Mówcie co chcecie, ale w tym globalnym ociepleniu coś jest. Kiedyś śnieg bankowo leżał na święta Bożego Narodzenia, a na Wielkanoc powoli puszczał.

Teraz jest na odwrót. Nie pozostaje to bez wpływu na rozgrywki piłkarskie, które kiedyś kończyły się w połowie listopada, często w śniegu po kolana. A teraz tydzień przed Gwiazdką białego puchu ni chu chu, przynajmniej w pasie nadmorskim, bo na Osowej, Baninie, Karwinach pewnie coś jest. Tak późno jak teraz czyli pięć dni przed Wigilią lechiści jeszcze rozgrywek nie kończyli, prześledźmy jak na przestrzeni 70-letniej historii z biało-zielonymi zakończeniami roku bywało.

„WIŚNIA” STRZELA LECHII

Tuż po wojnie grano jeszcze systemem wiosna-jesień, więc ostatni mecz w roku był jednocześnie ostatnim meczem sezonu. W pierwszym w historii klubu ekstraklasowych rozgrywkach w roku 1949 Lechia była outsiderem i jej spadek był przesądzony na długo przed końcem sezonu, którego ostatni mecz trafił się w Bytomiu. Gdańszczanie pojechali tam jak na ścięcie i faktycznie polegli 0:8 z drugim spadkowiczem, tamtejszą Polonią, do dziś to najwyższa przegrana w meczach ligowych.  Nie pomógł jeden z laureatów niedawno zakończonego plebiscytu 70-lecia, bramkarz Henryk Gronowski, grający wtedy jeszcze pod nazwiskiem Gruner.

O wiele lepiej Gronowskiemu poszło dziewięć lat później, gdy przed meczem z Polonią Bydgoszcz (3:2) wręczono mu brązową paterę, natomiast Romanowi Koryntowi srebrny puchar, jako graczom Lechii najwyżej w tamtym sezonie klasyfikowanym przez katowicki „Sport”. Dwa gole zdobył Bogdan Adamczyk (rok wcześniej trzy razy na zamknięcie sezonu trafił do siatki Legii), czemu nie zapobiegł występujący w barwach gości ojciec Zbigniew Bońka, Józef.

Obok Adamczyka, Korynta i Gronowskiego w dziesiątce najpopularniejszych piłkarzy 70-lecia Lechii znalazł się Piotr Wiśniewski. 13 listopada 2004 roku po raz ostatni w karierze zagrał w barwach innych niż biało-zielone. Na zamknięcie rundy jesiennej założył bordową koszulkę Kaszubii Kościerzyna i w 27 minucie głową pokonał Kamila Biecke.

Wyrównał w doliczonym czasie gry, strzałem z woleja, Marek Wasicki. Gośćmi z ławki kierował Tomasz Kafarski, a obok „Wiśni” wśród Kaszubów zagrali przyszli gracze Lechii, Robert Sierpiński (dostał czerwoną kartkę), Damian Trzebiński i Rafał Kosznik. Ten ostatni po raz pierwszy i jedyny trafił dla Lechii, dwa razy później, gdy na zakończenie drugoligowej rundy jesiennej gdańszczanie pokonali Stal Stalowa Wola 3:0.

resztę przeczytacie tu

Źródło: lechiahistoria.pl