Ekspert stacji Canal+, Sławomir Stempniewski odniósł się na łamach trojmiasto.sport.pl do sytuacji z meczu Lechia Gdańsk - Legia Warszawa.

Pierwszą decyzją arbitra, która wzbudziła dyskusje, była ta z pierwszej minuty spotkania. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Stojana Vranjesa piłkę w swoim polu karnym zatrzymał obrońca Legii Dossa Junior. Uczynił to ręką i dlatego lechiści głośno domagali się od sędziego Złotka podyktowania rzutu karnego.

- I słusznie mieli pretensje - wyjaśnił w programie Liga+ Extra na antenie Canal+ ekspert sędziowski Sławomir Stempniewski. - Piłka zagrana była z dużej odległości i, mimo że zrobiła kozioł, to trajektoria jej lotu była przewidywalna. Dossa Junior miał czas, żeby uniknąć kontaktu z piłką i cofnąć rękę. Mało tego, w końcowej fazie widać ewidentny ruch ręki w stronę piłki, co rozwiewa jakiekolwiek wątpliwości w tej sytuacji - dodał Stempniewski.

Środkowy obrońca Legii był bohaterem także drugiej kontrowersji. Tym razem w szóstej minucie przewrócił się w polu karnym gdańskiego zespołu po kontakcie z Rafałem Janickim. Również i tym razem gwizdek sędziego Złotka milczał. Zdaniem Stempniewskiego powinien zabrzmieć.

- Wyciągnięcie rąk i powstrzymywanie piłkarza atakującego w taki sposób, w jaki zrobił to obrońca Lechii, powinno zakończyć się gwizdkiem sędziego. Choć ten kontakt trwał krótko, to jednak jest to faul i arbiter powinien podyktować "jedenastkę" - uznał ekspert Canal+.

Rzutem karnym w spotkaniu Lechii z Legią pachniało także w 28. minucie. W polu karnym Legii po kontakcie z Tomaszem Brzyskim wywrócił się Maciej Makuszewski. Arbiter ponownie nie zdecydował wskazać na jedenasty metr. Tym razem słusznie.

- W powtórkach widać, że Brzyski trącił lekko Makuszewskiego powyżej kolana. Jednak taki kontakt zazwyczaj nie powoduje upadku zawodnika. Najrozsądniejszą decyzją w tej sytuacji powinno być puszczenie gry dalej - zaznaczył Stempniewski. W tej akcji sędzia spotkania ukarał jednak skrzydłowego Lechii żółtą kartką za próbę wymuszenia rzutu karnego.

Ostatnia kontrowersja z meczu Lechia - Legia to ta z 72. minuty. W sytuacji, która zapoczątkowała akcję bramkową dla Legii, na spalonym był obrońca warszawskiego zespołu Bartosz Bereszyński. Tutaj nie popisał się asystent sędziego, którego złe ustawienie nie pozwoliło mu na prawidłową ocenę sytuacji.

- Błąd ustawienia asystenta często skutkuje błędem w ocenie, gdzie jest linia spalonego i tak tutaj się stało. Wyprzedzenie tej linii o dwa metry to zbyt duża odległość. Z doświadczenia wiemy, że asystenci często pomagają sobie, wyprzedzając trochę akcję, gdyż dzięki temu w jej kluczowym momencie znajdują się w linii z ostatnim obrońcą. Tutaj to się nie udało i w konsekwencji sędzia asystent popełnił błąd - podkreślił ekspert Canal+.

Zobacz skrót meczu

Źródło: trojmiasto.sport.pl