Totolotek Bukmacher

Sezon 1952 gdańszczanie rozpoczęli nieźle. Po trzech kolejkach mieli na swoim koncie dwa zwycięstwa (z Polonią Warszawa i z Lechem) oraz jedną porażkę (z Ruchem). W czwartej serii do Gdańska zawitała Cracovia, która w dotychczasowych spotkaniach nie straciła jeszcze ani jednej bramki, odnosząc jedno zwycięstwo i dwa remisy.

Był to więc mecz na szczycie, w którym wicelider tabeli grupy 1 (ze względu na skrócenie sezonu ekstraklasa została podzielona na dwie grupy, których zwycięzcy mieli się spotkać w meczu finałowym) podejmował lidera. Zapowiadał się więc dla Lechii ciekawy, ale trudny pojedynek.

Tymczasem pierwsze trzydzieści minut to prawdziwy koncert Biało-Zielonej orkiestry. Renomowany rywal na boisku po prostu nie istnieje. Lechia zasypuje bramkę krakowian gradem strzałów. Gospodarze mają blisko piętnaście znakomitych sytuacji strzeleckich jednak z większości bramkarz gości wychodzi obronną ręką. Ale dwukrotnie nie jest w stanie ustrzec swojej drużyny przed utratą gola – do siatki musi sięgać po precyzyjnych uderzeniach Mieczysława Wawrzusiaka i Roberta Gronowskiego. Po drugim golu gospodarze spuszczają nieco z tonu, tak efektowna gra musi kosztować sporo wysiłku. Do głosu zaczynają dochodzić goście – kilkakrotnie zagrażają bramce Lechii, nie są jednak skuteczni.

Druga połowa rozpoczyna się podobnie jak skończyła pierwsza – od niebezpiecznych akcji Cracovii. Z upływem czasu gospodarze zaczynają przejmować inicjatywę, a to, co dzieje się w ostatnich dziesięciu minutach, musi być dla gości prawdziwym kataklizmem. W 83. minucie ostrym strzałem z prawego skrzydła prowadzenie Lechii podwyższa, a rywalom odbiera wszelką nadzieję, Robert Gronowski.
W ostatnich fragmentach meczu do akcji wkracza młody gdański napastnik Krzysztof Baszkiewicz i najpierw w zamieszaniu podbramkowym, a później uderzeniem z dalszej odległości, dwukrotnie umieszcza piłkę w bramce gości, ustalając wynik meczu na 5:0 dla gospodarzy.

Relacja prasowa z meczu Lechia Gdańsk-Cracovia
Relacja prasowa z meczu Lechia Gdańsk-Cracovia

Najlepszym podsumowaniem gry Lechii w tym spotkaniu były komentarze prasowe: W niedzielnym meczu na poziomie był Gruner (Henryk Gronowski – przyp. aut.), podobali nam się zdecydowanie wkraczający w akcje Lenc i Kupcewicz, misternie rozbijający ataki krakowian – Miksa i Kaleta, dobrze wiążący defensywę z napadem Kokot II i Goździk oraz lotni i dysponujący zaskakującymi strzałami – Gronowski,
Baszkiewicz i Wawrzusiak. Podkreślić należy wielką ambicję Kamzeli, który mimo niewyleczonej jeszcze kontuzji, grał ofiarnie w pierwszej połowie.

7 września 1952 roku
Mecz ekstraklasy
Lechia Gdańsk – Cracovia 5:0 (2:0)
Widzów: ponad 20 000
1:0 Wawrzusiak (13’), 2:0 R. Gronowski (27’), 3:0 R. Gronowski (83’), 4:0 Baszkiewicz (89’), 5:0 Baszkiewicz (90’)
Lechia: Henryk Gronowski - Aleksander Kupcewicz, Alfred Kamzela (46’ Czesław Nowicki), Czesław Lenc, Jerzy Kaleta, Tadeusz Miksa, Robert Gronowski, Alfred Kokot, Leszek Goździk, Krzysztof Baszkiewicz, Mieczysław Wawrzusiak / Trener: Czesław Bartolik
Cracovia: Hymczak - Słaboszowski, W.Gędłek, Glimas, Pawlikowski, M.Kolasa, Cywicki, Rajtar, J.Pawłowski, Cholewik, Gołąb

Niestety, uraz Alfreda Kamzeli odnowił się i był na tyle poważny, że nie zagrał już do końca sezonu.
Dzięki temu efektownemu triumfowi Lechia objęła prowadzenie w swojej grupie, ale dalsza część rozgrywek nie była już tak udana i gdańszczanie zakończyli sezon na czwartej pozycji w grupie 1.