Niewykluczone, że tak się stanie, bo w Turcji sprawy szybko się załatwia. Zresztą tak samo jak i u Arabów powiedział dla Przeglądu Sportowego Bobo Kaczmarek.

Chyba za szybko wysyłano pana na emeryturę?

Bogusław Kaczmarek: Bez przesady, w marcu skończę dopiero 63 lata. Dużo starsi ode mnie trenerzy pracują w markowych klubach. Luiz Felipe Scolari, wracając do reprezentacji Brazylii, zaprzeczył tej teorii. Nie dzieliłbym trenerów na młodych, średnich i starych, tylko na nadających się do tego zawodu i takich, którzy powinni dać sobie z tym spokój. Nadal czuję się trenerem poszukującym. W ekstraklasie zacząłem pracować 30 lat temu, jako drugi trener u mojego mistrza, którym był Wojciech Łazarek. Przez ten czas zjeździłem Europę wzdłuż i wszerz, regularnie wylatuję na staże do Holandii. Te wszystkie podróże wzbogaciły mój warsztat. Latem wróciłem do Lechii, co było moją idee fixe. Gdy dostałem ofertę pracy, powiedziałem prezesowi Andrzejowi Kucharowi, że czekałem na tę pracę od pięciu lat.

Gdyby pana wnuczek poszedł grać do Arki Gdynia?

Bogusław Kaczmarek: Nie ma szans, ma biało-zielony kręgosłup. Gdy babcia nieopacznie kupiła mu piórnik w żółte-niebieskie pasy, spojrzał tylko z dezaprobatą i rzucił w kąt. Spędziłem cztery lata jako zawodnik Arki i trzy dni jako jej trener. Bóg odebrał mi chyba wyobraźnię, nie spodziewałem się, że między kibicami w dalszym ciągu funkcjonują takie antagonizmy.

Tutaj przeczytasz cały wywiad

Źródło: przegladsportowy.pl