaniu składu na następne mecze będę brany pod uwagę nie tylko dlatego, że ktoś inny nie może grać, a ze względu na moje umiejętności. Chciałbym pokazać, że trenerzy nie muszą bać się stawiać na mnie, choć jestem młodszy i mniej doświadczony od innych zawodników - mówił Dźwigała w rozmowie z "Wyborczą" przed meczem z Górnikiem. I z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że daną od Tomasza Untona i losu szansę młody obrońca Lechii wykorzystał.

Dźwigała w Łęcznej zagrał bardziej niż poprawnie - nie popełnił rażących błędów, dobrze się ustawiał i w swoich interwencjach był pewny i przekonujący. Na pewno wypadł lepiej niż jego partner na środku obrony Mavroudis Bougaidis, który miał spore problemy z upilnowaniem m.in. Shpetima Hasaniego. Dlatego też to właśnie były piłkarz Jagiellonii dosyć niespodziewanie, bo już po jednym dobrym występie, urósł do miana środkowego obrońcy numer dwa w Lechii, wyprzedzając w hierarchii nie tylko Greka, ale także katastrofalnego w meczu ze Śląskiem Wrocław Valente.

Za Moniza się udało

Ustawienie Dźwigały obok Janickiego na sobotni mecz Lechii z Koroną Kielce wydaje się w tej chwili najlepszym rozwiązaniem na trapiące biało-zielonych kłopoty z defensywą. Owszem, mogą pojawić się głosy podające w wątpliwość taką opcję choćby ze względu na to, że Dźwigała klasycznym środkowym obrońcą nie jest.

- W Jagiellonii większość meczów rozegrałem jako środkowy pomocnik, częściej defensywny, ale w niektórych meczach także ofensywny. Dopiero trener Tomasz Hajto zobaczył we mnie stopera i przestawił na tę pozycję. Mimo że tata [Dariusz Dźwigała był w Jagiellonii asystentem Hajty] był temu przeciwny. Jeśli miałbym wybierać, to wolałbym grać w środku pola, ale jeśli stoję przed alternatywą: środek obrony lub ławka rezerwowych, to wybieram, oczywiście, tę pierwszą ewentualność - podkreśla Dźwigała.

Poza tym Janicki (22 lata) - Dźwigała (19 lat) byłby najmłodszym duetem stoperów w całej ekstraklasie, co zawsze rodzi obawy odnośnie niedostatecznego doświadczenia obu piłkarzy. Z drugiej strony w ubiegłym sezonie w końcówce rozgrywek za kadencji Ricardo Moniza na środku obrony grali w Lechii Janicki i Paweł Dawidowicz i spisywali się bez zarzutu. Z czterech meczów, które obaj zagrali ze sobą na pozycji stopera, biało-zieloni wygrali dwa (z Lechem Poznań i Górnikiem Zabrze) i dwa zremisowali (z Zawiszą Bydgoszcz i Wisłą Kraków). Dowodem na dobrą współpracę młodych defensorów jest fakt, że w tych spotkaniach Lechia straciła tylko trzy gole.

Nie ma więc podstaw do tego, by powątpiewać, że Lechii nie uda się powtórzyć tego, co udało się Monizowi. Przecież Dawidowicz, podobnie jak Dźwigała, środkowym obrońcą został z potrzeby chwili (kontuzjowani byli Krzysztof Bąk i Jarosław Bieniuk, a Sebastian Madera został odsunięty od pierwszej drużyny), a na stoperze zagrał jak doświadczony ligowiec. Jeśli zatem trenerowi Untonowi nie zabraknie odwagi, by wykonać podobny manewr i zaufać Dźwigale kosztem Valente i Bougaidisa w kolejnych spotkaniach, wówczas istnieje duża szansa, że biało-zieloni wreszcie załatają dziury we własnej defensywie i jeszcze w tym roku zaczną odrabiać to, co stracili w poprzednich meczach. A zimą nie będą musieli rozpaczliwie rozglądać się za kolejnym środkowym obrońcą, tylko zgrywać obu młodzieżowych reprezentantów Polski, tak by wiosną duet Janicki - Dźwigała był w Lechii nie rozwiązaniem tymczasowym, a wyborem oczywistym.

Źródło: trojmiasto.sport.pl