Totolotek Bukmacher

Raport meczowy: Wisła Kraków - Lechia Gdańsk | Kolejka 17 | 1949 I Liga
1949 I Liga1949 I Liga

Wisła Kraków vs Lechia Gdańsk
4 0

Więcej info

Data meczu: niedziela, 18 wrzesień 1949
Godz. meczu: 17:00 h
Sędzia: Edward Szperling
 
Widzów : 10.000

Skład wyjściowy

Bramkarz
Obrońca
Pomocnik
Napastnik

Pierwszy trener

 Podsumowanie

Bramki (Wisła):

Kohut 4`, 22’, Cisowski 18`, 86`

Skład (Wisła):

Jerzy Jurowicz - Mieczysław Dudek, Stanisław Flanek, Jan Wapiennik, Tadeusz Legutko, Adam Wapiennik, Kazimierz Cisowski, Zbigniew Jaskowski, Józef Kohut, Mieczysław Rupa, Józef Mamoń

Prasa:

"Przegląd Sportowy" z 1949, nr 75

Gdyby atak Wisły grał skutecznie Lechia przegrałaby więcej niż 0:4

Sam wynik lepiej świadczy o Wiśle, niż jej gra w tym meczu. To prawda, że krakowianie mieli bezwzględną przewagę w II części zawodów, ale jedna jedyna bramka zdobyta w tym okresie nie wystawia dobrego świadectwa zawodnikom Wisły. Maniera kołowania, tzw. hiperkombinacja, przybiera w napadzie Wisły z meczu na mecz coraz groźniejsze rozmiary. Wygląda to tak, jak gdyby każdy z napastników Wisły usilnie starał się zamienić lepszą pozycje strzałową na gorsza lub wręcz beznadziejną. W niejednym wypadku również zaobserwować można jakąś niezrozumiała nonszalancję i zwykłe lenistwo.

Dotyczy to w głównej mierze Kohuta, który widać uznał, że dwie strzelone bramki są już odrobieniem pracy na cały czas meczu i nie startował do piłek, podawanych mu przez partnerów (Rupa) określała widownia w gwarze krakowskiej ,,na zapalenie płuc”.

O zwycięstwie Wisły zadecydowała więc nie gra jej napadu, ale doskonała gra defensywy i taktyka offsidowych pułapek stosowanych przez Lechię, która naraziła drużynę gdańską na stratę 2-ch bramek. Bramkarz Lechii nie należał przy tym do najmocniejszych punktów zespołu, toteż tym bardziej trzeba się dziwić napastnikom Wisły, że nie wyzyskali tak sprzyjających dla siebie okoliczności, jak zła taktycznie, a przy tym słaba gra obrony przeciwnika i niepewność bramkarza.

Pomoc Lechii ustępowała wiślakom w rutynie i taktyce, ale górowała ambicja i zaciętością. Atak natomiast zarówno jako całość, jak i indywidualnie, przewyższał napad Wisły. Wśród piątki napastników Lechii wyróżnił się doskonały technicznie i szybki Kokot, zgrany z Kupcewiczem, należącym również do jasnych punktów swego zespołu. Że ta dwójka nie uwieńczyła wielu pięknych ataków powodzeniem, to pierwszym rzędzie zasługa Flanka, najlepszego zawodnika na boisku.

Przebieg meczu: w 4 m. Kohut przejął dobre podanie od Legutki i korzystając z wysunięcia się obrony przeciwnika, podprowadził aż do bramki i strzelił obok bezradnego Pomorskiego. W 14 minucie później Cisowski dobił wypuszczony przez Pomorskiego strzał Mamonia. Wisła prowadziła 2:0. W 4 min. później Kohut prawie że w identyczny sposób, jak pierwszą zdobył trzecią bramkę. Przewaga Wisły po przerwie zaznaczyła się 8 niewyzyskanymi kornerami oraz jedną bramką, strzeloną przez Lisowskiego na 4 m. przed końcem gry.

