- Trzeba sobie jasno powiedzieć, że mecz z Rakowem nie był dobry w naszym wykonaniu. Porozmawialiśmy otwarcie, po męsku i myślę, że wyjaśniliśmy sobie wszystkie kwestie. Tym niemniej nie akcentowałbym tego w tak jednoznaczny sposób, że coś się skończyło. To jest dopiero początek sezonu. Oczywiście wiemy, że poprzednim sezonem rozbudziliśmy oczekiwania kibiców i dość wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę. To normalne, że po porażce pojawia się frustracja i złość. Musimy umiejętnie zagadywać emocjami. Zwycięstwo ze Śląskiem bardzo by nam pomogło w powrocie na dobrą ścieżkę. To będzie dobry punkt odniesienia i jednocześnie nasza odpowiedź na to, co wydarzyło się przed tygodniem - powiedział trener Piotr Stokowiec.

Jakiś czas temu padły deklaracje, że Lechia ma grać bardziej efektownie, strzelać więcej goli. Tymczasem w pięciu meczach biało-zieloni strzelili zaledwie cztery bramki, co - biorąc pod uwagę ofensywny potencjał tego zespołu - jest wynikiem dość żałosnym. - Robimy wszystko, by sprostać oczekiwaniom, choć nie jest to łatwe. Ja wierzę w tę drużynę i w swoją pracę. Widzimy, że bez solidnej defensywy ciężko jest wygrywać mecze. W poprzednim sezonie los bardziej nam sprzyjał. Weźmy choćby mecz z Jagiellonią. Zagraliśmy w nim lepiej niż we wszystkich trzech meczach z nimi w poprzednim sezonie. Różnica jest taka, że wtedy zdobyliśmy dziewięć punktów, a teraz tylko zremisowaliśmy. Taka jest piłka. Chcemy zwracać uwagę na defensywę, ale nie wycofujemy się z tego, że chcemy rozwijać naszą grę z przodu. Będziemy dążyć do tego, by grać atrakcyjniej. Spodobało mi się określenie rodem z NBA, że defensywą zdobywa się tytuły, a ofensywą sprzedaje się bilety. Zdajemy sobie sprawę jak ważne są oba te elementy - podkreśla Stokowiec.

Co zrobić, żeby Lechia grała lepiej w ataku? Przede wszystkim muszą przebudzić się kluczowe postacie, czyli Lukas Haraslin i Patryk Lipski, którzy na początku tego sezonu, delikatnie rzecz ujmując, nie błyszczą. Lipski jest cieniem samego siebie, a Haraslin - poza meczem o Superpuchar - prezentuje się po prostu fatalnie. - Lukas to zawodnik, w którym pokładane są duże nadzieje i widzimy, że nie jest mu łatwo to dźwigać, choć uważam, że jest gotowy, by sprostać oczekiwaniom. Widzimy, że brakuje mu bramek czy asyst, ale jestem przekonany, że Lukas jest gotowy, by już w meczu ze Śląskiem dać drużynie to, co najważniejsze. Ma w nas wsparcie, wierzymy w niego. To przecież dzięki niemu wygraliśmy Superpuchar - mówi Stokowiec. - Po pięciu kolejkach nie oceniałbym czy ktoś jest w dramatycznej formie czy nie. Zawodnicy ciężko pracują, by być w optymalnej formie - dodał szkoleniowiec Lechii.

Na szczęście do gry po pauzie za czerwoną kartkę wraca Żarko Udovicić. - Daje nam to większe pole manewru. Cieszę się, że wraca, bo na pewno podniesie nam rywalizację na skrzydłach. Mamy już plan na Śląsk, ale nie chciałbym teraz zdradzać czy Żarko zagra od początku czy nie. Decyzję podejmiemy bezpośrednio przed meczem - powiedział Stokowiec.

Gdańszczanie zagrają ze Śląskiem Wrocław, a więc liderem po pięciu kolejkach. Z zespołem, który może nie gra rewelacyjnie, ale regularnie punktuje. Przypomina trochę Lechię z poprzedniego sezonu. - Rzeczywiście, Śląsk idzie drogą podobną do naszej. W poprzednim sezonie dramatycznie bronili się przed spadkiem, a teraz brylują i są w czubie tabeli. Patrzę jednak na to ze spokojem, bo sezon ma 37 kolejek, a za nami dopiero pięć. Za wcześnie na jakiekolwiek oceny i deklaracje. Oczywiście Śląsk prezentuje się bardzo dobrze i zasługuje na bycie liderem - podsumował szkoleniowiec.

źródło: własne