Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Mariuszem Pilisem, twórcą filmu "Bunt stadionów", którą przeprowadził serwis rebelya.pl

- Ci ludzie buntują się przeciwko kierunkowi zmian w Polsce, przekazowi głównych mediów, pogarszającym się warunkom życia. Chcą uczciwości w życiu publicznym. To stare polskie postulaty. Jeszcze z 1980 roku. Widziałem na własne oczy, jak zwolennicy zwalczających się partii politycznych razem wyrażali dezaprobatę dla stanu dzisiejszej Polski. Na stadionach obok siebie stoją ludzie o bardzo różnych poglądach i z różnych grup społecznych, ale to, co ich różni, ustępuje wartościom nadrzędnym - mówi Mariusz Pilis w rozmowie z Rebelya.pl.

Jest Pan kibicem, czy zainteresował się Pan tematem dopiero gdy stał się głośny politycznie, medialnie?

- Od wielu lat stykam się mniej lub bardziej intensywnie z tematem ruchów kibicowskich. Przyglądam się temu co dzieje się z tym środowiskiem dość długo. Kiedyś, jako młody człowiek aktywnie, teraz z mniejszą uwagą. Jedno jest pewne, takich wewnętrznych przemian jak teraz to środowisko nie doświadczało nigdy. Chodzi zarówno o skalę, zasięg, jak i o kierunek. To co dzieje się wewnątrz tych grup zderzyło się z polskim mainstreamem - mam tu na myśli zarówno media, jak i władzę ale też kierunek przemian światopoglądowych propagowanych przez elity. Doszło do spięcia. Bardzo spektakularnego. Nikt nie zajął się próbą opisania zjawiska, przyczyn, poszukania korzeni tego fenomenu. A to bardzo atrakcyjny temat. Zwłaszcza dla dokumentalistów. Nie miałem żadnych wątpliwości, że warto to zjawisko opisać. Choćby dlatego, że nikt na poważnie się za niego jeszcze w Polsce nie zabrał. A czy jestem kibicem piłkarskim? Teraz dopiero dociera do mnie od jak dawna... Od 35-u lat jestem kibicem Wisły Kraków. 

Dlaczego wypowiadali się akurat kibice kilku konkretnych klubów i dlaczego niektórzy, zwłaszcza kibice Wisły, jak zauważyłem, byli zamaskowani?

- Lech, Lechia, Legia, Śląsk, Wisła ale są też zdjęcia z Białegostoku, Grudziądza, Bydgoszczy. Dlaczego oni? Bo nie byłem w stanie dotrzeć do wszystkich, choć bardzo chciałem. Nastąpił proces selekcji. Przeanalizowałem zachowania środowisk w całej Polsce i najintensywniej dzieje się właśnie w tych, których przykłady zostały pokazane w filmie. Co nie znaczy, że problem ogranicza się do tych kilku. Nie. Po prostu na tych przykładach najjaskrawiej można było zobrazować proces który dotyczy wszystkich środowisk kibicowskich w Polsce. A dlaczego kibice Wisły są zamaskowani? W Gdańsku też proszono mnie o zachowanie anonimowości grupy, która pozwoliła filmować mi powstawanie meczowej oprawy. Nie chcę dorabiać ideologii. Wszyscy wiemy jak układają się w Krakowie stosunki Wisły i Cracovii. To momentami patologiczne zachowania godzące w życie ludzkie. Nikt nie chce być rozpoznanym przez drugą stronę. Chciałem z tymi ludźmi porozmawiać, więc musiałem uszanować ich prośbę. 

Czy zjawisko "buntu kibiców" dotyczy Pana zdaniem wszystkich klubów, czy tylko części?

- To zjawisko postępuje i się rozszerza. ale proszę pamiętać, że tu nie chodzi o "jakiś tam" nieracjonalny, niezrozumiały bunt. Środowisko sytuuje się w opozycji do mainstreamowego przekazu, do kierunku zmian w Polsce, do braku reform, do pogarszających się warunków życia. A czego chce w dużym skrócie? Uczciwości w życiu publicznym. To stare polskie postulaty. Jeszcze z 1980 roku. Dlatego ten temat jest fascynujący, ponieważ dotyka czegoś, przeciwko czemu Polska buntowała się już ponad 30 lat temu.

Jak wytłumaczyć ten paradoks, że miasta, które są rozsadnikiem "buntu kibiców" są jednocześnie najbardziej prorządowe? A może już nie są?

