Lech Poznań - szesnaście straconych bramek. Lechia Gdańsk - piętnaście. Wiele można powiedzieć zarówno o jednej drużynie, jak i o drugiej, ale na pewno nie to, że są mocne w defensywie. To otwiera pole do popisu dla zawodników ofensywnych obu drużyn.

Pod względem bramek strzelonych (po siedemnaście) mówimy o absolutnym ligowym topie. Biorąc jednak postawę w tyłach, schodzimy jakby z nieba do piekła. Tylko trzy zespoły w PKO Ekstraklasie straciły więcej bramek niż ekipa z Poznania. 

Jak to wygląda w poszczególnych kwadransach meczów? Kiedy najlepiej ukąsić zespół prowadzony przez Dariusza Żurawia? Wydaje się, że w końcówce. Lech stracił cztery bramki pomiędzy 76. a 90. minutą, do tego dwukrotnie w doliczonym czasie gry. A gdyby liczyć europejskie puchary, byłoby tego jeszcze więcej. Poznaniacy sporo tracą też w pierwszej połowie. Zarówno w okresie 1.-15., jak i 16.-30. przeciwnicy pokonywali ich po trzy razy.

Z jednej strony takie mecze mogą się podobać kibicom, bo przecież zdecydowanie lepiej ogląda się remis 3:3 niż nudne 0:0. Patrząc jednak z perspektywy trenerów poszczególnych drużyn, na pewno nie są oni zadowoleni, gdy zawodnicy popełniają proste błędy, nie realizują założeń taktycznych (lub robią to nieudolnie), przez co rywale mają autostradę do bramki.

Przeciwnicy Lecha w tym sezonie oddają na ich bramkę średnio 12,56 strzału na mecz. Nie jest to może "czołówka" (dla przykładu, Stal Mielec - dopuszczają do osiemnastu strzałów co spotkanie), natomiast gdy spojrzy się na taką Legię Warszawa (9,30 - zdecydowanie najlepszy wynik w lidze), mamy pewne pole do analizy. Szczególnie, że Legia jest liderem, natomiast Lech zajmuje dopiero jedenastą pozycję w tabeli.

- Lech z dobrej strony pokazał się w Europie. Jeśli weźmiemy pod uwagę statystyki, to jak budują grę, organizują się na boisku, to Lech wygląda bardzo dobrze. Jak to jednak mówią, statystyki są jak bikini, czyli pokazują wiele, ale nie wszystko. Ich aktualne miejsce w tabeli nie oddaje potencjału tej drużyny. Lech ma swoje problemy, ale to możemy powiedzieć o każdej drużynie. Trudno jednak nie docenić tego, co zrobili w europejskich pucharach - mówi trener Piotr Stokowiec.

*

Oczywiście taki stan rzeczy wiąże się z tym, że zarówno Lech, jak i Lechia często narażają się na kontry. Same chcą utrzymywać się przy piłce, grać w ataku pozycyjnym, podejmują większe ryzyko na połowie przeciwnika. A to otwiera wachlarz możliwości dla rywala, gdy w nieoczekiwanym momencie przytrafi się głupia strata piłki.

Nie możemy też popadać w skrajności. Kilkanaście miesięcy temu narzekaliśmy, że mecze biało-zielonych są nudne, bo po strzelonym golu zespół cofa się całą jedenastką na własną połowę i nie jest zainteresowany strzelaniem kolejnych bramek. Teraz jest inaczej (z małymi wyjątkami) i z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że w poniedziałek (początek o godz. 18.) nie skończy się na nudnym 1:0. Jeśli mielibyśmy coś sugerować, to do bukmacherów proponujemy udać się z zamiarem postawienia na jakiś over 3.5.

- W niektórych statystykach przodujemy. Mam tu na myśli stałe fragmenty gry, rzuty rożne. Staramy się grać na połowie przeciwnika, mamy najwięcej podań w pole karne. Pod względem strzelonych goli jesteśmy w czubie tabeli. Zdajemy sobie sprawę ,że tracimy za dużo bramek, ale generalnie uważam, że Lechia może się podobać. W tym sezonie duży nacisk kładliśmy grę ofensywną. Oczywiście nie zawsze uda się wygrać, ale myślę, że z tak grającej drużyny może urodzić się coś fajnego i tego będziemy pilnować - przyznał trener Lechii.

źródło: własne