Zawodnik o takim dorobku i tak znanym nazwisku dawno nie występował na polskich boiskach. Serb Milos Krasić z Lechii Gdańsk twierdzi, że wciąż jest głodny sukcesów.

 

Co piłkarz z takim dorobkiem jak pan robi w polskiej ekstraklasie?

 

- W Fenerbahce Stambuł nie miałem szans na grę, a nie uśmiechało mi się spędzać kolejnego roku w drużynie młodzieżowej tego klubu, bo dziesięć dni przed końcem letniego okienka transferowego usłyszałem, że to mnie właśnie czeka. Postanowiłem odejść, kilka klubów dzwoniło do mnie z ofertami, interesująca była choćby ta z Partizana Belgrad, ale moja rodzina nie chciała jeszcze wracać jeszcze do Serbii. Wtedy skontaktował się ze mną Zoran Rasić, mój dobry znajomy. Zaproponował Lechię Gdańsk, a ja pomyślałem sobie, że Polska nie będzie złym wyborem. Żona też tak uznała. Szybko porozumiałem się z Turkami, rozwiązaliśmy umowę i podpisałem w Gdańsku kontrakt na dwa lata.

 

Są głosy, że przyjechał pan tu na piłkarską emeryturę.

 

- Ale przecież ja nie jestem ani starym piłkarzem, ani też nie czuję się wypalony. Pewnie, że mam pewne braki kondycyjne, potrzebuję wchodzić do gry krok po kroku. Myślę, że w pełni będę gotowy za jakieś dwa-trzy tygodnie. Muszę tylko ciężej potrenować, ale już zdążyłem zauważyć, że Thomas von Heesen lubi taki sposób zajęć. Przyzwyczaiłem się jednak do tego podczas gry w CSKA Moskwa czy Juventusie Turyn.

 

No właśnie. Grał pan z CSKA w Lidze Mistrzów, zdobywał tytuły i puchary w Rosji. We Włoszech było scudetto z Juve. Starczy panu motywacji do gry w polskiej ekstraklasie, która - umówmy się - wielkiej renomy w Europie nie ma? Tutaj od 20 lat żaden klub nie zagrał w fazie grupowej Champions League.

 

- Nie gram w piłkę tylko dla pieniędzy. I wierzcie mi, że nie mam problemu ze znalezieniem motywacji do gry w Lechii. W futbolu można szybko znaleźć się na szczycie, ale także w identycznym tempie spaść w dół. Wiem o tym, sam tego doświadczyłem, niemniej ja nadal po prostu lubię grać w piłkę. Wiem, że Lechia dziś nie może się równać poziomem sportowym z Juventusem, CSKA czy nawet Fenerbahce, ale to dobra drużyna, z niezłymi piłkarzami i pięknym stadionem, którego mogą zazdrościć w wielu miejscach Europy. Nie przyszedłem tu na pewno odcinać kuponów. Mam jeszcze swoje ambicje, chcę pomóc w osiągnięciu sukcesów, do których klub z Gdańska aspiruje, bo wiem, że chce zagrać w europejskich pucharach. Gdybym nie myślał o osiągnięciu jeszcze czegoś więcej, wróciłbym do domu.

 

Gdzie osiągnął pan swój własny futbolowy szczyt? W Moskwie czy jednak w Turynie?

 

- Mimo wszystko w Moskwie. Dobrze się tam czułem, miałem wielu przyjaciół. Jedyne, co mi przeszkadzało w tym mieście to korki na ulicach. Grałem w bardzo dobrej drużynie, piąłem się do góry, były spore sukcesy, bo przecież sięgnęliśmy po Puchar UEFA i graliśmy w Lidze Mistrzów. Już po dwóch sezonach występów w Rosji miałem oferty z Paris Saint Germain i Werderu Brema. Odmówiłem, bo naprawdę nie chciałem odchodzić. Dopiero jak później odezwał się Juventus Turyn, stwierdziłem, że warto. W końcu to jeden z największych klubów świata. Zawsze chciałem w nim zagrać.

