- Nie ma wątpliwości, że wszystkie decyzje sędziów w meczu Lechia - Korona były prawidłowe.

Dla Lechii prawidłowe aż do bólu, bo niestety niektóre przepisy są nieżyciowe - mówi przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki.

Jednym z głównych bohaterów meczu Lechia - Korona (2:2) był sędzia Daniel Stefański, a także jeden z jego asystentów Rafał Rostkowski. Ich decyzje, szczególnie w sytuacji z 13. minuty, wzbudziły wiele kontrowersji wśród obserwatorów i samych piłkarzy. Według kapitana Lechii Jarosława Bieniuka sędziowie wręcz sprezentowali Koronie rzut karny. Przypomnijmy, że arbiter podyktował "jedenastkę" za dość przypadkowe zagranie ręką Christophera Oualembo, a kiedy Sebastian Małkowski obronił uderzenie Michała Janoty z 11 metrów, nakazał powtórzenie rzutu karnego, gdyż zanim piłkarz Korony oddał strzał, bramkarz Lechii był wysunięty przed linię bramkową. W powtórce Janota już się nie pomylił.

Zobacz tę akcję

- Nie ma wątpliwości, że obie te decyzje były prawidłowe. Dla Lechii prawidłowe aż do bólu, bo niestety niektóre przepisy są nieżyciowe - mówi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl Zbigniew Przesmycki. - Ręka Oualembo była trochę przypadkowa, ale jednak ruch ręką do piłki był wyraźny. Lechia miała w tej sytuacji dodatkowego pecha, gdyż sędzia Stefański był wręcz idealnie ustawiony, gdyby stał w trochę innym miejscu, mógłby zwyczajnie tego zagrania nie zauważyć. A tak podyktował jak najbardziej słuszny rzut karny. Jeśli chodzi o powtórzenie "jedenastki", to przepisy są bezlitosne, chociaż nieżyciowe. Małkowski był jednak dość mocno wysunięty przed linię bramkową, inna sprawa, że w tego typu sytuacjach sędziowie często puszczają grę. Tu musi nastąpić jakaś zmiana, ten przepis jest fatalny. Nie może być tak sztywny, a sędziowie powinni mieć pole do interpretacji. Podobnie jest zresztą przy wbieganiu piłkarzy w pole karne, tu też sędziowie raz gwiżdżą, raz nie. To dla całego środowiska duży problem, bo właściwie przy każdym obronionym rzucie karnym jest jakaś kontrowersja. Praktycznie nie ma bowiem szans, aby bramkarz obronił strzał z 11 metrów, przestrzegając przepisów na sto procent. Coś z tym musimy zrobić i to szybko - podkreśla Przesmycki.

Szef sędziów nawiązał również do sytuacji z końcówki pierwszej połowy, kiedy drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, mógł zobaczyć za ostry faul piłkarz gości Marcin Trojanowski. - To był mocny atak, ale w ochraniacze, nie sprawił on zawodnikowi Lechii ani bólu fizycznego, ani - jak my to nazywamy - psychicznego. Poza tym wszystko działo się w środku boiska. Sędzia Stefański poszedł z duchem gry i nie ukarał piłkarza żółtą kartką i według mnie była to decyzja słuszna - zaznacza szef polskich sędziów.

Źródło: trojmiasto.sport.pl