- Nie umiem Panu odpowiedzieć na to pytanie. Ale być może i to pokazuje o jak złożonym problemie, zjawisku rozmawiamy. Jak bardzo nieoczywistym. Jeśli patrzymy na całą polską rzeczywistość przez polityczne okulary, to widzimy jedynie chaos, którego zrozumienie jest być może niemożliwe. Środowiska kibicowskie to złożone organizmy zarówno strukturalnie, jak i klasowo. To Polska w pigułce. Obok siebie na trybunach stoją np. ci co głosowali na Platformę i ci co oddali głos na PiS, SLD, PSL etc. I to co ich różni politycznie ustępuje na trybunach wartościom nadrzędnym. Spotkałem się na przykład ze zjawiskiem, że zwolennicy często bardzo skrajnie nastawionych do siebie partii politycznych (PO i PiS) wyrażają swoją dezaprobatę dla stanu Polski dzisiaj i działań rządu! Widziałem to na własne oczy. I jak to rozumieć? Czy to nie fascynujące zagadnienie? A wszystko na dodatek w barwach jednego klubu. Takich zjawisk media mainstreamowe nie analizują, bo to one są na froncie walki partyjnej i ideologicznej.  

Jaki wpływ na dynamikę tego konfliktu miała gorączka przed Euro 2012 i wybory 2011?

- Doszło w tym czasie do pewnych prowokacji, które spowodowały wybuch protestu. To bezsprzeczne. 

To nie jest film o piłce nożnej ani o wszystkich aspektach środowiska kibiców, które jest barwne i złożone, i większość z tego co się tam dzieje nie dotyczy polityki i innych wielkich spraw publicznych. Przecież my jako kibice (też do nich należę) właśnie w pewnym sensie w futbol uciekamy od polityki i trudów życia codziennego. To po prostu nasza pasja. Czy to był świadomy wybór, by zrezygnować w filmie z pokazania wielu innych oblicz tego świata i środowiska?

- Tak, to właściwie nie jest film o kibicach. To jest film o współczesnej polskiej rzeczywistości. O jej kształcie, kierunkach zmian, konfliktach. O władzy i obywatelach. O historii i jej zakłamywaniu. O okrągłym stole i jego konsekwencjach. I o ludziach, którzy te kwestie poruszają na stadionach. Bo gdzie mają poruszać, skoro debata publiczna podporządkowana jest nie interesowi Polaków, lecz wąskich grup interesu?

Czy również świadomie i specjalnie nie dał Pan głosu tej "drugiej stronie", tym którzy atakują kibiców - poza wypowiedzą premiera Tuska z jakiejś konferencji prasowej?

- Przekaz medialny tworzony wokół środowisk kibicowskich w Polsce jest niezmienny od wielu lat. według zwłaszcza największych mediów - "Gazeta Wyborcza, TVN etc.. Według nich to są bezrefleksyjni bandyci, zwierzęta, które należy co najmniej pozamykać w klatkach. To wiemy z mediów o kibicach. Mnie zainteresowało zjawisko zmian wewnątrz tych grup i ich kierunek oraz kolor. To ciekawy i głęboki temat. do dzisiaj nie spenetrowany należycie. Po co tracić czas na powtarzanie tego samego co mainstream, skoro tyle jest do powiedzenia? W swoich filmach zadaję pytania i podążam ich tropem aż znajdę odpowiedź. Nie potrzebuję do tego lewarków w postaci "drugich stron" bo nie interesuje mnie balansowanie problemu a jego diagnoza.

Co by Pan odpowiedział konserwatywnym krytykom takiego podejścia do kibiców, jakie reprezentuje Pan i ludzie myślący podobnie. Dla tych krytyków, wspieranie kibiców przez szeroko pojętą prawicę to, mówiąc oględnie, głupota, może przynieść więcej szkód niż pożytku. Ostatnio w takim tonie pisali np. Piotr Semka i Piotr Skwieciński.

- Niedawno przeczytałem tekst jednego z kibiców felietonistów dokładnie na temat wypracowań obu kolegów dziennikarzy [tekst, na który wskazuje Mariusz Pilis tutaj - przyp. Rebelya.pl]. W pełni identyfikuję się z treścią felietonu autora, a nie chcę sobie przypisywać tych celnych uwag. Niech ten głos będzie głosem polemicznym wypływającym z wnętrza środowiska. To może pobudzi do refleksji ludzi, którym wydaje się, że wpadli na genialny koncept.

Niektóre media i środowiska koniecznie chcą środowiska kibiców zaszufladkować. Albo w aspekcie pozytywnym, albo negatywnym - zależy kto szufladkuje. Jedni robią z nich pisowców, inni narodowców, "neoendeków". A Pan jak uważa? Wiemy z filmu, że w większości są antykomunistyczni i prawicowi, ale co to właściwie oznacza?