 

Do tego stopnia, że wynajął pan prywatny samolot, by zdążyć na pierwszy trening?

 

- Może i trochę było to szalone, niemniej ja naprawdę chciałem tam być i nie wyobrażałem sobie spóźnienia, na które zanosiło się nie z mojej winy. W pierwszym sezonie grało mi się w Turynie wyśmienicie. Śmiało mogę powiedzieć, że wyróżniałem się w Serie A.

 

Na tyle mocno, że porównywano pana z Pavlem Nedvedem.

 

- To było miłe, lecz nigdy nie śmiałbym stawiać się w jednym rzędzie koło niego. Nedved to wielka osobowość i wspaniały piłkarz. Ja mogę jedynie pamiętać klasyfikację na najlepszego zawodnika Serie A, w której wyprzedzał mnie tylko Zlatan Ibrahimović. A to trudna liga dla każdego piłkarza, wiele drużyn gra bardzo defensywnie. I nie każdemu się tam udaje. Pamiętasz choćby Samuela Eto’o? Gdy przyszedł do Interu, to chyba przez siedem miesięcy nie strzelił gola.

 

Cały artykuł znajdziesz tu

 

 

Ale i Milos Krasić w końcu przestał błyszczeć w Serie A. Obrońcy przestali się nabierać na pańskie zwody czy może eksploatował pan na boisku organizm do tego stopnia, że po prostu pojawiło się zmęczenie?

 

- Myślę, że tak jak pasowałem do koncepcji trenera Luigiego Delneriego, tak w przypadku Antonio Conte było dokładnie odwrotnie. Do dziś nie wiem do końca, dlaczego mnie odstawił od składu, niemniej każdy trener ma swoją filozofię. Conte szybko zmienił system gry na 3-5-2. Nie do końca umiałem się na niego przestawić, usiadłem na ławce, z której za bardzo się nie podniosłem. Taktyka Conte się sprawdziła, nie ma o czym dyskutować. Juventus pod jego wodzą wywalczył przecież cztery tytuły mistrzowskie. Ja pretensje mogę mieć jedynie do siebie. Mogłem odejść do Zenita Sankt Petersburg, Tottenhamu Hotspur czy Lazio Rzym. Nie zrobiłem tego i to był błąd. Za bardzo jednak lubiłem Juventus, kibice też mnie szanowali, liczyłem, że moja sytuacja wkrótce się zmieni. Tak się jednak nie stało. Jednak Juventus wspominam bardzo miło. Największą przyjemnością były wspólne treningi i gra z Andreą Pirlo, Alessandro Del Piero czy Gianluigim Buffonem. Dla mnie to trio futbolowych tenorów.

 

Jednak końcówka w Juve była kiepska, a później w Turcji... było jeszcze gorzej. A przecież Fenerbahce zapłaciło za pana aż 7 milionów euro i dodało wart prawie 10 milionów euro czteroletni kontrakt. Mieli prawo oczekiwać czegoś naprawdę ekstra.

 

- Zaczęło się nieźle, jednak później wypadłem ze składu, dokupiono nowych piłkarzy, a ja do dziś mam poczucie, że nie dostałem w Fenerbahce poważnej szansy. A kiedy nie grasz, gubisz formę. Dlatego poszedłem na wypożyczenie do Bastii. Tam jednak zespół głównie się bronił, a później stawiano na młodych zawodników. Wróciłem do Turcji, lecz tam mnie już nie chciano. Szukałem jakiejś alternatywy, kolejnego wypożyczenia. Jednak żaden z zainteresowanych klubów nie był w stanie dogadać się finansowo z Fenerbahce. Dziwne, bo przecież moje pozostawanie w młodzieżowym zespole tego klubu, co miało miejsce w poprzednim sezonie, nie było korzystne dla nikogo. Ani dla mnie, ani dla władz Fenerbahce. Na szczęście to już za mną i mogę w Lechii rozpocząć nowy rozdział swojej piłkarskiej kariery.

 

Źródło: przegladsportowy.pl/własne