Piłkarze Lechii przygotowują się do sezonu 2019/20, ale wciąż nie wiadomo czy drużyna przystąpi do rozgrywek w swoim najmocniejszym składzie. Na razie nie ma konkretnych ofert za poszczególnych zawodników, jednak jeśli takowe się pojawią, klub nie będzie robił problemów zawodnikom, by zmienili barwy.

Lechia jest jednym z bardziej konkretnych zespołów PKO Ekstraklasy, gdy spojrzymy na dokonane transfery. Przyszli: Maciej Gajos, Żarko Udovicić, Paweł Żuk oraz Mario Maloca. To jeszcze jednak nie koniec, ponieważ wzmocnień wymaga jeszcze formacja ofensywna. - Myślimy o napastniku i o zawodniku ofensywnym, bardziej skrzydłowym. Będziemy korzystali z systemu z dwójką napastników i w tej sytuacji, gdy jeszcze kilka miesięcy zajmie rekonwalescencja Jakuba Araka, a Flavio Paixao może grać na różnych pozycjach, to zostaje tylko Artur Sobiech. Dojdzie jeszcze przynajmniej jeden piłkarz. Jest większa rywalizacja na pozycji stopera, w środku pola, w bramce, chcemy też zmienić coś z przodu - mówi trener Piotr Stokowiec.

W tym momencie nie ma na stole żadnych konkretnych ofert za jakiegokolwiek zawodnika Lechii. Pojawiają się zapytania, natomiast poważnych propozycji brak. - Do klubu nie wpłynęło nic dla Artura Sobiecha. Nie było też konkretnych ofert na Lukasa Haraslina, którego wartość będzie rosła. On też chce się rozwijać, podobnie jak Filip Mladenović i gdy wpłynęłyby konkretne oferty, nikogo nie będziemy blokować - powiedział Stokowiec.

Rozchwytywani są zaś młodzieżowcy, których w Lechii jest aż trzynastu. - Nie myślimy o wypożyczeniach, bo jak będzie grał Tomek Makowski, to musi mieć zmiennika, również młodzieżowca. Trzeba to pamiętać. Mamy w kadrze Daniela Mikołajewskiego, Mateusza Sopoćkę i Żukowskiego. Ja chcę pod ręką Sopoćkę, by jeden z nich był na boisku. Rozwijamy zawodników w mądry sposób. Ja sam otrzymałem dziesięć telefonów w sprawie wypożyczeń Sopoćki. Nie chcemy robić innym dobrze, tylko sobie - przyznał Stokowiec.

źródło: własne