Raport meczowy: Lechia Gdańsk - Kaszubia Kościerzyna | 1/4 finału | 2002/03 Okręg. PP
2002/03 Okręg. PP2002/03 Okręg. PP

Lechia Gdańsk vs Kaszubia Kościerzyna
1 2

Więcej info

Data meczu: środa, 21 maj 2003
Godz. meczu: 17:00 h
Stadion: Stadion T29 w Gdańsku
Sędzia: Szymon Kujawski
 
Widzów : 3.000

Skład wyjściowy

Bramkarz
Obrońca
Pomocnik
Napastnik

Pierwszy trener

Zmiany

    Oś czasu

    Min. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Jakub Wiszniewski <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Krzysztof BartoszukMin. zmiany 46 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Mariusz Łukowski <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Paweł ŻukMin. zmiany 79 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Janusz Melaniuk <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Bartłomiej StolcMin. zmiany 80 ::<img src='/images/com_joomleague/database/events//in.png' />Bartłomiej Giruć <br> <img src='/images/com_joomleague/database/events//out.png' />Marek SzutowiczGOL Min. 90 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/melaniuk_janusz.jpg' height='40' width='40' /><br />Janusz MelaniukŻółta kartka Min. 0 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/wiszniewski_jakub.jpg' height='40' width='40' /><br />Jakub WiszniewskiŻółta kartka Min. 0 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/gasiorowski_marcin.jpg' height='40' width='40' /><br />Marcin GąsiorowskiŻółta kartka Min. 0 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/borkowski_tomasz.jpg' height='40' width='40' /><br />Tomasz BorkowskiŻółta kartka Min. 0 ::<img src='/images/com_joomleague/database/persons/morka_robert.jpg' height='40' width='40' /><br />Robert Morka

    Wydarzenia


     Podsumowanie

    Bramki (Kaszubia):

    T.Kafarski 16’głową, Majewski 50’głową

    Skład (Kaszubia):

    J.Kafarski – Sekuła, Sierpiński, Skierka (66’Ciarczyński), Kosznik, Kniter, Budziwojski, Tuszkowski, T.Kafarski (81’Drzymała), Majewski (87’Bąkowski), Kugiel (46’K.Jażdżewski)

    Relacja (Lechia.gda.pl):

    Koniec pucharowej przygody Lechii, koniec marzeń o nawiązaniu do sukcesu sprzed 20 lat, kiedy to biało-zieloni pod wodzą Jerzego Jastrzębowskiego sięgnęli po Puchar Polski. Takie nadzieje wybiła gdańszczanom z głowy będąca krok od przypieczętowania awansu do III ligi Kaszubia Kościerzyna. Faworyt okazał się zespołem lepszym, dojrzalszym i mimo że w drugiej części gry oddał plac gry lechistom, zwyciężył zasłużenie. Nieznacznie podparł się wprawdzie niedoskonałą postawą arbitra, ale prawdopodobnie dałby Lechii radę nawet wtedy, gdyby sędziego miał przeciwko sobie. Gospodarze zasłużyli na brawa za waleczną i ambitną do końca postawę. Teraz Lechia może się skupić na uzyskaniu awansu do IV ligi, co jest od początku priorytetowym celem klubu.

    Lechia Gdańsk przystąpiła do spotkania z kościerskim klubem przestraszona, niepewna swego. W trakcie pierwszego kwadransa gry lechiści nie przeprowadzili nawet jednej akcji ofensywnej, rzadko udawało im się zagościć na połowie gości. Szybko tracili piłkę, pozwalając rywalom na rozpoczęcie kolejnego ataku pozycyjnego. Bardzo spokojnie i rozważnie grająca Kaszubia bez zbędnego pośpiechu szukała dla siebie okazji na przedostanie się pod bramkę Lechii. Pierwszy groźny strzał oddała w 6 minucie dając Mateuszowi Bąkowi możliwość popisania się bardziej widowiskową, niźli rzeczywiście potrzebną paradą. Najważniejsze jednak, że skuteczną.

