W czwartek o godz. 19.30 piłkarze Lechii zagrają na wyjeździe z Brøndby w rewanżowym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy. Przed tygodniem biało-zieloni wygrali 2:1, więc są w lepszej sytuacji, gdyż do awansu wystarczy im remis. Piotr Stokowiec przekonuje jednak, że nie będzie murowania dostępu do własnej bramki.

Do Brøndby nie przyjechali Jarosław Kubicki i Mario Maloca, którzy narzekają na problemy zdrowotne. - Takie jest życie. Zdarzają się różne przypadki. W przypadku Mario jest mowa o pęknięciu piątej kości śródstopia, choć robimy jeszcze wnikliwe badania. Z kolei u Jarka nastąpiło zatrucie pokarmowe - powiedział Stokowiec.

Po pierwszym spotkaniu z Duńczykami trener Stokowiec, jak i praktycznie każdy piłkarz Lechii mówili, że mieli świetnie rozpracowanego rywala. - Po tym meczu wiemy znacznie więcej o przeciwniku, ale zdajemy sobie sprawę, że będzie to diametralnie inne spotkanie od tego w Gdańsku. To była pierwsza połowa. Wiemy, że od 1. minuty czeka nas szturm ze strony gospodarzy, bo mowa o potężnym klubie, który - podobnie jak my - ma ochotę znaleźć się w kolejnej rundzie. Duńczycy będą chcieli przejąć inicjatywę, natomiast jesteśmy na to gotowi - powiedział Stokowiec.

A więc czy Lechia skupi się w Danii na grze z kontrataku? - Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów. Przekonacie się jutro. My jednak nikogo się nie boimy. Różne są sposoby prowadzenia walki sportowej.  Przed pierwszym meczem też były obawy, że nie podołamy. Wiem, że moi zawodnicy nie będą zestresowani, ale skoncentrowani na swojej pracy. Tak chcę widzieć ten mecz. Chcemy kontrolować emocje i kontrolować grę - mówi trener Lechii.

Można się spodziewać tylko jednej zmiany w składzie w porównaniu do pierwszego meczu. W miejsce chorego Kubickiego ujrzymy prawdopodobnie Tomasza Makowskiego. - Nie jest tajemnicą, że za dużo zmian w obu zespołach nie będzie, może jakieś kosmetyczne korekty.  Ja oczywiście wiem jakim składem zagramy, ale to nie jest miejsce i czas na otwieranie się przed przeciwnikiem - dodał Stokowiec.

źródło: własne