Raport meczowy: Pogoń Smętowo - Lechia Gdańsk | Kolejka 13 | 2002/03 Liga Okręg. - Gr. Gdańsk II
2002/03 Liga Okręg. - Gr. Gdańsk II2002/03 Liga Okręg. - Gr. Gdańsk II

Pogoń Smętowo vs Lechia Gdańsk
0 0

Więcej info

Data meczu: niedziela, 03 listopad 2002
Godz. meczu: 13:00 h
Sędzia: Adam Manuszewski
 
Widzów : 400

Skład wyjściowy

Bramkarz
Obrońca
Pomocnik
Napastnik

Pierwszy trener

Zmiany

    Oś czasu

    Min. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Tomasz Słabkowski <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Krzysztof WilkMin. zmiany 65 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Michał Giliga <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Michał KiszkielMin. zmiany 70 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Łukasz Ciucias <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Krzysztof BartoszukŻółta kartka Min. 0 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/bloch_mariusz.jpg' height='40' width='40' /><br />Mariusz BlochŻółta kartka Min. 0 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/wiszniewski_jakub.jpg' height='40' width='40' /><br />Jakub Wiszniewski

    Wydarzenia


     Podsumowanie

    Info:

    Na meczu 220 kibiców Lechii.

    Relacja (Lechia.gda.pl):

    Granice wyrozumiałości zostały dziś przekroczone. Lechia zmarnowała kolejną szansę wyprzedzenia choćby samej Polanki Rokocin i za karę do prowadzącego Powiśla Dzierzgoń traci już 3 punkty. Niech grę lechistów w dzisiejszym meczu najlepiej zobrazuje fakt, iż najlepszy na boisku w ich szeregach był bramkarz Mateusz Bąk. To zatrważające, jak drużyna biało-zielonych od dłuższego czasu nie tylko nie notuje postępów, ale jeszcze zawodzi z coraz większą częstotliwością. Tym razem po raz pierwszy od ponad 15 miesięcy (ostatnio w przegranym 0:3 drugoligowym meczu z Lechem Poznań) Lechia zakończyła mecz bez strzelonej bramki. Stanowcze ruchy potrzebne są od zaraz...

    Lechiści posiadali optyczną przewagę przez całe spotkanie, a zwłaszcza w pierwszej połowie. Już kilka chwil po rozpoczęciu meczu do siatki trafić mógł Paweł Staruszkiewicz, jego strzał minął jednak słupek o centymetry. Ten sam zawodnik w dalszej części gry popisał się groźnym uderzeniem głową, które z linii bramkowej wybił smętowski golkiper. Z najgroźniejszych sytuacji należy wymienić jeszcze wejście w pole karne Bartłomieja Stolca, który efektownie wyminął na małej przestrzeni kilku obrońców, lecz jego strzał trafił w obrońcę i wyszedł na rzut rożny. Doskonałą szansę miał także Przemysław Urbański, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału w bardzo dogodnej pozycji. Próbował przekładać piłkę z jednej nogi na drugą, umożliwiając skuteczną interwencję miejscowym defensorom.

    Pogoń w tej części gry grała wyjątkowo spokojnie i ostrożnie, z rzadka decydując się nawet na kontrataki. W ostatnich 10 minutach spowodowała, że strach zagościł na twarzach sympatyków Lechii. Najpierw smętowianie pokazali lechistom, jak należy wykonywać rzuty wolne. Potężne uderzenie szczęśliwie wybronił Mateusz Bąk. Odbił piłkę, ta trafiła w słupek, po czym bramkarz Lechii znów musiał interweniować. Z powodzeniem. W 44 minucie Bąk rewelacyjnie stanął na wysokości zadania po sytuacji sam na sam z napastnikiem gospodarzy, która zaistniała w wyniku nieudanej pułapki ofsajdowej.