- Treści filmu i wyniku moich obserwacji zdradzać nie będę, więc zachęcam do obejrzenia i próby zrozumienia tego, co w realnych zachowaniach dla kibiców oznaczają terminy "antykomunistyczni" czy "prawicowi". Debata publiczna w Polsce kręci się zawsze wokół zagadnienia: jeśli cechuje mnie takie czy inne zachowanie, to znaczy, że popieram czy nie popieram taką czy inną partię, opcję polityczną? To myślenie dewiacyjne. Przecież można tu chyba mieć poglądy np. lewicowe i nie wspierać SLD czy Ruchu Palikota lub innej formacji politycznej. Ten sam mechanizm działa na prawicy. Dobrze Pan zaznaczył, że ta odpowiedzialność spada na niektóre media czy środowiska. One sa usytuowane na zewnątrz środowisk kibicowskich i odpowiadają za spłaszczenie tej dyskusji do poziomu politycznego, nie kibice. Bo ten ruch jest różnorodny a polityka, proszę mi wierzyć, nie jest ich najważniejszym priorytetem.

W filmie wypowiadają się między innymi Andrzej Gwiazda i dr Barbara Fedyszk-Radziejowska. Z ich wypowiedzi może wynikać, że rzeczywiście chodzi nie tyle o konflikt polityczny, lecz jego tło jest ekonomiczno-socjalne. Innymi słowy to, co się dzieje wśród kibiców pokazuje problemy społeczne i gospodarcze, a symbole patriotyczne, odwołanie do nich, walka o nie, pamięć o historii to jedna z form, jaką to przyjęło niezadowolenie tych ludzi. Tak, jak to było mniej więcej w pierwszej "Solidarności".

- Jak już mówiłem: tak, to jest soczewka. Jedyne w Polsce zorganizowane grupy, które pozostają poza kontrolą władzy werbalizują postulaty zmian. To może naiwne zachowanie, ktoś powie, bo przecież wiadomo, że nic z tego, czego się domagają, nie zostanie uwzględnione. Ale czy to oznacza, że mają nie protestować? W kraju, w którym ogłaszając strajk generalny związki zawodowe sa w stanie zmobilizować jakieś 100 tysięcy ludzi, siła kilkudziesięciu tysięcy co tydzień, musi budzić respekt i adekwatne działania władzy, która się broni, a nie rozmawia. Ale to zachowanie jedynie radykalizuje postawy. Konflikt moim zdaniem będzie się rozszerzał.

Ale przecież dziś Piotra "Starucha" Staruchowicza, choć nieśmiało, broni już nawet "Gazeta Wyborcza", nowy prezes PZPN, podobno sympatyk PO, bardzo głośno domaga się zmiany ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych , nierepresjonowania ludzi za race, sektorówki, hasła wznoszone na meczach, wypowiada się przeciwko odpowiedzialności zbiorowej. Już teraz na większość meczów wpuszczani są kibice gości, a przecież zakaz wpuszczania kibiców gości był jednym z przejawów walki władzy z kibicami. Wspomniany Zbigniew Boniek nawet nie ukrywa, że chodzi o pieniądze - przez tę walkę z kibicami spadły dochody klubów, nadszarpnięty został wizerunek ligi, spadła frekwencja na stadionach. Z kolei tak bliski premierowi Jan Krzysztof Bielecki tęskni za ultrasami na meczach reprezentacji.Co Pan o tym wszystkim sądzi? Czy nie uważa Pan w związku z tym wszystkim, ze dziś "Bunt kibiców" to film już w dużej części historyczny?

- Ja bym nie chwalił słońca przed jego zachodem. Zwłaszcza Słońca Peru... Ale poważnie, widać, że na tej idiotycznej wojnie, krótkowzrocznej, może efektownej ale wyniszczającej, tracą wszyscy. Nie ciekawi mnie tu jednak, czy ona się skończyła, czy wygasa a może już wygasła. Interesujące dla mnie byłoby prześledzenie tego, kto jest za nią odpowiedzialny, ile kosztowała i jakie przyniosła efekty. Co stało u podstaw jej podjęcia. Ideologie, marketing polityczny czy może głębsze historyczne i establishmentow czynniki? Jedno co widać bezspornie: w tej prowokacji uczestniczyła część mediów, część świata polityki i rząd. A płacimy my.

Lechia Gdańsk

Film można już zakupić m.in. w sklepie SKWK, szczegóły poniżej

Kup Bunt Stadionów

źródło: rebelya.pl / Rozmawiał Marcin Herman