Nieco ponad pół godziny dostał od trenera Piotra Stokowca Łukasz Zwoliński w piątkowym meczu z Piastem Gliwice (1:0). Nie wyróżnił się niczym szczególnym. No, może poza tym, że... podpadł szkoleniowcowi w jednej z ostatnich akcji meczu.

W doliczonym czasie gry Zwoliński otrzymał prostopadłe podanie, ale nie udało mu się wyjść na czystą pozycję. Oberwał jednak w tej sytuacji od przeciwnika i położył się na murawie. Gra nie została jednak przerwana, Piast atakował, a Zwoliński jak się położył, tak leżał. Trener Piotr Stokowiec był na niego wściekły. - Była końcówka meczu, zostałem kopnięty i zwyczajnie nie mogłem złapać oddechu. Patrzę, a trener do mnie macha. Wiadomo, że w takich momentach działają emocje. Po meczu zbiliśmy piątkę i bardziej się z tego śmialiśmy, niż traktowaliśmy bardzo poważnie - przyznał Zwoliński.

Jak nowy piłkarz Lechii ocenia swój debiut? - Wygraliśmy, więc jestem zadowolony z debiutu. Mam nadzieję, że jeszcze pomogę drużynie - powiedział krótko.

- W szatni dobrze się odnajduję. Jest wesoło, bo dopiero co wróciłem z Chorwacji, a tu lecą chorwacko-serbskie piosenki. Chłopacy się dziwili jak zacząłem do nich mówić po chorwacku - uśmiecha się Zwoliński. - Nie ma czegoś takiego, jak adaptacja, bo wróciłem do swojego kraju - dodał.

Zwoliński zdecydował się na powrót do polskiej ligi po dwóch sezonach spędzonych w lidze chorwackiej. - To nie jest tak, że miałem dość Chorwacji. Miałem tam fantastyczny okres, bardzo mi to pomogło. Wracam tu jako inny piłkarz. Kończył mi się kontrakt, a trener Stokowiec bardzo chciał mnie ściągnąć do Gdańska jeszcze zimą - tłumaczy nowy piłkarz Lechii.

źródło: własne