W piątek Lechia rozgrywała swój mecz w Warszawie, gdzie udała się grupa 350 jej wiernych fanów.

Poniżej prezentujemy opis Lwów Północy dotyczący "sytuacji pdo bramą".

Niestety, dzięki postawie Romana Kowalskiego, pełniącego rolę kierownika ds. bezpieczeństwa w Polonii Warszawa, meczu nie obejrzał żaden z nas.

Bilety na to spotkanie zostały sprzedane w Gdańsku w niewiele ponad jeden dzień na półtora tygodnia przed datą jego rozegrania. Różne przypadki chodzą po ludziach i 6 kibiców nie dało rady dojechać na mecz. W zamian za nich pojechali inni, o czym klub z Warszawy został poinformowany telefonicznie przez przedstawiciela Lechii Gdańsk. Ustalono, że Ci fani będą mogli zastąpić na liście nieobecnych. Niestety na miejscu okazało się, iż zmiana nie będzie możliwa, o czym indywidualnie zadecydował kierownik ds. bezpieczeństwa Polonii Warszawa, Roman Kowalski, wykorzystując przy tym niezwykle elokwentną i rzeczową argumentację: „nie, bo nie”. Człowieka tego nie byli w stanie przekonać kibice, nie był nawet przedstawiciel klubu, który potwierdzał zmianę odpowiednią pieczątką.

Przedstawiciel kibiców Lechii oraz naszego klubu dwukrotnie udawali się na negocjacje do siedziby klubu z Warszawy, gdzie okazywało się, iż jedyną przeszkodą w naszym wejściu na stadion jest kierownik ds. bezpieczeństwa. W końcu po długich pertraktacjach, w 10 minucie meczu, owy Pan dostał od swojej Pani Prezes nakaz wpuszczenia wszystkich kibiców gości, przy czym i tak dodał "może wszystkim uda się wejść do końca meczu". Jasnym zatem się stało, iż wchodzenie nie ma sensu, gdyż i tak większość nie dostanie się na stadion. Biorąc pod uwagę, iż klub z Warszawy wymuszał zapłatę za bilety gotówką z góry, oznaczałoby to jednocześnie stratę pieniędzy.

Pan Kowalski zamiast ułatwić obejrzenie meczu 350 kibicom, którzy przejechali blisko 350km, stworzył wyimaginowany problem, który został wyeliminowany podczas wcześniejszych ustaleń między oboma klubami. Kibiców potraktowano z góry, robiąc łaskę, że w ogóle mają szansę obejrzeć spotkanie.
Mocno dziwić może taka postawa owego Pana, który pozbawił miejscowy klub, będący na skraju bankructwa, znacznego dochodu ze sprzedanych biletów, co biorąc pod uwagę inne koszta związane z przyjęciem kibiców gości, spowoduje powstanie znacznej dziury finansowej, w i tak już dziurawym budżecie Polonii.

Warto również wspomnieć kilka słów o delegacie PZPN, który nie pojawił się i nie zainteresował, dlaczego 350 osób stoi pod bramami stadionu i nie wchodzi na obiekt. Zapewne, gdyby chodziło o policzenie odpalonych rac, ten pojawiłby się jako pierwszy w pobliżu "klatki".

Piłka nożna dla kibiców!

Źródło: Lwy Północy