Powiedzieć, że w ostatnich tygodniach na obronę Lechii spadło dziesięć plag egipskich, to nic nie powiedzieć.

Kartki, kontuzje, odsunięcie od składu Sebastiana Madery sprawiają, że niemal w każdym spotkaniu duet środkowych obrońców musi tworzyć nowa para zawodników informuje trojmiasto.sport.pl.

Za kadencji Michała Probierza pozycja stopera była obok bramkarza najbardziej stabilną w całym zespole. W pierwszej połowie sezonu były szkoleniowiec Lechii konsekwentnie stawiał na Maderę i Jarosława Bieniuka, pod koniec rundy jesiennej i na wiosnę miejsce tego drugiego zajął Rafał Janicki. Z 27 spotkań z Probierzem na ławce obie pary rozegrały po 12 meczów, a jedynie w trzech przypadkach konieczne było rozbicie tego układu (w dwóch meczach na środku obrony zagrali Janicki z Bieniukiem, a w jednym Bieniuk z Maciejem Kostrzewą).

Takiego komfortu w linii defensywnej nie ma następca Probierza, który zdążył poprowadzić drużynę w sześciu spotkaniach ekstraklasy i tylko w dwóch meczach mógł wystawić tę samą parę środkowych obrońców. Z powodu ubytków kadrowych Moniz musi do linii defensywnej przesuwać piłkarzy z innych pozycji, wycofując bliżej własnej bramki defensywnych pomocników. Stąd w ostatnich spotkaniach na stoperze grali m.in. Kostrzewa czy Paweł Dawidowicz. Jakby tego było mało, w spotkaniu ostatniej kolejki z Pogonią w Szczecinie trener Lechii musiał wymienić parę środkowych defensorów jeszcze w pierwszej połowie. Za kontuzjowanego Krzysztofa Bąka, który ucierpiał po przypadkowym starciu z Marcinem Robakiem, wszedł Bieniuk, a zamiast Marcina Pietrowskiego z drugiej linii wycofany został Dawidowicz.

Paradoksalnie jednak nieustanna rotacja nie przekłada się na pogorszenie gry Lechii w obronie. Od momentu przyjścia Moniza i "rozkręcenia karuzeli" w defensywie Lechia w sześciu spotkaniach straciła cztery gole - z Piastem Gliwice, Zagłębiem Lubin, Śląskiem Wrocław i Legią Warszawa. W dwóch spotkaniach z Ruchem Chorzów i Pogonią biało-zieloni zagrali "na zero z tyłu". Daje im to średnią poniżej jednej straconej bramki na mecz. Obecna defensywa gdańskiej drużyny jest więc skuteczniejsza od tej za Probierza, kiedy linia obrony była w miarę stabilna - w 27 wspomnianych spotkaniach rywale wbili Lechii 34 gole, co przekłada się na średnią 1,25 bramki w jednym meczu.

Pełna historia spotkań Lechii Gdańsk z Lechem Poznań

Nie można jednak zapominać, że w małą liczbę traconych goli duży wkład ma również Mateusz Bąk. Bramkarz biało-zielonych jest w ostatnich tygodniach w świetnej dyspozycji i gdyby nie jego interwencje, błędy defensorów Lechii niechybnie zakończyłyby się utratą bramek.

W piątkowym meczu z Lechem Poznań, a jakże, trener Moniz znów będzie zmuszony wystawić inną parę stoperów, niż miało to miejsce w Szczecinie. Za cztery żółte kartki pauzować będzie Bieniuk, a ze względu na kontuzję odniesioną w spotkaniu z Pogonią występ Krzysztofa Bąka jest mało prawdopodobny. Na szczęście dla Moniza do gry może wrócić Janicki i to on wraz z Dawidowiczem najprawdopodobniej rozpoczną spotkanie z Lechem na środku defensywy.

Źródło: Trojmiasto.sport.pl