Biorąc pod uwagę, że Lechia traci do ligowego podium pięć punktów, a do końca rozgrywek zostały zaledwie trzy kolejki, można śmiało stwierdzić, że jedyną szansą na uratowanie tego sezonu jest zdobycie Pucharu Polski. W przeciwnym razie będziemy mówić o sporym rozczarowaniu. Trener Piotr Stokowiec w ostatnim ligowym spotkaniu z Cracovią dał nieco odpocząć Łukaszowi Zwolińskiemu i Flavio Paixao, co niejako potwierdziło, że wszystkie siły rzucone zostaną na środową potyczkę z Lechem Poznań (godz. 20).

Trudno nam było w inny sposób wytłumaczyć brak dwóch najlepszych strzelców Lechii w starciu z Cracovią. Zwycięstwo w sobotę dawało biało-zielonym dwa punkty straty do Lecha i Piasta Gliwice, a więc wciąż realne szanse na ligowe podium. Przegrana natomiast praktycznie przekreśliła te szanse. Strata wynosi obecnie pięć punktów (w praktyce sześć, bo wymienione wcześniej drużyny po trzydziestu kolejkach były wyżej w tabeli), a do końca rozgrywek zostały trzy kolejki. Terminarz również nie jest łaskawy dla Lechii, która zagra kolejno z Lechem, Legią Warszawa i Śląskiem Wrocław.

Ale nie chodzi tylko o napastników. Połowa składu Lechii nie trzymała się kupy. Nie wystąpił będący ostatnio w dobrej formie Tomasz Makowski (zamiast tego oglądaliśmy tragicznego Patryka Lipskiego), do tego dobrze dysponowany na skrzydle Ze Gomes nagle znalazł się na środku ataku, gdzie nie czuł się najlepiej.

A Lech? W miniony weekend grał z Legią. Trener Dariusz Żuraw nie bawił się w żadne eksperymenty, tylko posłał w bój najsilniejszy możliwy skład. Pauzował w zasadzie jedynie Christian Gytkjær, natomiast była to absencja wymuszona (nadmiar żółtych kartek). Dochodzi do tego jeszcze jeden aspekt. Lech zagrał na maksymalnych obrotach, z kolei Lechia rywalizowała w tzw. trybie ekonomicznym - aby się nie zmęczyć.

- Nie zgodzę się z tezą, że był to eksperymentalny skład. Każde rozgrywki są dla nas równie ważne. Zawsze gramy tym, co mamy w aktualnej sytuacji najlepsze. Przy kłopotach zdrowotnych Łukasza Zwolińskiego i po ostatnich meczach z Cracovią chcieliśmy coś zmienić, spróbować innego ustawienia, poszukać innej opcji. Na środku ataku zagrał Ze Gomes, zawodnik lokomocyjny, wybiegający za linię obrony. Zmiany były wyłącznie tym ukierunkowane. Pamiętamy pierwszy tegoroczny mecz z Cracovią. Zagrał w nim Flavio i walka z rosłymi obrońcami nie przynosiła nam efektów - powiedział Piotr Stokowiec.

Zapytaliśmy więc wprost - czy mecz z Lechem jest ostatnią szansą na uratowanie tego sezonu? Rok temu Lechia była trzecia w lidze na koniec rozgrywek, zdobyła Puchar Polski, zatem chyba mieliśmy podstawy do takiego pytania. - Chcemy ugrać jeszcze więcej, ale biorąc pod uwagę okoliczności, z jakimi się borykamy w tym sezonie, to i tak jesteśmy w dobrym miejscu. Półfinał Pucharu Polski, do tego jesteśmy blisko najlepszej czwórki w lidze. Nie czas teraz na podsumowania, natomiast daleki jestem od stwierdzenia, że musimy cokolwiek ratować. Rozumiem, że jest to trochę prowokacyjne pytanie, ale my nie potrzebujemy takich prowokacji czy dodatkowych bodźców. Drużyna jest świadoma, zdeterminowana. Nie jedziemy do Poznania na wycieczkę - odpowiedział trener Stokowiec.

Gdańszczanie muszą się jednak odbudować, bo w sobotę wyglądali bardzo źle przeciwko Cracovii. W dodatku w środę rywalizować będą w Poznaniu, gdzie zazwyczaj gra im się bardzo trudno. - Na tym polega nasza praca. Gramy co trzy dni i bardzo szybko musimy odpowiadać i reagować na to, co się dzieje. Rok temu również był taki tydzień, gdzie był pamiętny mecz z Legią, a za chwilę graliśmy finał Pucharu Polski. Trzeba wyciągać wnioski, szybko przechodzić do kolejnego spotkania. Myślę, że jesteśmy gotowi na kolejną bitwę. W środę czeka nas mecz sezonu. Gramy w Poznaniu, ale nie robiłbym z tego większej przeszkody. W poprzednim sezonie graliśmy wszystkie mecze na wyjeździe i nie przeszkodziło nam to w końcowym zwycięstwie - przyznał trener Stokowiec.

Lechia po tym meczu wraca do Gdańska, by w sobotę odbyć kolejny kurs do Poznania na mecz ligowy. - Początkowo planowaliśmy zostać w Opalenicy, ale ostatecznie zapadła decyzja, że po meczu w Pucharze Polski wracamy do Gdańska - zakończył szkoleniowiec.

źródło: własne