Polecamy Waszej lekturze najnowszy felieton Wąsala opublikowany na łamach portalu niezalezna.pl

Pracownica stacji krwiodawstwa w Gdańsku ze łzami w oczach powiedziała, że czegoś takiego nie widziała w całym swoim życiu.

We Wrocławiu stacje przestały przyjmować krew, bo nie było gdzie jej przechowywać. Koszmarny wypadek kibiców Lechii Gdańsk pokazał zjednoczenie polskich kibiców, jakiego nie było nigdy. To nie przesada - wróciła solidarność, ta znana z historii.

W czołowych mediach o tej niesłychanej mobilizacji nie usłyszeliśmy nic. Pojawiły się one tylko na cmentarzu, by nakręcić ckliwy klip do dzienników. Nie pamiętając o tym, że dla ich stacji nasi bracia Kamil i Tomek byli jeszcze tydzień wcześniej zwykłymi „kibolami”, „bandytami”, społecznym marginesem.

Koszmarny poranek

To był najbardziej koszmarny poranek w dziejach kibiców gdańskiej Lechii. Po godzinie 4 nad ranem w Mikanowie za Włocławkiem doszło do wypadku jednego z autobusów wiozącego fanów „Biało-Zielonych” z meczu wyjazdowego z Piastem Gliwice. Dwie osoby zginęły na miejscu, ponadto 34 osób zostało ranne, z czego 20 było w stanie ciężkim.

Ranni kibice i fani z pozostałych autokarów zaczęli zatrzymywać samochody i prosić o apteczki. Okazało się, że albo jest to towar deficytowy w pojazdach w kujawsko–pomorskim, albo dała o sobie znać skuteczność medialnej propagandy o kibolach–bandytach.

W tym samym czasie ci, którzy pozostali w Gdańsku, zaczęli od razu wspierać Stowarzyszenie Kibiców Lechii „Lwy Północy” w organizowaniu pomocy poszkodowanym. W miarę przedzierania się wiadomości o tragedii w mediach spontanicznie w akcję wsparcia zaczęli włączać się kibice z całej Polski. Niemal natychmiast zorganizowano miejsca na ewentualne noclegi w Aleksandrowie Kujawskim, Włocławku i Toruniu. Pojawili się też w szpitalach, gdzie przebywali walczący o życie Lechiści. Do szpitali dostarczono potrzebne rzeczy, w sobotę na mecz z Ukrainą nawet tablety i laptopy.

Manifestacja solidarności

W ciągu tygodnia od wypadku przebieg akcji wspierania fanów Lechii przez całe niemal środowisko kibicowskie przeszedł wszelkie możliwe oczekiwania. Takiego zjednoczenia wśród kibiców nie było nigdy dotąd. W całym kraju organizowano msze św. w intencji ś.p. Kamila Kąkola i Tomka Górczyńskiego oraz o łaskę powrotu do zdrowia dla rannych. Odbyły się one od Suwałk po Kraków, we wszystkich najważniejszych sanktuariach: na Jasnej Górze, w Kalwarii Zebrzydowskiej, Łagiewnikach, w warszawskim kościele św. Krzyża, w wielu parafiach diecezji gdańskiej. Świątynie były pełne ludzi w kibicowskich szalikach.

Krew oddawano niemal wszędzie. Nawet fani czwarto- czy piątoligowych drużyn zamieszczali na facebooku skany potwierdzające oddanie krwi. O przesyłanie tych potwierdzeń prosiło w pierwszych godzinach akcji stowarzyszenie „Lwy Północy”. Chodziło o szybkie dostarczanie ich do szpitali.

Pomagali nie tylko kibice drużyn zaprzyjaźnionych z Lechią (w dolnośląskim kibice wrocławskiego „Śląska” oddali tyle krwi, że stacje przestały ja przyjmować, bo nie było miejsca na jej przechowanie). Już w pierwszych godzinach po wypadku akcję zaczęły Legia Warszawa i Lech Poznań. Później pojawili się inni, także odwieczni wrogowie zza miedzy, kibice gdyńskiej Arki.

Krótka piłka – czego potrzebujecie?

Jeden z kibiców Lechii, który koordynował akcję opowiadał mi, że telefon grzał mu się w rękach. Większość to tzw. „krótka piłka”: „Tu N…. stąd i stamtąd – czego potrzebujecie?”. W krótkim pytaniu zawierało się wszystko – pełna gotowość do poświęcenia dla braci po szalu. Portale społecznościowe obiegły zdjęcia i wlepki „Śmierć kibica jak śmierć brata”. Redaktor „Frondy” Jarek Wróblewski wyłapał jeden z wpisów z forum legioniści.com: „Oddałem właśnie krew i nasunęła mi się refleksja, że moja krew będzie płynęła w żyłach któregoś Lechisty, tak jak u mojego brata… Czy potem można stanąć na trybunie i wyzywać kogoś, w kogo żyłach płynie moja krew? Nie będę kibicem Lechii, ale na pewno nigdy na nich nie przeklnę. Pozdrawiam Was Lechiści!!! Ten wypadek powinien dać wielu do myślenia”.