    W 14 minucie kiks niepewnie sprawującego się dziś Marcina Gąsiorowskiego w polu karnym na szczęście pozostał bez konsekwencji. Kibice odpalili race i świece dymne, co jakby dodało odwagi piłkarzom Lechii, gdyż zdobyli się na pierwszy groźniejszy atak. Kaszubia odzyskała jednak piłkę, Wojciech Sekuła dośrodkował na prawą część pola karnego, gdzie Paweł Żuk przegrał pojedynek główkowy z grającym trenerem gości, Tomaszem Kafarskim. Skutki okazały się fatalne, bowiem futbolówka niespodziewanie wpadła pod poprzeczkę zaskoczonego i źle ustawionego Bąka. Po tej z pozoru tylko niegroźnej sytuacji Kaszubia objęła prowadzenie.

    Szkoda, że dopiero to zdarzenie podziałało orzeźwiająco na lechistów. Od 20 minuty gdańscy piłkarze mocniej przycisnęli obronę Kaszubii, ale Robert Sierpiński z Bartoszem Skierką profesorsko rozbijali wszystkie próby przełamania ich linii defensywnej. Dwukrotnie przebijał się Marek Szutowicz, ale starania te przerywał pierwszy obrońca, który stawał na jego drodze. Większe niebezpieczeństwo stwarzał Przemysław Urbański, jednak również nie przyniosło to efektu. Z kolei dośrodkowaniom Żuka tym razem brakowało precyzji. Grunt, że biało-zieloni zaczęli grać.

    Ten kilkuminutowy napór Lechii nie zrobił na gościach wrażenia. Najlepszym dowodem lewostronna akcja Rafała Kosznika, który za łatwo przedostał się w pole karne, a jego płaskie uderzenie w długi róg tylko nieznacznie minęło bramkę gospodarzy. W 29 minucie zripostował Marek Widzicki, który popisał się pięknym uderzeniem zza pola karnego, ale bramkarz Janusz Kafarski wyborną interwencją wybił piłkę na rzut rożny. Po dwóch minutach na wielkie brawa zasłużył Bąk, fantastycznie stając na przeszkodzie w zdobyciu gola Pawłowi Budziwojskiemu.

    Niebywale walecznie i ambitnie w pierwszej połowie grał kapitan Lechii, Tomasz Borkowski. Czasem notował banalne straty, czasem emanował przesadną agresją, ale był motorem napędowym większości akcji, nie pozwalał partnerom na sekundę zrezygnowania wobec bardzo dobrze grającej Kaszubii. Niestety, o ile "Borkowi" zazwyczaj starcza sił i energii na godzinę gry, tym razem wyeksploatował się już do przerwy. W 35 minucie dzięki tej właśnie wspomnianej wyżej nieustępliwości odebrał piłkę Budziwojskiemu tuż przed polem karnym, dośrodkował, ale jeden z kościerzynian wybił ją na rzut rożny. Borkowski bardzo ostro reklamował zagranie ręką, ale naszym zdaniem raczej niesłusznie.

    Końcowe minuty to walka głównie w środku boiska bez sytuacji podbramkowych. Przewaga, jak zresztą w całej tej części gry, należała do czwartoligowca. W szeregach Lechii najlepszy swój mecz rozgrywał Robert Morka, kryjący szalenie groźnego i skutecznego napastnika, Roberta Kugiela. Ze swoich obowiązków wywiązał się znakomicie, a Kugiel nie został dopuszczony do choćby jednej sytuacji strzeleckiej. Był tak bezradny przy wychowanku Bałtyku, że po przerwie nie wyszedł już na boisko.

    Drugą połowę Lechia rozpoczęła bardzo energicznie. Już w pierwszych sekundach Borkowski strzelał z dystansu po akcji wprowadzonych na boisko 19-latków, Mariusza Łukowskiego i Jakuba Wiszniewskiego, ale skończyło się na rzucie rożnym. Dwie minuty później Wiszniewski tak kulturalnie domagał się od sędziego przyznania rzutu karnego za zagranie ręką Sierpińskiego, że zamiast jedenastki obejrzał żółty kartonik.