    W przerwie trener Tadeusz Małolepszy dokonał zaskakującej zmiany. W chwili, gdy należało za wszelką cenę walczyć o zdobycie zwycięskiej bramki, boisko opuścił pomocnik Krzysztof Wilk, a jego miejsce zajął obrońca Tomasz Słabkowski, notabene pozostający bez gola w piłce seniorskiej. - Chciałem wprowadzić lewonożnego zawodnika, a tylko takie miałem pole manewru. Marcin Waniuga cofa się - dwa lata temu był lepszym zawodnikiem, niż obecnie - powiedział szkoleniowiec.

    Lechia w każdym razie dalej tłukła głową w mur. Na dodatek straciła sporo boiskowej inicjatywy na rzecz coraz śmielszych gospodarzy. Najbliższy zdobycia gola dla biało-zielonych był wprowadzony w 65 minucie (ofensywna zmiana) Michał Giliga. Jego minimalnie niecelne uderzenie wszyscy już prawie widzieli w siatce, za drugim razem próbował strzału głową, lecz znów bez powodzenia. Gdańszczanie z każdą minutą byli coraz bardziej podirytowani swoją niemocą, objawiającą się zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie. To krępowało ich poczynania, a gra zaczęła się zaostrzać. Niektórzy, jak kapitan Mariusz Bloch, bardziej niż o wynik wydawali się walczyć o zdobycie czerwonego kartonika. Sędzia pozostał jednak niewzruszony na jego zbyt agresywne, wręcz bezsensownie chamskie zachowanie, a nawet na budzące zaskoczenie okrzyki "no daj mi tę kartkę, dawaj!". I w końcu dał - żółtą, po usłyszeniu solidnej porcji wyzwisk już po zakończeniu meczu. Dwaj piłkarze rocznika 1984, Marek Wasicki i Jakub Wiszniewski, byli dziś ledwo zauważalni, choć pełnią kluczowe ofensywnie role w zespole. Obaj zagrali jednak od pierwszej do ostatniej minuty. Przyznaniem żółtej kartki Wiszniewskiemu arbiter uchronił nas przed oglądaniem żenującej formy tego pomocnika w kolejnym spotkaniu. Podstawowym zarzutem należy jednak uczynić to, iż wielu lechistów nie zaangażowało się maksymalnie w grę, drepcząc sobie po boisku i szukając winy u wszystkich, tylko nie u siebie. Zbyt wielu...

    Raz za razem do niebezpiecznych sytuacji dopuszczała gdańska linia obronna. Gdyby nie świetna dyspozycja jedynego jasnego punktu Lechii - Mateusza Bąka, mogło skończyć się na całkowitej kompromitacji. Wybronił kilka tzw. stuprocentowych sytuacji, w tym parę jeden na jeden. Interesujące, że od chwili ścięcia włosów przeistoczył się w niezwykle pewny punkt zespołu. Dziś nie zawiódł właściwie jako jedyny.

    Dość skrupulatnie, lecz nieźle prowadzący zawody arbiter, miał pecha, że na sekundy przed zakończeniem meczu w polu karnym Pogoni miała miejsce kontrowersyjna sytuacja. Zawodnik Lechii padł jak długi, a sędzia, raczej słusznie, nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Gdy zakończył mecz, z wściekłością rzuciło się do niego kilku gdańskich piłkarzy, a następnie kilkudziesięciu rozczarowanych decyzją, ale i wynikiem kibiców. Na środku murawy doszło do utarczek słownych i przepychanek, w zamieszaniu ucierpiał zwłaszcza zawodnik Pogoni i Lechii. Obydwaj zostali uderzeni w głowę i twarz. Z opóźnieniem do interwencji przystąpił oddział policji, na który po chwili posypały się butelki i wyrwane z trybun drewniane ławki. Chaos trwał kilka minut, po czym obiekt dość szybko opustoszał. Wcześniej, na początku drugiej połowy, mecz został przerwany na minutę, gdy przez murawę przetoczyła się grupa kibiców goniąca samochód z rzekomo wypatrzonymi fanami Arki Gdynia. Bez kar się nie obędzie. W kontekście tych wydarzeń na dalszy plan zeszła niezła, blisko ćwierć-tysięczna frekwencja oraz trwający większą część meczu doping. Szkoda tylko, że kilkakrotnie, mimo nieustannych apeli, mieszający z błotem wszystkich smętowian.