Egzon Kryeziu do tej pory nie rzucał się w oczy, gdy dostawał szansę gry. Przeciwko Zagłębiu Lubin odegrał jednak bardzo istotną rolę.

Wiadomo, że bohaterem sobotniego meczu Lechii z Zagłębiem był nie kto inny, jak Marco Terrazzino, który wszedł na boisko w 54. minucie, a w końcówce spotkania strzelił dwa gole. Jak się okazało - dające trzy punkty. 

Kolejnym, nieco mniej rzucającym się w oczy bohaterem został jednak Egzon Kryeziu. To on rozpoczął akcję biało-zielonych na 1:1 i to jego odważne wejście na połowę przeciwnika i podanie na lewe skrzydło zainicjowało zwycięską akcję bramkową. Jego liczby też są imponujące: 92 proc. celnych podań, 71 proc. wygranych pojedynków, 3/3 udane dryblingi, do tego cztery odzyskane piłki.

Generalnie Kryeziu pokazał w tym meczu to, czego dotychczas o nim nie wiedzieliśmy. Odwagę, przegląd pola, wzięcie na siebie odpowiedzialności w trudnym momencie meczu. Nie znaliśmy tych cech u Słoweńca. Wcześniej dał się poznać jako zawodnik podający do najbliższego, bardziej do tyłu niż do przodu. Był schowany, rzadko brał grę na siebie. Sam jego transfer dla Lechii uznawany był jako kontrowersyjny, biorąc pod uwagę liczbę rozegranych minut (niespełna 500 przez blisko dwa lata).

Nie stawiał na niego trener Piotr Stokowiec, choć to za jego rządów Kryeziu został sprowadzony do Lechii. Początkowo Słoweniec nie cieszył się też zaufaniem trenera Kaczmarka, ale od czterech kolejek zaczął dostawać szansę i chyba przeskoczył w hierarchii Tomasza Makowskiego czy Jakuba Kałuzińskiego, dla których powoli zaczyna brakować miejsca w pierwszym zespole.

Okazuje się, że to piłkarz z olbrzymim potencjałem, choć oczywiście zdajemy sobie sprawę, że po jednym bardzo dobrym meczu nie można wyciągać daleko idących wniosków. Niemniej, taki występ daje nadzieję.

źródło: własne