W ostatniej chwili Lechia zapłaciła zaległe pensje trzem piłkarzom, którzy ponad dwa tygodnie temu wysłali do gdańskiego klubu wezwania do zapłaty. To brzmi jak niezły motyw pod scenariusz do nowego filmu Patryka Vegi. Problemy finansowe w polskiej piłce nie są jednak niczym nowym, jest to niestety smutna rzeczywistość. W przypadku Lechii ciągnie się to już od paru ładnych lat. Nie inaczej jest teraz.

Co prawda jakiś czas temu prezes Adam Mandziara w czymś w rodzaju wywiadu na oficjalnej stronie Lechii przekonywał, że trzyma rękę na pulsie i z finansami wszystko jest pod kontrolą, to jednak należało zastosować w tym przypadku metodę ograniczonego zaufania.

Zaległości w Lechii są, przyznają to sami zawodnicy. I nie mówimy o małych kwotach. Z tego co ustaliliśmy, w zeszłym miesiącu piłkarze otrzymali część pensji za... październik. Tymczasem przepisy PZPN mówią wyraźnie, że jeśli piłkarz przez minimum dwa miesiące nie utrzymuje uposażenia, ma prawo rozwiązać kontrakt z winy klubu. Trzech zawodników piętnaście dni temu (jeden nieco później) wysłało do Lechii wezwania do zapłaty zaległych pensji. Kto? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy, że chodzi m.in. o Sławomira Peszkę i Rafała Wolskiego, którzy na początku roku zostali odsunięci od pierwszej drużyny biało-zielonych i nie mają do niej szans powrotu. Podkreślamy, że jest to nieoficjalna wiadomość i niekoniecznie musi to być wymieniona dwójka, bo padały głosy, że oprócz nich oraz Artura Sobiecha (odszedł już z Lechii) z zamiarem wysłania wezwań do zapłaty nosiła się kolejna grupa piłkarzy. Trudno im się dziwić, bo każdy chciałby na czas otrzymywać pieniądze za wykonywaną przez siebie pracę. To jest zupełnie normalne. 

Niewykluczone, wręcz bardzo prawdopodobne jest to, że do końca marca piłkarze Lechii otrzymają zaległe pieniądze. Gdański klub musi bowiem do 31 marca wykazać, że nie ma żadnych zaległości względem zawodników do 31 grudnia włącznie. Jest to wymóg w procesie licencyjnym. W przeciwnym wypadku PZPN może ukarać Lechię grzywną, ujemnymi punktami w tym lub kolejnym sezonie, a nawet odmówić przyznania licencji na sezon 2020/21. Zresztą, minusowe punkty i kara finansowa nie byłyby dla gdańszczan niczym nowym (tak było choćby w 2017 roku). Z tego co się orientujemy, chodzi o wypłatę za listopad oraz grudzień.

Co prawda Lechia zapłaciła trzem piłkarzom zaległe pensje, natomiast nikt inny przelewu nie dostał. I nie ma znaczenia czy ktoś zarabia trzy tysiące złotych czy osiemdziesiąt. Jest to fakt niepokojący, pokazujący, że nie wszystko jest takie piękne i kolorowe, jak próbuje nam przekazać prezes Lechii. Oczywiście, te pieniądze w końcu się znajdują, ale dlaczego potrzebne są do tego jakieś pisma, wezwania do zapłaty. Nie można po prostu wywiązywać się z zawartych kontraktów i wypłacać piłkarzom pensji na czas? 

Lechia jest jak Kamil Grosicki podczas okienka transferowego. Wszystko załatwia na ostatnią chwilę. Ponury żart, przyznajemy. Na pewno nikomu nie jest w tym momencie do śmiechu. Nie dziwmy się potem, że piłkarze popełniają błędy w meczach, brakuje im koncentracji w najważniejszych momentach sezonu. Gdyby finansowo wszystko było poukładane, z pewnością szło by to w parze z lepszymi wynikami.

Tym niemniej, zaległości finansowe są o tyle dziwne, że przecież dopiero co prezes Mandziara chwalił się, że Lechia dostała pokaźny zastrzyk gotówki za transfer Lukasa Haraslina. Do klubu wpłynęły też jakieś pieniądze za Artura Sobiecha. W dodatku Lechia otrzymała pieniądze z tytułu nowej umowy z Energą i PayTren. To miało pozwolić na spłatę zaległości oraz aktywność na rynku transferowym. To drugie się udało, ale dlaczego nie spłacono zawodników od razu? Dla nas to nie zrozumiałe. Mamy nadzieję, że wkrótce wszystko wyjdzie na prostą. Aha, wypadałoby też zapłacić piłkarzom premie za zdobycie Pucharu Polski i za zajęcie trzeciego miejsca w lidze w poprzednim sezonie. Ileż można czekać. Minęło już od tych sukcesów trochę czasu. Można by też przelać obiecane pieniądze Olimpii Grudziądz za transfer Omrana Haydary'ego. Niestety, ta kwestia również nie została jeszcze uregulowana.

Trzymamy kciuki za zarząd Lechii, by zapewnił możliwie najlepsze warunki piłkarzom i sztabowi szkoleniowemu, by ci mogli skupić się tylko i wyłącznie na swojej pracy.

źródło: własne