Piłkarze Lechii pokonali na wyjeździe Koronę Kielce 2:1, a decydująca bramka padła w 89. minucie, gdy Maciej Gajos wykorzystał świetne podanie Jarosława Kubickiego (przed przerwą gola zdobył Flavio Paixao). W drugiej połowie biało-zieloni grali kiepsko, długo zanosiło się, że to gospodarze strzelą po raz drugi, ale ostatecznie wygrał zespół bardziej doświadczony. 

Flavio jest nie do zatrzymania i w Kielcach po raz kolejny to udowodnił. Dziewięć kolejnych trafień biało-zielonych w PKO Ekstraklasie było autorstwa Portugalczyka. Co ciekawe bramka padła po dośrodkowaniu Filipa Mladenovicia z rzutu rożnego, a to spore osiągnięcie. Mówimy bowiem o pierwszym w tym sezonie golu Lechii po rzucie rożnym (potrzebne były 123 próby!). Wszystko działo się w 18. minucie, natomiast trzeba podkreślić, że gdańszczanie powinni prowadzić już wcześniej, jednak debiutujący Omran Haydary nie potrafił celnie uderzyć po kolejnym kapitalnym podaniu Mladenovicia.

Warto jednak odnotować, że jako pierwsza zagroziła Korona, a konkretnie Petteri Forsell. Fin jest znany z mocnego uderzenia z rzutu wolnego i w tym meczu to potwierdził. Na szczęście jego fantastyczne uderzenie z ponad trzydziestu metrów trafiło tylko w poprzeczkę - prawdopodobnie futbolówkę musnął jeszcze Dusan Kuciak.

Co istotne, Lechia nie cofnęła się po strzelonym golu, ale wciąż atakowała (no, przynajmniej w pierwszej części spotkania). Korona miała problemy z wydostaniem się z własnej połowy i gdyby tylko biało-zieloni byli nieco skuteczniejsi, już do przerwy mogli prowadzić większą różnicą bramek. A tak musieli uważać na (nieliczne) kontrataki oraz stałe fragmenty gry. Niekiedy bywało groźnie po zamieszaniu w "szesnastce". Niebezpiecznie było też w końcówce pierwszej połowy, gdy lewą stroną urwał się rezerwowy Michal Papadopulos, ale na szczęście strzelił obok słupka.

Biorąc pod uwagę, że mecz rozgrywany był w niedzielę o godz. 12.30, można było mieć wątpliwości czy będziemy oglądać płynne spotkanie. Tymczasem - wydaje nam się - zostaliśmy miło zaskoczeni, ponieważ sporo się działo. O ile jednak na początku drugiej połowy dwie świetne okazje wypracowała Lechia (Haydary i Flavio), o tyle później do głosu doszła Korona. To był prawdziwy szturm na gdańską bramkę i - niestety - Kuciak w końcu skapitulował. Ale Lechia sama się o to prosiła. Pierwsze pół godziny to dobra gra biało-zielonych, agresywny pressing. Później z minuty na minutę było coraz gorzej.

Tymczasem Korona się napędzała. Bardziej pachniało kolejnym trafieniem dla gospodarzy niż gości. Naprawdę trudno nam zrozumieć dlaczego Lechia zagrała po przerwie tak fatalnie, mając naprzeciw siebie przedostatni zespół w tabeli, który ma ogromne problemy ze strzelaniem goli. Rywal był na deskach, prosił się o kolejną bramkę. Co zrobiła Lechia? Cofnęła się na własną połowę i oddała inicjatywę. Gospodarze nie potrafili jednak udokumentować swojej przewagi i to się na nich zemściło. Korona mocno popracowała, żeby to spotkanie wygrać, ale futbol nie jest sprawiedliwy i ostatni cios zadali podopieczni Piotra Stokowca. Wracający do gry po kontuzji Jarosław Kubicki mocno wstrzelił piłkę wzdłuż bramki, nogę dostawił Maciej Gajos i ostatecznie komplet punktów pojechał do Gdańska.

Korona Kielce - Lechia Gdańsk 1:2 (0:1)
Bramki: Papadopulos (61.) - Flavio Paixao (18.), Gajos (89.)

Korona: Kozioł Ż - Spychała, Ivan Marquez, Kovacević CZ, Pacinda - Pućko, Radin, Zalazar (88. Theobalds), Forsell Ż, Cebula (42. Papadopulos) - Cecarić.

Lechia: Kuciak Ż - Kobryń, Nalepa Ż, Maloca Ż, Mladenović Ż - Haydary (69. Saief), Tobers Ż, Makowski (80. Kubicki), Gajos, Conrado Ż (63. Pietrzak) - Flavio Paixao. 

źródło: własne