Piłkarzy Lechii znów nawiedzają stare demony z poprzedniego sezonu, kiedy ni stąd, ni zowąd nagle tracili koncentrację, a co za tym idzie - głupie bramki.

Chociaż ogólnie gra nie wygląda aż tak źle jak ostatnie wyniki - mówi były reprezentant Polski, ekspert Polsat Sport Tomasz Łapiński.

Lechia nie może wygrać już od sześciu kolejek, w trzech ostatnich spotkaniach straciła aż dziewięć goli. Co dzieje się z zespołem, który był rewelacją początku sezonu?

Biało-zieloni po 5 kolejkach byli liderem tabeli, mieli trzy zwycięstwa i dwa remisy. W sześciu następnych meczach nie wygrali ani razu, zdobyli raptem cztery punkty i w tabeli ekstraklasy osunęli się na skraj pierwszej ósemki. Według Łapińskiego gra zespołu wcale nie wygląda tak fatalnie jak ostatnie wyniki, za to zaczynają wracać złe demony z poprzedniego sezonu.

- Ileż to punktów straciła wówczas Lechia z powodu zaskakujących błędów wynikających z braku koncentracji czy nagłych przestojów - przypomina Łapiński w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Teraz to wszystko powraca, dla mnie jest to dziwne i ciężkie do wytłumaczenia. Przykładem najlepiej odzwierciedlającym to, co mówię, jest ostatni mecz z Widzewem [porażka gdańskiego zespołu 1:4]. Przez 45 minut nic nie wskazywało na jakiekolwiek kłopoty Lechii. Goście jak najbardziej zasłużenie prowadzili 1:0, a mogli nawet wyżej i właściwie nie pozwolili Widzewowi na nic. Nagle ni stąd, ni zowąd w końcówce pierwszej połowy zespół na własne życzenie traci dwa gole i na dodatek kolejnego tuż po przerwie. Jest po meczu, chociaż to Lechia kontrolowała jego przebieg. Niewykluczone, że w przerwie na występy reprezentacji Polski Michała Probierza czeka więcej pracypsychologicznej, niż takiej czysto piłkarskiej. Przecież sama gra Lechii nie wyglądała w ostatnich meczach najgorzej. Tylko te niewytłumaczalne przestoje i zaniki koncentracji... Coś trzeba z tym zrobić, bo zespół na własne życzenie traci punkty, na które solidnie pracuje - zaznacza srebrny medalista olimpijski z Barcelony.

Zobacz bilans zawodników Lechii w sezonie 2013/14

W ostatnich meczach gorzej niż na początku sezonu gra duet środkowych obrońców Jarosław Bieniuk - Sebastian Madera, ale według Łapińskiego, który w przeszłości sam był znakomitym stoperem, nie należy kierować do nich wielkich pretensji.

- Ogólnie obaj mają bardzo dobry sezon. OK, ostatnio popełnili kilka błędów, ale biorąc pod uwagę całokształt, na pewno trzeba ich ocenić na plus - uważa ekspert Polsat Sport. - Czy wpływ na gorszą grę Lechii może mieć brak w ostatnich meczach kontuzjowanego Matsuiego? Nie sądzę, nie kreowałbym go na zbawcę, po powrocie którego zespół z Gdańska od razu zacznie wygrywać. Oczywiście to jest bardzo dobry zawodnik i nawet wchodząc z ławki, może dużo dać drużynie, ale to nie brak Matsuiego jest powodem słabszych wyników. Tym bardziej że mam wrażenie iż Japończyk cały czas nie jest fizycznie przygotowany do gry na pełnych obrotach przez pełne 90 minut. Zresztą sam fakt, że zdecydowanie najlepiej zaprezentował się w meczu, w którym wszedł z ławki rezerwowych [z Cracovią], mówi wiele - zauważa Łapiński i dodaje:

- Za to wygląda na to, że Lechia skazana jest na Pawła Buzałę jako najbardziej wysuniętego napastnika. Jest on jednak skuteczniejszym piłkarzem niż Adam Duda, który na poziomie ekstraklasy wciąż nie może się przełamać. Owszem dochodzi do dobrych sytuacji, ale wciąż je marnuje. Poza tym Buzała to piłkarz bardziej wszechstronny, dynamiczniejszy, dający więcej wariantów w ofensywie. Z młodych zawodników i tych mniej doświadczonych, oprócz powszechnie chwalonego Pawła Dawidowicza, wpadł mi w oko Patryk Tuszyński - mówi Łapiński, który na pytanie o obecny potencjał zespołu odpowiada. - Lechia spokojnie powinna być w górnej "ósemce" tabeli i powalczyć o miejsca 5.-8. Na walkę o coś więcej raczej szans nie ma - podsumowuje ekspert Polsat Sport.

Źródło: trojmiasto.sport.pl