Mimo iż niewiele osób stawiało na Lechię w piątkowym meczu ze Śląskiem Wrocław, to jednak biało-zieloni zaprezentowali się z dobrej strony. Byli bardzo blisko zwycięstwa, ale jeden błąd Mario Malocy w doliczonym czasie gry sprawił, że zamiast trzech punktów, jest tylko jeden. Zresztą Chorwat po spotkaniu sam twierdził, że powinien się lepiej zachować w tej sytuacji. Z pozytywnej strony w debiucie pokazali się Kristers Tobers oraz Conrado. Oceny w skali 1-10.

Dusan Kuciak (6). Pokazał klasę w drugiej połowie, gdy popisał się świetnym refleksem przy strzale rezerwowego Raicevicia. Był też blisko obrony rzutu karnego - zabrakło niewiele. Przy drugiej bramce dla Śląska nie miał większych szans, choć z drugiej strony odnieśliśmy wrażenie, że chciał wychodzić do dośrodkowania, jednak w pewnym momencie się zawahał. Czy mógł zrobić więcej? Tego się już raczej nie dowiemy. 

Rafał Kobryń (5). Dobre spotkanie w jego wykonaniu. Mając w pamięci bardzo niepewny występ z Wisłą Kraków oraz fatalne zawody w Wejherowie, teraz mieliśmy do czynienia jakby z zupełnie innym zawodnikiem. Szczególnie, że na samym początku obejrzał żółtą kartkę. Na szczęście nie podziałało to na niego negatywnie. Oby tak dalej.

Michał Nalepa (6). Stary, dobry Nalepa. Pewny w destrukcji, wygrywający pojedynki zarówno w parterze, jak i w powietrzu, grający z poświęceniem, blokujący strzały. 

Mario Maloca (4). Szkoda tej ostatniej akcji, bo ocena byłaby porównywalna do kolegi ze środka obrony. Niestety, chyba źle obliczył tor lotu piłki, dodatkowo został lekko popchnięty przez rywala, ale - jak sam mówił po meczu - nie do tego stopnia, by odgwizdać faul. Do tego momentu grał poprawnie. W pierwszej połowie wybijał futbolówkę w zasadzie z linii bramkowej, ratując zespół.

KoPa SloWroLechGda 07022020 67

Filip Mladenović (6). Ależ zaliczył asystę przy drugim golu Flavio. Ciasteczko. Palce lizać. Dobrze wykonywał też stałe fragmenty gry, brakowało niewiele, by coś po nich wpadło. W defensywie bez zarzutów.

Jaroslav Mihalik (3). Zaczął akcję bramkową na 1:0... i zniknął. Jakby go nie było. Zupełnie nieobecny. W obecnej sytuacji kadrowej oczekujemy od niego znacznie więcej.

Kristers Tobers (5). Nie zgadzamy się z krytycznymi uwagami osób oglądających mecz w telewizji. Naszym zdaniem Łotysz zagrał całkiem nieźle. Dobrze wyprowadzał piłkę, grał nieźle w destrukcji. Był też bliski strzelenia gola. Naprawdę nie wiemy jakim cudem nie zdołał wepchnąć piłki do siatki. Decydowały centymetry.

Tomasz Makowski (5). Sprokurował rzut karny, ale jak sam mówił nam po meczu, był on raczej z gatunku tych "miękkich". Dodatkowo zobaczył czwartą w tym sezonie żółtą kartkę, co oznacza pauzę w następnej kolejce. Grał w tym meczu raczej przyzwoicie. Trudno nam się doszukać jakichś większych pomyłek. 

KoPa SloWroLechGda 07022020 69

Maciej Gajos (4). Czekamy na jego dobry mecz i chyba jeszcze poczekamy. Nie oszukujmy się, we Wrocławiu nie grał porywająco. Po raz kolejny możemy mu zarzucić to, że nie wziął na siebie odpowiedzialności za akcje ofensywne. Raczej schowany, niewidoczny. Parę razy przyspieszył grę podaniem na jeden kontakt, ale takich momentów było stanowczo za mało.

Conrado (6). Obiecujący debiut, nawet jeśli asysta przy golu na 1:0 była całkowitym przypadkiem. Brazylijczyk chciał strzelać - co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Szczęśliwie skończyło się asystą, natomiast ujął nas swoją zadziornością i determinacją. W pierwszej połowie był niejednokrotnie poniewierany przez obrońców Śląska. Wielu piłkarzy by się tym zraziło. Ale nie on. Wstał, otrząsnął się i walczył dalej. Kiwał, nie bał się wejść między dwóch rywali. Z pewnością coś w sobie ma. Musi jednak popracować nieco nad kondycją, bo odnieśliśmy wrażenie, że już na początku drugiej połowy zaczęło mu brakować sił.

Flavio Paixao (8). Czego chcieć więcej od napastnika, który strzela dwa gole? No, wiadomo, hat tricka, natomiast nie przesadzajmy. Flavio zagrał we Wrocławiu bardzo dobrze. Był tam, gdzie powinien być napastnik. Do tego trochę popracował w obronie. Zapamiętaliśmy jedną sytuację z drugiej połowy, gdy Jaroslav Mihalik stracił piłkę i nie był zainteresowany powrotem. Tymczasem Flavio na pełnym sprincie ruszył we własne pole karne, żeby pomóc kolegom. Prawdziwy kapitan.

***

Paweł Żuk - grał zbyt krótko, by go ocenić.

źródło: własne