Na szczęście wypadek dał do myślenia władzom PZPN, w osobie prezesa Bońka, który całkiem rozsądnie wypowiada się na temat nierozsądnych decyzji swoich poprzedników i innych decydentów np. z Ministerstwa Sportu. „Trzeba się nad tym zastanowić, autobus o 4 rano wraca gdzieś z Gliwic. To jest pewne wyrzeczenie. Trzeba dostrzec, co ci ludzie robią dla swojej pasji, jak kochają piłkę, a jak są potem odbierani. Są nazywani kibolami i bandytami. Obecnie kibice są przedstawiani jako margines społeczny, z którym trzeba walczyć, nad którym trzeba trzymać pałkę. Ja się z tym nie zgadzam” – powiedział. Notabene mówił to w dniach, w których rząd „piłkarzyków” skutecznie dopiął swego w wymianie publiczności na stadionach i w meczu z Ukrainą oglądaliśmy nie tylko sportową, ale i kibicowską żenadę...

Na wysokości zadania stanął także klub Lechia Gdańsk. Piłkarze i trener „Bobo” Kaczmarek uczestniczyli w obu pogrzebach fanów „Biało-Zielonych”. Zarząd klubu zdecydował też, że 10 zł od każdego biletu normalnego i 5 zł od biletu ulgowego na mecz Lechia Gdańsk – Wisła Kraków zostanie przekazane na rehabilitację poszkodowanych i pomoc rodzinom ofiar.

Pieniądze na rehabilitację wpłacają na konto Stowarzyszenia Kibiców „Lwy Północy” kibice i różni ofiarodawcy z całej Polski. W tych dniach w Krakowie Wiślacy zorganizowali premierowy pokaz filmu Mariusza Pilisa „Bunt stadionów”. Obejrzało go ponad 1000 fanów Białej Gwiazdy, przeznaczając dochód na poszkodowanych kibiców Lechii.

Pogrzeb „Biało–Zielonych” braci był wielką manifestacją wiary i solidarności. Tysiące kibiców, reprezentanci środowisk z całego kraju, wzruszające gesty jedności z rodzinami Kamila i Tomka, m.in. piękny list skierowany do nich przez Metropolitę Gdańskiego Sławoja Leszka Głodzia, zapadną w sercach na bardzo długo.

Lechia z feralnego autokaru wyszła tracąc dwóch wspaniałych fanatyków, poobijana, połamana, ale jednocześnie umocniona i zjednoczona, jak nigdy dotąd. Wypadek zdarzył się w liturgiczną uroczystość św. Józefa, który jest m. in. patronem dobrej śmierci. I po raz kolejny Pan Bóg pokazał, że z największej nawet tragedii potrafi wyprowadzić jeszcze większe dobro. Dowiódł tego cały długi tydzień kibicowskiej solidarności z poszkodowanymi. W czołowych mediach o tej niesłychanej mobilizacji nie usłyszeliśmy nic. Pojawili się za to tradycyjnie na cmentarzu, aby z kamerą wejść do trumien i nakręcić kolejny ckliwy klip do wiadomości. Nie pamiętając oczywiście o tym, że dla ich stacji nasi bracia Kamil i Tomek, jako oddani sprawie fanatycy byli jeszcze tydzień wcześniej zwykłymi „kibolami”, „bandytami”, społecznym marginesem. Miałem okazję na cmentarzu we Wrzeszczu odmawiając wypowiedzi dla TVN, przypomnieć o tym pani dziennikarz.

Kibice dla życia

Mama Tomka Górczyńskiego przemawiając nad grobem syna podziękowała wszystkim kibicom za gesty solidarności i pamięć. Zaraz po uroczystościach w gronie starych kibiców wymienialiśmy się najświeższymi informacjami o skali krwiodawstwa, która zszokowała i wzruszyła wielu pracowników służby zdrowia. Pracownica stacji w Gdańsku do jednego z oddających dla kolegów krew kibiców Lechii ze łzami w oczach powiedziała, że takiego pospolitego ruszenia jeszcze nie widziała. I jednocześnie prosiła, żeby kontynuować tą piękną akcję, zwłaszcza przed wakacjami, bo w okresie wypoczynkowym krwi najbardziej brakuje. Słuchając tej opowieści spontanicznie padło hasło, żeby podjąć to wyzwanie i mobilizować wszystkie kibicowskie środowiska w Polsce po zakończeniu sezonu piłkarskiego do akcji „Kibice dla życia”. Wiem, że wiele stowarzyszeń kibiców od lat prowadzi własne akcje krwiodawstwa, ale może warto je skoordynować właśnie pod tym hasłem? To może być najpiękniejsze upamiętnienie nie tylko kibiców Lechii, ale także niespotykanego w historii polskich kibiców ruchu solidarności. Jeśli o tym szczególnym tygodniu nie zapomnimy, nasza solidarność nigdy nie zginie. Sami sobie po raz kolejny udowodnimy, że chociaż wiele nas dzieli, jeszcze więcej łączy. Zapraszam zatem już dziś do włączania się w ta inicjatywę, a przede wszystkim do propagowania w swoich lokalnych środowiskach.

Autor: ks. Jarosław Wąsowicz SDB

Żródło: niezalezna.pl