- Wiedzieliśmy, że nie mamy już nic do stracenia. Wyłączyliśmy głowy, nie myśleliśmy o niczym innym, jak parcie do przodu i łatwiej nam to przychodziło niż w pierwszej połowie. Potrafiliśmy zrobić na boisku dużo więcej - powiedział Michał Nalepa po meczu Lechii z Zagłębiem Lubin, w którym  to biało-zieloni w drugiej połowie odrobili straty, strzelili trzy gole i awansowali do ćwierćfinału Totolotek Pucharu Polski.

Lechia zabrała się do roboty w 53. minucie, gdy Tomasz Makowski strzelił nie do obrony zza pola karnego. Wcześniej to Zagłębie miało kontrolę nad meczem i długo nie wypuszczało Lechii z jej połowy. - Nie mieliśmy żadnych obaw. Dobrze wiemy jaka jest piłka. Czy to była dominacja Zagłębia? Mieli trzy stałe fragmenty, przez co mogło się wydawać, że nie wyszliśmy z własnej połowy przez 5 minut, a tak naprawdę nic złego nam się nie działo - wyjaśnia Nalepa.

To właśnie środkowy obrońca Lechii w końcówce meczu zablokował strzał jednego z piłkarzy Zagłębia. Jest on zresztą specjalistą od blokowania strzałów rywali. Jak wyliczył portal ekstrastats.pl, takich bloków było aż 29 w PKO Ekstraklasie. - Są takie mecze, w których jestem pewny, że zablokuję praktycznie każdy strzał. Gdy napastnik składa się do uderzenia, to czuję, że jestem dobrze ustawiony i wiem, że piłka prawdopodobnie uderzy we mnie, a jeśli nie, to przeleci obok bramki - zauważył Nalepa.

Jednak nie udało mu się zablokować uderzenia Damjana Bohara, który z dużą łatwością zdobył w środę bramkę na 0:2. - Było bardzo blisko zablokowania tego strzału. Nie wiem czemu on zdecydował się na kopnięcie prosto we mnie. Widziałem, że spuścił głowę, dlatego rozkroczyłem nogi, żeby zasłonić jak największą część bramki, no i cóż. Tym niemniej, jest to bardzo dobry zawodnik i myślę, że to nie był przypadkowy strzał - powiedział Nalepa.

W ostatnich meczach Nalepa nie gra już w masce chroniącej jego nos (przypomnijmy - złamany w spotkaniu z Legią Warszawa). - Nic mi już nie dolega. Byłem trochę niepewny, bo odczuwałem ból nosa, ale miałem spotkanie z lekarzem i okazało się, że jeden z nerwów jeszcze się zrósł, przez co miało prawo jeszcze trochę poboleć. W meczu, w którym odstawiłem maskę, dostałem centralnie w nos, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że wszystko z moim zdrowiem jest w porządku. Crash test wypadł pozytywnie - zakończył z uśmiechem obrońca Lechii.

źródło: własne