Przegląd Sportowy poinformował,  iż Anton Sloboda pomimo zainteresowania m.in. Lechii Gdańsk najprawdopodobniej zostanie w Podbeskidziu Bielsko-Biała.

W ostatnich pięciu latach bielszczanie regularnie tracili za darmo swoich najlepszych piłkarzy. Od czasu sprzedaży Krzysztofa Chrapka do Lecha Poznań w 2009 roku za milion złotych, wszyscy odchodzili już za darmo. Dziś w ekstraklasie biega po boiskach wielu byłych piłkarzy Podbeskidzia - Sylwester Patejuk, Sebastian Ziajka czy Krzysztof Król - ale za żadnego z nich bielszczanie nie otrzymali ani grosza. Podobnie jak za króla strzelców zeszłego sezonu Roberta Demjana. Wygląda na to, że tego lata scenariusz się nie powtórzy. Wprawdzie Anton Sloboda po bardzo dobrym sezonie nie może narzekać na brak zainteresowania innych klubów, ale Słowak skłania się do pozostania w Bielsku-Białej.

- Odbyły się już rozmowy z klubem i wszystko przebiegało pomyślnie. Powiedzieliśmy sobie, że sprawę sfinalizujemy, gdy utrzymanie Podbeskidzia będzie już matematycznie pewne. Czy kibice mogą być spokojni o Antona? Jeszcze nie, bo nic nie zostało podpisane, ale on skłania się do pozostania w Bielsku-Białej. Tu ma blisko do domu, mieszka na Słowacji, a zmiana klubu wiązałaby się z koniecznością przeprowadzki. Poza tym, Podbeskidzie wyciągnęło do niego rękę półtora roku temu, gdy odchodził z Viktorii Żiżkov. Jest coś winny temu klubowi - mówi menedżer Słowaka Edward Socha.

Slobodę dobrze zna Czesław Michniewicz, u którego Słowak także pełnił centralną rolę w drużynie. Jego zdaniem 27-latek poradziłby sobie w lepszym klubie. - Nie wiem czy w Legii albo w Lechu, ale na Lechię i Górnika byłby zdecydowanie odpowiednim graczem. W każdym meczu ma mnóstwo odbiorów, ale zawsze mówiłem mu, że musi pracować nad podaniami do przodu i strzałami, jeśli chce zostać naprawdę dobrym piłkarzem. W tym sezonie zdobył dwa gole, więc jest lepiej niż wcześniej, ale myślę, że najbardziej pomogło mu przyjście Macieja Iwańskiego. Gdy on zaczął z nami we wrześniu trenować, cała drużyna zaczęła nagle lepiej grać w piłkę. Sloboda też zobaczył, że można grać do przodu, a nie tylko do najbliższego zawodnika i sporo przy nim zyskał - wspomina były trener Podbeskidzia.

Przeczytaj cały artykuł

Źródło: Przegląd Sportowy