Na sobotni mecz z Cracovią (godz. 13) do pierwszego składu Lechii prawdopodobnie wróci Mateusz Możdżeń, który zagra na prawej obronie.

Tomasz Osowski: Prawdopodobnie wraca pan do składu, ale nie na swoją ulubioną pozycję środkowego pomocnika, tylko w roli "strażaka" do obrony. Z Cracovią nie zagra bowiem kontuzjowany Jakub Wawrzyniak.

Mateusz Możdżeń: Rzeczywiście wygląda na to, że zagram w Krakowie na prawej obronie [z kolei na lewą przeniesie się Grzegorz Wojtkowiak, środek obrony stworzą oczywiście Rafał Janicki z Gersonem]. Tak jak mówiłem już przed startem rundy wiosennej, moja ulubiona pozycja to środek pomocy, ale tam póki co przegrywam rywalizację. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, nie rozmawiałem z trenerem na ten temat.

No właśnie, wydawało się, że jest pan jednym z największych wygranych zimy, jednak w podstawowym składzie zagrał pan tylko w dwóch pierwszych meczach - z Wisłą Kraków i Zawiszą Bydgoszcz. W połowie tego drugiego spotkania zmienił pana Ariel Borysiuk i tak już zostało. Działa "klątwa Borysiuka", którą sam pan wywołał?

- Przed pierwszym meczem z Wisłą powiedziałem, że znajdę się w podstawowym składzie głównie dlatego, że Ariel pauzuje za kartki. Cóż, po jego powrocie do gry szybko wylądowałem na ławce rezerwowych. Takie jest życie piłkarza, muszę sobie z tym sam poradzić.

To będzie jednorazowy powrót do obrony, który może przedłużyć się na mecz z Legią (jeśli Wawrzyniak nie wróci do zdrowia), a potem pewnie znów czeka pana walka o miejsce w środku pola.

- Mądrzejsi będziemy po meczu w Krakowie, a wszyscy wiemy, jak ważne spotkanie czeka nas tydzień później [11 kwietnia z Legią Warszawa]. Kluczowy będzie przede wszystkim stan zdrowia Kuby. Nie da się ukryć, że mój powrót do składu na mecz z Cracovią wiąże się z jego nieszczęściem.

Tu przeczytasz cały wywiad

Źródło: trojmiasto.sport.pl