W sobotę Biało-Zieloni zagrają z Górnikiem Zabrze, z którym w lidze na wyjeździe nie wygrali od 59 lat.

- Zabrzański klimat nie jest łatwy dla gdańszczan - mówi były piłkarz Lechii i Górnika Jacek Grembocki.

W swojej historii Lechia z Górnikiem spotykała się na szczeblach różnych rozgrywek 40 razy. 22 z tych meczów kończyły się wygranymi drużyny z Zabrza, 9 razy padał remis, a 9-krotnie lepsi byli piłkarze z Gdańska. Większość z tych wygranych biało-zieloni odnieśli przed własną publicznością. Na wyjeździe pokonać Górnika udało im się tylko dwa razy w historii.

W lidze gdańszczanie w Zabrzu wygrali tylko raz 14 listopada 1954, kiedy pokonali Górnik 2:0 po dwóch bramkach Roberta Gronowskiego. Drugie zwycięstwo to to odniesione w Pucharze Polski 21 września 2010 roku. Wówczas biało-zieloni również wygrali na wyjeździe 2:0, a gole zdobywali Abdou Razack Traore i Bedi Buval.

Raport meczowy [14. listopada 1954 Górnik-Lechia 0:2]

Gdańszczanie bardzo bliscy odniesienia trzeciego zwycięstwa byli w rundzie wiosennej sezonu 2011/2012. Wtedy po pierwszej połowie i bramkach Łukasza Surmy oraz Traore prowadzili 2:0, ale w drugiej do wyrównania doprowadzili Prejuce Nakoulma i Oleksandr Szeweluchin.

Dlaczego Lechii tak słabo idzie w spotkaniach w Zabrzu?

- Jako piłkarz Lechii nigdy nie wygrałem z Górnikiem na jego stadionie - wspomina w rozmowie z trojmiasto.sport.pl były piłkarz Lechii i Górnika Jacek Grembocki. - Trudno znaleźć jednoznaczną przyczynę, dlaczego ten zabrzański klimat nie służy Lechii. Za moich czasów często zdarzało się tak, że sędzia był 12. zawodnikiem Górnika i prowadził mecz trochę "po gospodarsku" - dodaje Grembocki.

Historia spotkań z Górnikiem Zabrze

- Inna przyczyna jest taka, że oni na swoim stadionie naprawdę czują się jak w domu. Nie wiem, czy ta praktyka jest zachowana do dziś, ale kiedy ja grałem w Zabrzu, to tam do klubu przychodziło się rano, a wychodziło wieczorem. Posiłki jadło się w klubie, tu spędzało się wolny czas w przystadionowych kawiarniach... Zawodnicy trzymali się razem i tworzyła się dobra więź. Poza tym tam grali chłopacy z regionu, gdzie przy kopalniach były kluby i klubiki, gdzie młodzi piłkarze uczyli się grać w piłkę i potem przechodzili do Górnika, Ruchu Chorzów, GKS Katowice czy Szombierek Bytom. Tych małych ośrodków było bardzo dużo, można powiedzieć, że to były takie "kopalnie", ale piłkarskich talentów - podkreśla Grembocki. - To nie przypadek, że tacy piłkarze jak Arkadiusz Milik czy teraz Mateusz Zachara są zawodnikami ze Śląska, którzy od małego byli związani z regionem i na swoim terenie pokazali się w ekstraklasie. W śląskich klubach dobrze odnajdują się także Czesi i Słowacy, charakterologicznie podobni do "hanysów" np. Robert Jeż najlepszy swój okres miał właśnie w Górniku Zabrze, a w Podbeskidziu Bielsko-Biała koronę króla strzelców wywalczył Robert Demjan - dodaje były piłkarz Lechii i Górnika.

Źródło: trojmiasto.sport.pl