W Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" maszerowano w całej Polsce, w tym w Trójmieście.

Kilkanaście grup rekonstrukcyjnych z całej Polski, czołg Panthera zdobyty w Powstaniu Warszawskim i setki mieszkańców. Wszyscy oni pojawili się w niedzielę, w samo południe przy Bazylice św. Brygidy w Gdańsku, by wziąć udział w pierwszej Krajowej Defiladzie Pamięci Żołnierzy Niezłomnych. Przemarsz odbył się ulicami Głównego Miasta i zakończył na Długim Targu, obok Fontanny Neptuna. 

Grupom rekonstrukcyjnym przewodził sam generał Władysław Anders, który jechał na białym koniu, ale na mieszkańcach największe wrażenie robił jednak jadący czołg. Defilada była okazją do wspomnień i emocjonalnych rozmów dla starszych mieszkańców, a także żywą lekcją historii dla młodszych uczestników wydarzenia.

"Inka", sanitariuszka i łączniczka AK Danuta Siedzikówna, gdy w 1946 roku skazano ją na śmierć za sześć miesięcy skończyłaby 18 lat. O godz. 6.15 rano, 28 sierpnia, "Inka" weszła do sali egzekucyjnej. Wraz z nią na egzekucję wprowadzany został Feliks Selmanowicz "Zagończyk". Oboje odmówili zawiązania im oczu opaską. W drzwiach pomieszczenia stało kilkunastu ubeków, którzy przyszli specjalnie, żeby zobaczyć egzekucję. Wyzywali i lżyli skazanych. Prokurator wojskowy Wiktor Suchocki odczytał wyrok i wydał komendę: "Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!". Siedzikówna krzyknęła: "Niech żyje Polska!". Seria z dziesięciu pepesz spowodowała, że skazani osunęli się na podłogę. "Inka" jednak wciąż żyła i dowódca plutonu porucznik Sawicki dobił ją strzałem w głowę. Miejsce pochówku "Inki" i "Zagończyka" zostało utajnione. Obecnie obydwoje mają symboliczne - sąsiadujące ze sobą - groby na Cmentarzu Garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku.

{joomplucat:1522 limit=9|columns=3}

Zobacz całą galerię

Źródło: dziennikbaltycki.pl / trojmiasto.pl / własne