    W 50 minucie Tomasz Kafarski dośrodkował na 10 metr, gdzie nieatakowany napastnik Mariusz Majewski, który zgubił kryjącego go Daniela Pellowskiego, mógł oddać precyzyjny strzał głową i wyprowadzić Kaszubię na prowadzenie 2:0. Pięć minut później przyjezdni powinni dobić Lechię, gdyż Sekuła z Majewskim łatwo rozbroili obronę, ale temu ostatniemu zabrakło zimnej krwi, aby zakończyć tę akcję golem. Nim minęło 60 sekund, znów zapachniało bramką, a oprócz defensorów tym razem nie popisał się też Bąk. Naprawił swój błąd i chwycił piłkę zanim wtoczyła się do bramki.

    61 minuta przyniosła oczekiwanego gola dla Lechii, jednak nie został on uznany. Wiszniewski uderzył z 16 metrów wprawdzie niecelnie, ale wprost do stojącego pod bramką na pozycji spalonej Łukowskiego, który dostawił nogę i trafił do siatki. Sędzia Szymon Kujawski słusznie nie uznał bramki, co spowodowało jednak narastanie złości piłkarzy i kibiców. Większe wątpliwości można mieć co do kolejnych ataków gdańszczan, inicjowanych głównie skrzydłami przez Łukowskiego i Urbańskiego, lecz często przerywanych odgwizdywaniem spalonego. W 70 minucie, po kolejnej tego typu sytuacji, na sędziego liniowego posypał się z trybun grad butelek, na szczęście żadna go nie trafiła.

    Goście oddali inicjatywę Lechii, skupiając się na utrzymaniu korzystnego i bezpiecznego wyniku. Trener Kafarski po Kugielu dał także odpocząć Skierce, drugiej gwieździe swojego zespołu. Wkrótce sam zszedł z boiska, pozwalając wystąpić 15-letniemu synowi prezesa, Michałowi Drzymale. Lechia atakowała, nie rezygnowała z chęci strzelenia gola, ale brakowało dogodnych sytuacji. Czy przeszkadzał w tym arbiter? Częściowo. W miarę upływu czasu rzeczywiście coraz gorzej radził sobie z atmosferą wrogości zirytowanych lechistów oraz kibiców, pałających chęcią dokonania na nim linczu. Popełniał błędy.

    Wprowadzony na końcowe 10 minut Janusz Melaniuk przyćmił dokonania posadzonych na ławce napastników - Szutowicza, a przede wszystkim Bartłomieja Stolca, który ani razu nie zagroził bramce rywali. W doliczonym już czasie gry otrzymał idealne podanie od Łukowskiego i bez wątpliwości trafił do bramki. Niesiona dopingiem kibiców Lechia ruszyła jeszcze żeby odrobić stratę i chyba dopiero wtedy strach pierwszy raz zajrzał w oczy kościerzynianom. Melaniuk zdążył jeszcze przeprowadzić jedną ładną i niebezpieczną akcję, ale na wyrównanie było już za późno.

    Dwa tysiące kibiców przybyło na stadion Lechii w te środowe późne popołudnie aby dopingować swoich piłkarzy. Ku pewnemu zaskoczeniu, już na samym początku meczu wprowadzono również 34-osobową grupkę sympatyków Kaszubii Kościerzyna. Po kilkukrotnym krzyknięciu nazwy swojego klubu usiedli i w spokoju obejrzeli spotkanie. Kibice Lechii mieli momenty, kiedy potrafili dopingować wspaniale, a zarazem takie, podczas których na stadionie panowała kompletna cisza. Bogata była tym razem oprawa meczowa - race, świece dymne, wulkany, petardy i flagi na kijach na pewno pomogły w stworzeniu ciekawszej atmosfery.