Paweł Dawidowicz i Przemysław Frankowski to młodzi zawodnicy, z którymi w Gdańsku wiąże się największe nadzieje czytamy w trojmiasto.sport.pl.

W rundzie wiosennej poprzednich rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy debiutowali w pierwszym zespole Lechii za kadencji Bogusława Kaczmarka, a już jesienią sezonu 2013/2014 pod wodzą Michała Probierza obaj 18-latkowie mieli pewne miejsce w podstawowym składzie biało-zielonych. Dawidowicz i Frankowski poczynili zatem bardzo duży postęp i w kilka miesięcy osiągnęli to, na co inni zawodnicy pracują przez dobrych kilka sezonów, czasem z dużo gorszym skutkiem. I na ten poziom, na jakim obecnie są "Hiena" i "Franek", nie wdrapują się nigdy.

Czy jednak Frankowski i Dawidowicz już mogą powiedzieć o sobie, że osiągnęli sukces? Z jednej strony trudno ich dokonania rozpatrywać w kategorii porażki. Bo przecież obok regularnej gry w ekstraklasie, są powoływani do reprezentacji Polski w swoim roczniku i wzbudzili zainteresowanie klubów z Bundesligi. Z drugiej zaś, do tego, by mogli określić siebie mianem w pełni zadowolonych, jeszcze sporo im brakuje. A by tak mogli się czuć, potrzeba im wyznaczenia kolejnych, znacznie ambitniejszych celów.

Popadnięcie w samozachwyt i satysfakcja ze zdobycia drobnych sukcesików przetrąciły kariery niejednego dobrze zapowiadającego się piłkarza. Dlatego nawet gra na tym samym poziomie co jesienią 2013 roku, w drugiej części sezonu w przypadku Dawidowicza i Frankowskiego już nie wystarczy.

Profil Pawła Dawidowicza

W rundzie wiosennej od obu tych piłkarzy należy oczekiwać, że choć wciąż są młodzi i niedoświadczeni, to powoli zaczną wchodzić w buty liderów Lechii. O Dawidowiczu przekonaliśmy się jesienią, że jest dobry w destrukcji, kapitalnie przewiduje to, co rywal chce zrobić z piłką, umiejętnie się zastawia i z łatwością potrafi wygarnąć piłkę nawet najlepszemu dryblerowi. Jednak pokazanie tylko tych samych dobrych piłkarskich cech wiosną nie sprawi, że Dawidowicz wykona kolejny krok w swojej karierze. Teraz powinien dodać do tego poprawę gry w ofensywie - gdy jest okazja ruszyć do przodu, to 18-latek powinien z niej korzystać. Nie bać się "kiwnąć" rywala, strzelić groźnie z dystansu, czy posłać prostopadłe podanie. Podobnie rzecz ma się z Frankowskim. Jeden gol i jedna asysta w rundzie to stanowczo za mało jak na możliwości tego piłkarza. Jego celem powinno być dołożenie do tego skromnego dorobku jeszcze kilku bramek oraz kluczowych podań. Do tego powinny dojść jeszcze większa aktywność w ofensywie i częstsze branie na siebie ciężaru prowadzenia gry - wychodzenia do piłki i utrzymywania się przy niej. Tylko w tym przypadku można o obu gdańskich nastolatkach powiedzieć, że poczynili postęp. Inaczej szybko może dopaść ich ligowa stagnacja, a w piłce ten, kto stoi w miejscu, cofa się. Dlatego muszą wiosną 2014 roku wymagać od siebie więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wyżej poprzeczkę powinien zawiesić im trener Probierz, a także kibice gdańskiej drużyny, by w sympatii dla młodych lechistów za szybko ich nie zagłaskali.

Jeśli Dawidowicz i Frankowski marzą o transferze do Bundesligi, a trudno podejrzewać, że jest inaczej, to muszą stać się wyróżniającymi się graczami w naszej ekstraklasie. Bo przecież nie jest tak, że w Niemczech narzekają na brak utalentowanych młodych zawodników i obu gdańszczan ściągną do siebie tylko ze względu na ich młody wiek. Wystarczy wspomnieć Maxa Meyera z Schalke (18 lat, trzy bramki i dwie asysty w tym sezonie) czy Timo Wernera z VfB Stuttgart (17 lat, cztery gole i cztery asysty). Także wśród zawodników defensywnych nastolatkowie zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę w swoich zespołach, by wymienić tylko Jonathana Taha - 17-letniego środkowego obrońcę Hamburger SV, czy wchodzącego do Borussii Dortmund 18-letniego stopera Mariana Sarra. Dlatego bez pracy nad swoimi umiejętnościami i bez wzrostu jakości gry perspektywa transferu do lepszego klubu tak szybko jak się pojawiła, tak szybko może zniknąć.

Profil Przemysława Frankowskiego

Poziom, na jakim obecnie są obaj nastolatkowie biało-zielonych, nie powinien być tym docelowym. To ma być tylko jeden z etapów do tego, by w przyszłości, i to tej niezbyt odległej, Frankowski z Dawidowiczem znaleźli się w dobrym zagranicznym zespole i doczekali się powołania do seniorskiej reprezentacji Polski. Ta droga stoi przed nimi otworem i żal byłoby, gdyby ci piłkarze bramy do piłkarskich salonów sami sobie zamknęli.

Źródło: trojmiasto.sport.pl