W rundzie wiosennej Lechia będzie musiała radzić sobie bez Daisuke Matsui, który postanowił wrócić do swojej ojczyzny.

Czy gdański klub będzie miał kim go zastąpić? - zastanawiają się dziennikarze trojmiasto.sport.pl

Matsui do Lechii trafił przed rozpoczęciem obecnego sezonu. Do gdańskiej drużyny przychodził z łatką nieco już wyblakłej gwiazdy, ale w kilku meczach rundy jesiennej pokazał, że bardzo dobra grana poziomie ekstraklasy to nie są dla niego zbyt wysokie progi.

Matsui w Lechii zagrał w 16 meczach ekstraklasy, w tym w 13 od pierwszej minuty. Strzelił cztery gole - dwa w inaugurującym sezon spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała oraz dwa w przedostatnim meczu rundy z Legią Warszawa na PGE Arenie. Miał również dwie asysty. Jak na piłkarza, który swoim piłkarskim CV bije na głowę znakomitą większość ligowców (występy w klubach francuskiej Ligue 1 czy udział w finałach mistrzostw świata w RPA w 2010 roku), nie jest to dorobek wybitny, ale nie da się ukryć, że gdańska drużyna bez Japończyka prezentowałaby się znacznie słabiej.

Profil Daisuke Matsui

- Proszę zwrócić uwagę, że dobre okresy gry Lechii, czyli na samym początku sezonu i pod sam koniec rundy, wiążą się z dobrą dyspozycją Matsui - podkreśla Maciej Murawski, były reprezentant Polski, a obecnie ekspert NC+ w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Lechia wpadła w dołek w tym czasie, kiedy Japończyk nie grał w ogóle z powodu kontuzji i tuż po jego powrocie, kiedy jeszcze nie był w dobrej formie. U doświadczonych zawodników proces jej odzyskiwania zajmuje trochę czasu, dlatego nie może dziwić, że w kilku spotkaniach po wyleczeniu urazu Matsui nie błyszczał. Ale nie zmienia to faktu, że jesienią był on liderem Lechii i bez Matsui, albo z nim w słabszej dyspozycji, cały zespół grał gorzej i tracił dużo na jakości. Przy Matsui w optymalnej formie znacznie lepiej grało się Piotrowi Wiśniewskiemu, Pawłowi Buzale czy Piotrowi Grzelczakowi. To było widać - dodaje Murawski.

W rundzie wiosennej Matsui w Lechii grać już nie będzie. Do gdańskiego klubu wpłynęła bowiem oferta wykupienia piłkarza przez jeden z zespołów z Japonii. Sam piłkarz chętnie wróci do ojczyzny, głównie ze względów rodzinnych. Jego żona, znana aktorka i modelka Rosa Kato, jest w ciąży, a oboje rodzice chcą, by ich potomek na świat przyszedł właśnie w Japonii.

Dla Lechii decyzja Matsui oznacza, że drużyna musi znaleźć piłkarza na jego miejsce. W grę wchodzi albo pozyskanie takiego gracza z innego klubu, albo wykreowanie "drugiego" Matsui we własnej kadrze.

- Lechia musi zrobić wszystko, by znaleźć następcę Matsui. W drużynie, w której gra wielu młodych zawodników, potrzebny jest dobry nauczyciel, lider, na którym można się wzorować. Matsui dodawał gdańskiemu zespołowi jakości i tej piłkarskiej błyskotliwości. Dlatego zimą Lechia powinna przede wszystkim ściągnąć gracza pokroju Japończyka. Może kogoś w typie Daniego Quintany z Jagiellonii Białystok lub Takafumiego Akahoshi z Pogoni Szczecin? Uważam, że piłkarze o takiej charakterystyce przydaliby się w Lechii - przekonuje Murawski. - Z drugiej strony często piłkarze, którzy mają ponadprzeciętne jak na naszą ekstraklasę umiejętności, lubią mieć swoje fanaberie. Kimś takim był kiedyś w Lechii Razack Traore. On miał swój świat i czasem jego zachowanie mogło irytować. A wszyscy wiedzą, że trener Michał Probierz nie przepada za takimi piłkarzami. Ideałem dla niego był właśnie Matsui. Dawał jakość w grze, a przy tym był posłuszny i karny, a szkoleniowiec biało-zielonych właśnie takich zawodników ceni najbardziej. Dlatego przy ewentualnym transferze w Lechii muszą zwrócić uwagę i na ten aspekt psychologiczny - dodaje ekspert NC+.

Alternatywą dla Lechii może być powierzenie roli, jaką pełnił Matsui, któremuś z graczy już będących w kadrze zespołu.

- Zrobienie z ligowca gwiazdy ekstraklasy to nie jest proces, który można przeprowadzić w kilka tygodni okresu przygotowawczego - zaznacza Murawski. - Jeśli już miałbym szukać w obecnym składzie Lechii potencjalnego następcy Japończyka, to kimś takim może być Przemysław Frankowski. Moim zdaniem najlepsza pozycja dla niego to nie skrzydło, gdzie ustawia go trener Probierz, a środek pomocy. Frankowski ma predyspozycje, by być w Lechii piłkarzem na pozycji nr 10, tylko musi częściej pokazywać się do gry. Tak jak robił to Matsui. Japończyk może nie zawsze był w optymalnej formie, ale zawsze szukał gry. Nie zawsze imponował błyskotliwością, ale przytrzymał piłkę, zastawił się, odegrał prostopadłe podanie czy nawet wymusił faul. Tego samego oczekiwałbym po Frankowskim, który na razie trochę chowa się za plecami kolegów - uważa były reprezentant Polski.

Źródło: trojmiasto.sport.pl