Sędzia Szperling był bardzo dobry, jednak zbyt drobiazgowy.

”Piłkarz” z 1949.09.19

Mecz bez rumieńców

Wisła była słaba, ale Lechia jeszcze słabsza i odjechała do Gdańska z czteroma bramkami.

WISŁA

zawdzięcza swój sukces dobrej grze swych linii defensywnych. Jurowicz miał w tym meczu lekkie życie, gdyż ataki przeciwnika bez większego trudu likwidowała pomoc i obrona. Kilka niezbyt niebezpiecznych strzałów obronił bez trudu. Flanek miał kilka błyskotliwych momentów, grał skutecznie i zasłużył sobie na pierwszą notę w drużynie. Drugą trzeba przyznać wszędobylskiemu Legutce, który był właściwie szóstym napastnikiem Wisły. Bracia Wapienniczy zagrali na dobrym poziomie i wypełnili swe defensywne i ofensywne obowiązki bez zarzutu. Atak Wisły nie dostroił się do poziomu gry swej defensywy i mimo strzelonych czterech bramek trudno w tej linii kogoś wyróżnić. Najlepiej jeszcze wypadli skrzydłowi, oraz rutynowany ale zawsze leniwy Kohut. Trzy bramki padły raczej z błędów obrony Lechii i jedynie ostatnia, — wypracowana przez Cisowskiego zasługuje na pełny aplauz. Jaśkowski i Rupa słabi.

LECHIA

w całej rozciągłości potwierdziła chimeryczność swojej formy. Z oceny wczorajszej gry gdańszczan trudno pojąć dotychczasowe sukcesy tej drużyny. Dość powiedzieć, że jedynym, naprawdę pełnowartościowym zawodnikiem w drużynie był Kokot II. Miał on jednak obok siebie najsłabszego w drużynie zawodnika — Kupcewicza, a mając w dodatku naprzeciwko doskonałego Flanka nic nie mógł zdziałać. „Narybki krakowskie" Lechii — Wawrzusiak i Konopek zagrali poniżej formy wykazywanej w macierzystej drużynie. Nie najgorzej zagrała linia pomocy drużyny gdańskiej. Mało jednak odciążona przez własny atak nie mogła sprostać ciężkiemu zadaniu. Obrona Lechii — słaba.

PRZEBIEG SPOTKANIA

Pierwsze słowo należy do Lechii. Atak jej kończy się jednak strzałem ponad poprzeczką. Gra toczy się na środku boiska, ale już w 4 min. przynosi sukces niespodziewany Wiśle. Obrońca Lechii startuje do piłki, ale na mokrym terenie traci równowagę i pada na ziemię. Kohut jest na miejscu i z najbliższej odległości strzela pierwszą bramkę.

W następnej minucie Jaśkowski wykłada piłkę Kohutowi, ale ten przenosi z bliska nad poprzeczką. Kontrakcje Lechii likwiduje obrona Wisły bez większego trudu, o niezbyt groźny strzał Wawrzusiaka broni pewnie Jurowicz. W 13 min. historia się powtarza. Przy piłce im Kohut, z dziecinną łatwością wygrywa pojedynek z obrońcą i strzela Pokorskiemu — w ręce. Oślizłą piłkę Pokorski wypuszcza z rąk, a dobitka Cisowskiego grzęźnie w siatce.

W 22 min. Jaśkowski wypuszcza Kohuta, który wykorzystując błędne ustawienie obrońców Lechii — podciąga i z kilku kroków strzela trzecią bramkę. Historię pozostałej części meczu można zamknąć w jednym zdaniu Wisła walczy z zaciekło broniącym się przeciwnikiem 1 nieudolnością własnego ataku. Dopiero w 85 min., po solowym biegu i celnym strzale Cisowskiego pada czwarta i ostatnia bramka.

Sędziował ten mecz wzorowo p. Szperling z Łodzi, widzów około 7 tysięcy.