Piłkarze Lechii wciąż nie doszli do porozumienia z zarządem w sprawie obniżenia pensji w związku z panującym koronawirusem i brakiem treningów oraz meczów.

To znaczy - doszli do porozumienia, ustalono praktycznie wszystko, zarząd przygotował stosowne aneksy do umów, które później wysłał piłkarzom. Jakimś cudem w aneksach zabrakło jednak najważniejszego - gwarancji spłaty zaległych pensji oraz premii za zdobycie Pucharu Polski i trzecie miejsce w lidze w poprzednim sezonie. A to było głównym warunkiem.

Piłkarze zgodzili się na obniżkę pensji, ale chcieli mieć wypłacone zaległości. Nic dziwnego, bo piłka jest po ich stronie. Teraz nie muszą się na nic zgadzać, skoro zarząd wcześniej niekoniecznie potrafił być w stosunku do nich fair. Wszystko zostało ustalone. Wydawało się, że oficjalny komunikat jest jedynie kwestią czasu. Niestety w wyniku nieporozumienia (tak czytaliśmy) zapis o gwarancji spłaty zaległości nie znalazł się na umowach. Piłkarze to dostrzegli i solidarnie - co oczywiste - nie złożyli podpisów.

Na początku przyszłego tygodnia odbędą się kolejne negocjacje na linii piłkarze - zarząd. Chodzi o pensje za kwiecień, maj oraz czerwiec niższe o 50 proc. Przypomnijmy, że wcześniej na obniżkę wynagrodzeń zgodził się sztab szkoleniowy Lechii, a wszystko zaczęło się od cięć w zarządzie klubu.

źródło: własne