Poniżej przedstawiamy ciekawy felieton pana Zbigniewa Muchy opublikowany w serwisie pilkanozna.pl. Zapraszamy do lektury.
Co robić na wsi?
Gutów Mały – niewielka wioska nieopodal Bełchatowa. Znana wyłącznie z tego, że Antoni Ptak wybudował tu Centrum Piłkarskie, które jako miejsce zgrupowań często wybierają sobie drużyny ekstraklasy.
Kiedyś jednak mieszkali tutaj Brazylijczycy ściągani hurtowo z Copacabany przez byłego właściciela Pogoni Szczecin. Mieszkali w białym hotelowym budynku wśród pól i lasów, przez cały rok.
Pani Jola z recepcji ich nie pamięta. Asia, jej poprzedniczka, już tu nie pracuje. Wiadomo jednak, że przybysze z Kraju Kawy, zwłaszcza późną jesienią, po ścianach chodzili z nudów. Bo najbliższe miasto jest około 20 kilometrów od Gutowa, nawet pizzy nie da się więc zamówić.
– Zimą to nawet ja bym tu nie chciał przyjechać, ale teraz, w środku lata, jest naprawdę fajnie – mówi Łukasz Surma, piłkarz Lechii Gdańsk, która właśnie w Gutowie rozpoczęła wykuwanie formy przed następnym sezonem.
Po Brazylijczykach pozostała tylko plastikowa palma w kolorze czerwonym, ustawiona przed jednym z dwóch hotelowych budynków. Nocą pali się niczym latarnia. Latynosi lubili siadać w jej pobliżu i snuć marzenia o tym, jak to będzie, kiedy już wrócą zarobieni do kraju.
– Dwa tygodnie da się tu wytrzymać, więcej nie – mówią anonimowo spotkani piłkarze.
Plan dnia podczas zgrupowania Lechii jest następujący: śniadanie 8.45, obiad 13.30, kolacja późno – w zależności o której skończy się trening czy sparing. Menu zostało wcześniej zaakceptowane przez klub, więc piłkarze na stołówkowy wyszynk nie narzekają, przynajmniej oficjalnie.

W pokojach telewizja, laptopy i PlayStation tylko prywatne.
Obok siebie na stołówce, na spacerze i w pokoju. Zresztą wszyscy łączą się w pary. Hubert Wołąkiewicz gra w bilard z Piotrem Wiśniewskim, który uchodzi za mistrza tej gry. Bez litości ogrywa młodszego kolegę. – Organizujecie jakieś turnieje? Kto jest najlepszy? – pytam Wołąkiewicza.
– Byłem w kinie, ale książka bardziej mi podchodzi. W filmie trochę za mocno oszczędzili kościół – tłumaczy.
– Kubuś, połóż się jeszcze – poganiają Zabłockiego koledzy czekając na boisku z rozpoczęciem treningu.
– Miałem być o czwartej, a jest za dwie, mam czas. Poza tym teraz udzielam wywiadu, mam ważniejsze sprawy niż bieganie z wami – odcina się Zabłocki. Na wszelki wypadek przyspiesza jednak kroku.
– Jaki wynik? – rzuca siedzący przy kawie Paweł Janas, trener Widzewa, który w tym samym czasie co Legia przebywa na zgrupowaniu w Gutowie.
Na siedemnastą zaplanowany jest sparing z Wisłą Płock. Autokar nafciarzy właśnie podjechał. Maserzy na trawie rozkładają prowizoryczne łóżko, jeśli komuś trzeba będzie rozgrzać mięśnie. Zawodnicy Wisły spacerują lub kładą się w cieniu.
W krzakach, w cieniu siedzą rezerwowi. Słońce jest okropne. Tomasz Kafarski, trener Lechii wysyła czwórkę swoich zawodników do hotelu po ogromny parasol.
Taszczą go więc wraz z betonową podstawę przez ponad 100 metrów, bo czego nie robi się dla coacha. Wynik sparingu mniej istotny, ważniejsze jak zaprezentują się testowani gracze.
Zbigniew MUCHA
Zdjęcia: Ryszard Rogalski/ICC