Ostatnie tygodnie w Lechii były bardzo niespokojne.

Zamieszanie spowodowane wyborem nowego trenera (po zwolnieniu Joaquima Machado) uwypukliły duże podziały i różnicę zdań między tzw. układem właścicielskim (Franz Josef Wernze i jego współpracownicy) a akcjonariuszami mniejszościowymi reprezentującymi m.in. kibiców gdańskiego klubu. Apogeum nastąpiło w momencie, kiedy pełniący jeszcze wówczas obowiązki prezesa Dariusz Krawczyk w imieniu zarządu klubu sprzeciwił się kandydaturze Tomasza Hajto na nowego trenera Lechii. Zrobił to za pośrednictwem mediów.

- Musieliśmy wybrać taki sposób, gdyż niestety nie mieliśmy żadnego kontaktu ze współwłaścicielami, nie było między nami żadnego dialogu i sami wszystkiego dowiadywaliśmy się z mediów oraz Twittera - tłumaczy Krawczyk w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Czy jednym z powodów sprzeciwu wobec Hajty była sugestia głównego sponsora Grupy Lotos? Jako zarząd braliśmy pod uwagę każdą opinię odnośnie do tego trenera i na koniec wyraziliśmy swój stosunek do jego osoby. Chciałbym podkreślić, że nie do końca chodziło tylko o Tomasza Hajto, ale ogólnie o sposób zarządzania klubem, sposób działania właścicieli - mówi Krawczyk, który po odwołaniu w poniedziałek dwóch członków zarządu (Artura Waśkiewicza oraz Andrzeja Juskowiaka) sam podał się do dymisji. Wciąż pozostaje jednak członkiem Rady Nadzorczej.

Już konflikt czy tylko różnica zdań?

Te wszystkie wydarzenia spowodowały wzrost napięcia na linii akcjonariusze większościowi - akcjonariusze mniejszościowi. Część kibiców już w tej chwili chciałaby ruszyć na wojnę z właścicielem, ale sam Krawczyk nawołuje do uspokojenia nastrojów. Jeszcze jako pełniący obowiązki prezesa nie chciał dodatkowo zaogniać sytuacji przez wniosek o odebranie funkcji prokurenta Adamowi Mandziarze. Jako prawa ręka Wernzego podejmuje on wszystkie najważniejsze decyzje w klubie, ale w każdej chwili może być odwołany na wniosek tylko jednego członka zarządu. Jednak według Krawczyka doprowadziłoby to do otwartego konfliktu i klub na dobre mógłby zacząć się staczać po równi pochyłej.

Oczywiście sytuacja i tak nie jest w tej chwili wesoła, chociażby jeśli chodzi o sprawy finansowe. Co prawda czerwona lampka jeszcze się nie zapaliła, ale problemy mogą się pojawić w każdym momencie. M.in. z tego powodu Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN wszczęła postępowanie wyjaśniające w związku z - tu cytat: "niezłożeniem informacji wynikającej z Kryterium F.07 Podręcznika Licencyjnego, tzn. Licencjobiorca zobowiązany jest do pisemnego powiadomienia Licencjodawcy o wszelkich istotnych zmianach lub okolicznościach, które obejmują między innymi późniejsze zdarzenia o dużym znaczeniu gospodarczym, co najmniej do końca Sezonu Licencyjnego".

Potrzebny jest dialog

Co w takim razie może się wydarzyć w klubie w ciągu najbliższych tygodni?
- Z mojej strony wyciągam rękę do układu właścicielskiego, do współwłaścicieli klubu - podkreśla Krawczyk. - Bo trzeba wszystkim uświadomić, że Lechia nie ma jednego właściciela. Jest przecież pula akcjonariatu mniejszościowego, którego głosy też muszą się liczyć. To jest akcjonariat związany ze środowiskiem gdańskim, z Pomorzem. Ludzie, którzy budowali ten klub, wspierają go do tej pory i są zainteresowani, żeby klub rozwijał się zgodnie z tradycją i tożsamością tego miejsca. Mój przekaz jest następujący: panowie, usiądźmy do rozmów, bo klub również jest reprezentowany przez kibiców, którzy kupują bilety, prowadzą wspaniały doping i tworzą niezapomnianą atmosferę na trybunach - tłumaczy Krawczyk.

Dużo może się wyjaśnić podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy Lechii, które powinno się odbyć w ciągu trzech-czterech tygodni. Wcześniej dojdzie do spotkania akcjonariuszy mniejszościowych, którzy wybiorą swojego kandydata do zarządu. Prawdopodobnie znów będzie nim Krawczyk, ponieważ ma ogromne poparcie kibiców i ponownie może zostać prezesem.

- Na pewno nie będę sam podejmować decyzji, tym bardziej że nie ma ludzi niezastąpionych - zaznacza Krawczyk. - Spotkamy się w przyszłym tygodniu w gronie akcjonariuszy mniejszościowych, postaramy się wydelegować osobę, która będzie nas reprezentować w zarządzie, i wspólnie zadecydujemy, jakie będą nasze dalsze kroki. Na pewno liczymy i zachęcamy akcjonariusza większościowego, aby zasiąść do rozmów. Chcielibyśmy wypracować wspólną linię działań, znaleźć wspólny horyzont, w kierunku którego miałby podążać klub. Tak żeby się on rozwijał i żeby nie dochodziło do takich sytuacje jak ostatnio. Ja zawsze jestem niepoprawnym optymistą i liczę, że to się uda. Jeżeli współwłaścicielom zależy na rozwoju i dobru drużyny i w ogóle klubu, to musi wziąć pod uwagę głos i opinię mniejszościowych właścicieli. Innej drogi nie ma - podsumował Krawczyk.

Źródło: trojmiasto.sport.pl