Raport meczowy: Powiśle Stary Targ - Lechia Gdańsk | Kolejka 18 | 2001/02 A Klasa - Gr. IV Gdańsk
2001/02 A Klasa - Gr. IV Gdańsk2001/02 A Klasa - Gr. IV Gdańsk

Powiśle Stary Targ vs Lechia Gdańsk
3 1

Więcej info

Data meczu: sobota, 18 maj 2002
Godz. meczu: 19:00 h
Sędzia: Paweł Wietrzykowski
 
Widzów : 350

Skład wyjściowy

Bramkarz
Obrońca
Pomocnik
Napastnik

Pierwszy trener

Zmiany

    Oś czasu

    Min. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Marcin Waniuga <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Tomasz SłabkowskiMin. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Lech Kaniszewski <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Bartłomiej StolcMin. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Robert Piżewski <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Radosław WoszczynaMin. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Łukasz Ciucias <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Mariusz BlochGOL Min. 69 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/wilk_krzysztof.jpg' height='40' width='40' /><br />Krzysztof Wilk

    Wydarzenia


     Podsumowanie

    Bramki (Powiśle):

    Gutjar 3’, Fornalczyk 27’, Wasiewicz 86’

    Info:

    Na meczu 100 kibiców Lechii.

    Relacja (Lechia.gda.pl):

    Właściwie teoretycznie najtrudniejszy mecz sezonu czekał dziś Lechię Gdańsk. Fakt ten został jednak zbagatelizowany z powodu ubiegłotygodniowego awansu i osiągnięcia najwyższego w historii zwycięstwa. Czy na kimkolwiek mogła zrobić wrażenie informacja, że gdańszczanie jadą do wicelidera, który wygrał 7 ostatnich meczów na własnym boisku? Czy kogokolwiek mogło zaniepokoić, że piłkarze Powiśla już w Gdańsku udowodnili, że nie są wygodnym przeciwnikiem? Oczywiście, że nie. Lechia jest bowiem najlepsza i nikt w lidze nie ma z nią najmniejszych szans, więc 18-te zwycięstwo z rzędu było absolutnie pewne. Nie trzeba było jednak długo czekać, żebyśmy szybko wrócili na ziemię.

    Zanim jeszcze mecz na dobre się rozpoczął, lechiści stracili najszybszą w tym sezonie bramkę. Już w 3 minucie w sytuacji sam na sam z naszym golkiperem znalazł się syn prezesa gospodarzy, Miłosz Gutjar, który ku uciesze sporej grupy miejscowych kibiców uzyskał prowadzenie dla swojego zespołu. Lechia po raz drugi w sezonie przegrywała, poprzednio miało to miejsce we wrześniowym meczu Pucharu Polski z GKS Dziemiany. Dążenia gdańszczan do wyrównania stanu rywalizacji wyglądały jednak marnie. Na środek pomocy wrócił Łukasz Paulewicz i to był błąd. Grał z niewyleczoną do końca kontuzją nosa, z dużą ostrożnością, bez maksymalnego zaangażowania. Ale obwinianie samego "Pauli" byłoby nadużyciem, tym bardziej, że taką grę nakazał mu szkoleniowiec. Cała linia pomocy spisywała się dziś słabo, bez wyrazu i pomysłu na grę. Jedynie Przemek Urbański ratował sytuację tradycyjnie nieustępliwą walką, ale Powiśle nie dopuszczało, żeby z jego starań wynikało coś naprawdę groźnego. W 27 minucie nadszedł kolejny cios, gdy Karol Fornalczyk ubiegł obronę i celnie trafił do siatki obok strzegącego bramki Bąka. Sytuacja zrobiła się nieciekawa, bo przegrywanie dwoma bramkami przytrafiło się lechistom po raz pierwszy! Należało jak najszybciej strzelić gola, ale do gwizdka kończącego pierwszą połowę rezultat nie uległ żadnej zmianie. Pewną winą można obarczyć młodego, niedoświadczonego arbitra, który niezbyt radził sobie z dość gorącą atmosferą. Mógł i powinien podyktować dla biało-zielonych co najmniej jeden rzut karny. Ale generalnie to sami lechiści byli odpowiedzialni za taki stan rzeczy.

    Czterech zmian dokonał trener Małolepszy, zanim gra została wznowiona. Wniosły one pewne ożywienie, ale dalekie od tego, jakiego można byłoby oczekiwać. Bez gola zszedł Bartek Stolc, który ostatni raz na listę strzelców nie wpisał się ponad pół roku temu. Grający cały mecz Marek Wasicki tym razem także nie demonstrował swojej skuteczności. Fakt, to on stwarzał największe zagrożenie pod bramką miejscowych, ale gola jednak nie zdobył. Młody i niski bramkarz Powiśla, grający tylko dlatego, że pierwszy golkiper został wykartkowany, nie miał wiele pracy. Strzały były albo niecelne, albo trafiały prosto w niego, albo wystarczyło mu tylko wybiegać i udanie przechwytywać podania do napastników Lechii. W 68 minucie wątłe już nadzieje gdańskich kibiców odżyły. Wasicki trafił w poprzeczkę, ale piłkę przejął Lech Kaniszewski, którego ostro zaatakował defensor Powiśla. Sędzia tym razem podjął słuszną decyzję - rzut karny, pewnie wykorzystany przez Krzysztofa Wilka. 2:1! Wydawało się, że Lechia pójdzie za ciosem, a tymczasem jej gra w dalszym ciągu przypominała jedno wielkie bicie głową w mur. Nie wychodziło nic. Strzały, zagrania, przenikanie miejscowej obrony. Powiśle mądrze broniło wyniku i skupiło się na bardzo groźnych kontratakach. Większość z nich udanie rozbijał na szczęście Daniel Pellowski, ale w końcu nadeszła 86 minuta i nastał koniec złudzeń. Kolejna kontra, płaski strzał starotarżanina Dariusza Wasiewicza i Mateusz Bąk skapitulował po raz trzeci. W tym momencie wiadomo było, że Powiśle zwycięstwa już nie odda. Zasłużonego zwycięstwa nad bardzo słabą dziś Lechią. Tadeusz Małolepszy podobno powiedział później w szatni piłkarzom: "Nie skomentuję waszej dzisiejszej gry, gdyż leżącego się nie kopie, a wy właśnie leżycie". Z kolei Marek Bąk pocieszył zawodników, mówiąc im, że nic się nie stało... Plan wygrania wszystkich ligowych meczów runął, ale skutki mogą być na przyszłość pozytywne. Przed piłkarzami jeszcze wiele nauki, wysiłku i starań. Dzisiejsza porażka na pewno im to przypomniała.

    Do Starego Targu przybyła niepełna setka kibiców Lechii. Wielu spóźniło się na mecz dzięki policji, która ubzdurała sobie spisywanie wszystkich zmierzających na obiekt, i to po kilka razy. Nawet paru piłkarzom Lechii przeprowadzono dokładną rewizję ich toreb ze sprzętem sportowym. Gospodarzy dopingowała dość pokaźna ilość ok. 250 osób. Podkreślmy - nieźle dopingowała, nie obrażając przy tym w żaden sposób Lechii. Tak dobrej atmosfery nie oglądaliśmy do tej pory jeszcze nigdzie. Zmobilizowało to w pewien sposób gdańskich fanów, którzy zwłaszcza w drugiej połowie również nie mieli się czego pod tym względem wstydzić. Mimo porażki nie było nastroju przygnębienia, niektórzy kibice nawet żartowali, że nareszcie przypomniały im się "stare dobre czasy, kiedy Lechia prawie zawsze przegrywała".